MDAG 2026: Amazonka – poligon męskiego ego. O tym, jak walka z naturą stała się nieistotna
Dziewięciu mężczyzn, jedna kobieta i rzeka, która nie wybacza błędów. Najdłuższy spływ kajakowy w dziejach okazał się poligonem nie tylko dla ludzkich mięśni, ale przede wszystkim dla charakterów. Podczas gdy liderzy ekspedycji spalają energię w toksycznej walce o autorytet, dr Durrant z boku przygląda się mechanizmom władzy, które niemal doprowadziły grupę do tragedii. To historia o tym, że w ekstremalnych warunkach to wcale nie walka z naturą, a człowieczeństwo staje się ostatecznym sprawdzianem. Tym właśnie jest film „Nurt” Rafała Skalskiego, który ma swoją premierę na 23. edycji festiwalu Millennium Docs Against Gravity. Festiwal odbywa się od 8 do 17 maja w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Katowicach, Łodzi, Poznaniu i Bydgoszczy, a następnie od 19 maja do 1 czerwca na mdag.pl.

- Piotr Aleksandrow
Panteon sławy czy ucieczka przed sobą? Co pcha nas w nieznane
„Nurt” rzuca zupełnie nowe światło na historyczną wyprawę z 1985 roku – najdłuższy spływ kajakowy w historii. Ekipa wyprawy, składająca się z dziesięciu osób z pięciu różnych krajów, jako pierwsza ustanowiła rekord Guinnessa przemierzając rzekę Amazonkę od jej górskich źródeł, aż po ujście u słonych wód Oceanu Atlantyckiego. Brzmi jak powód do dumy, prawda? W końcu, kto nie chciałby zostać bohaterem epickiej opowieści o walce z żywiołem, zwieńczonej sławą i nazwiskiem wyrytym w panteonie ludzkich osiągnięć? Ten film pokazuje, że prawda jest o wiele bardziej skomplikowana.
Dlaczego ludzie w ogóle organizują takie wyprawy? Nie mamy cienia wątpliwości, z jakich powodów w nieznane wyruszał Krzysztof Kolumb, choć za jego czasów taka ekspedycja wydawała się po prostu szaleństwem. Pamiętam, jak w dzieciństwie niesłychanie fascynował mnie temat już o wiele bardziej współczesny, czyli rekordy Guinnessa: zdobywanie szczytu Mount Everest, przekraczanie granic prędkości czy nawet pieczenie najdłuższej pizzy na świecie. Podziwiałem ludzi, którzy podejmowali się niecodziennych wyzwań i nie poddawali się, dopóki nie osiągnęli swojego celu.
Wspominam także ciepło opowieści mojego przyszywanego wujka o Thorze Heyerdahlu i jego załodze – poznał ich w Iraku w 1977 roku. Przygotowywali wtedy swoją ostatnią misję, którą ostatecznie przerwali, paląc łódź w proteście przeciwko wojnie na Bliskim Wschodzie. Wielki podróżnik zasłynął z wyprawy Kon-Tiki (1947) – legendarnej podróży tratwą przez Pacyfik, mającej udowodnić, że mieszkańcy Polinezji mogli pochodzić z Ameryki Południowej. Choć w masowej wyobraźni Kon-Tiki do dziś jest synonimem rekordu, w oficjalnych księgach Guinnessa występuje raczej jako duchowy ojciec nowoczesnej przygody. Pomimo że inne wyprawy – jak La Balsa czy Plastiki – pokonywały później dłuższe dystanse, to Heyerdahl dzierży niepisany rekord największego wpływu na kulturę. Potwierdza to zresztą jedyny w historii wypraw Oscar (1952), przyznany za film nakręcony na pokładzie tratwy.
Myślę, że w dużym uproszczeniu istnieją dwa główne powody, dla których organizuje się takie ekspedycje. Pierwszy: żeby udowodnić coś światu. Drugi: żeby przeżyć niezapomnianą przygodę i zmierzyć się z samym sobą. Tak też rysują się pobudki amazońskich kajakarzy. I choć u uczestników często mieszały się obie te motywacje, w ostatecznym rozrachunku jedna z nich zdecydowanie przejęła stery.

The King is dead. Przywódca bez korony
W teorii hierarchia była jasna: Francois Odendaal był oficjalnym inicjatorem projektu. To dzięki jego wizji i uporowi powstały podwaliny pod film oraz książkę, mające służyć za dokumentację przebiegu wyprawy. „Jeśli coś nie jest zapisane, to nie istnieje” – komentuje Piotr Chmieliński w jednej ze scen, trafnie definiując obsesję Francoisa na punkcie kontroli nad historią. Niestety, Odendaal już na starcie utracił swoją realną pozycję. Gdy sponsorzy wycofali fundusze, jeszcze przed zakupem pierwszego wiosła, to Chmieliński pokazał swoją sprawczość i determinację, błyskawicznie pozyskując nowych fundatorów historycznego spływu. Od tego momentu dynamika grupy uległa nieodwracalnemu skrzywieniu.
Piotr przewyższał Francoisa nie tylko predyspozycjami przywódczymi, ale przede wszystkim doświadczeniem w ekstremalnych warunkach. Francois, choć formalnie był liderem, stał się zakładnikiem własnego projektu, który zaczął wymykać mu się z rąk na rzecz człowieka budzącego naturalny respekt reszty załogi. Było za późno, żeby się wycofać – jedyne co mu pozostawało, to wyczekiwać momentu, który pozwoli mu obrócić sytuację na swoją korzyść. Problem polega na tym, że ciasne i nieprzewidywalne bystrza Amazonki to nie miejsce na przepychanki. Na tak trudnej rzece, gdzie błąd jednego człowieka może kosztować życie całej ekipy, jedność dowodzenia jest jedyną gwarancją przetrwania.

Lekarka w krainie macho
W wirze męskiej rywalizacji obserwujemy perspektywę kobiety, dr Durrant – młodej lekarki z Anglii, która wyprawę traktowała jako ostatnią okazję do przeżycia wielkiej przygody, zanim dopadnie ją los setek milionów ludzi na utartej ścieżce: szkoła-studia-kariera. Głos Durrant to jedyny element tej opowieści, który wykracza poza rok 1985 i rezonuje ze współczesnymi wartościami. To ona jako jedyna widzi w napotkanych ludziach partnerów do rozmowy, a nie tylko przeszkody na drodze do rekordu.
Nie bez powodu znajduje nić porozumienia ze Zbyszkiem – prawdopodobnie jedynym mężczyzną w zespole, którego nie napędzał testosteron gotujący się w spoconych ciałach Piotra i Francoisa. Ich relacja, rodząca się pośrodku dżungli, staje się cichym manifestem normalności w świecie opanowanym przez obsesję bycia pierwszym.
Obecność dr Durrant i jej kobieca wrażliwość otwierają znacznie szersze pole do interpretacji wydarzeń, które miały miejsce w trakcie spływu. Od krytyki pomysłu otwarcia punktu medycznego (jako gestu postkolonialnego), przez znoszenie seksistowskich żartów w Land Roverze, aż po scenę z kobietami z Sendero Luminoso. Największe znaczenie ma w tym kontekście konfrontacja z maoistowską partyzantką. Podczas gdy mężczyźni (Piotr i Francois) licytują się z terrorystami na puszki tuńczyka i autorytet papieża, dr Durrant zostaje poddana intymnej „rewizji” przez kobiety z obozu. Wymiana biżuterii i ciekawość anatomii na tle karabinów rodzą w niej myśl: „o ile mniej konfliktów byłoby na świecie, gdyby to był świat kobiet”.

Dziedzictwo Amazonek. Inkaska lekcja pokory
Mądrość równikowych lasów objawia się w tym, że aby przepłynąć rwącą rzekę, trzeba płynąć z jej nurtem, a nie naprzeciw niemu. Jean-Paul Sartre pisał, że „piekło to inni”. Na wzburzonych wodach Amazonki, w samym sercu zielonego labiryntu, ta maksyma zyskała brutalne, bardzo męskie doprecyzowanie: piekło to inni mężczyźni – szczególnie wtedy, gdy ich jedynym kompasem staje się chęć dominacji.
Ostatecznie o wyniku sporu między Piotrem a Francoisem zadecydował kaprys losu, ale pokłosiem ich tarć pozostał niesmak i rozczarowanie niemal wszystkich uczestników przedsięwzięcia, które w swej naturze miało być inspirujące i budować pozytywne wspomnienia. Nad tym wszystkim unosi się jednak refleksja dr Durrant. To ona zrozumiała, że w krainie Amazonek to nie siła ramion, lecz rzadka umiejętność porozumienia jest walutą, która pozwala przetrwać. Bez niej każdy rekord jest tylko pustym zapisem w księdze, która prędzej czy później pokryje się kurzem.
Premiera filmu dokumentalnego poświęconego wydarzeniom z 1985 roku na 23. edycji festiwalu MDAG stała się pretekstem do spotkania członków przedsięwzięcia po latach. Już niedługo ponownie wsiądą do kajaków i wyruszą na spływ po Wiśle w Warszawie. Czy tym razem, pozbawieni misji bicia rekordów i mierzenia się z ekstremalnymi sprawdzianami ludzkiej wytrzymałości, będą w stanie zapanować nad swoimi przywódczymi ambicjami?

Jeśli chcecie poznać bliżej odważnych bohaterów spływu, terminy festiwalowych projekcji „Nurtu” oraz wywiad z twórcami filmu znajdziecie na stronie mdag.pl. Festiwal potrwa od 8 do 17 maja w kinach w siedmiu miastach a następnie od 19 maja do 1 czerwca online na mdag.pl.

