23. MDAG Online: Miejsce i człowiek. Które kształtuje kogo?
Siedząc na wygodnych kanapach, karmieni nagłówkami o drugim końcu świata, ulegamy złudzeniu, że doskonale rozumiemy codzienność ludzi w różnych zakątach świata. Przyglądam się filmom z festiwalowej sekcji „Miejsca” prezentowanej w czasie 23. MDAG online i zamierzam udowodnić, że powstała ona po to, by rozbić w pył nasze (nie)bezpieczne wyobrażenia i uprzedzenia. Na ile ma na nas wpływ miejsce, w którym żyjemy, a na ile to my wpływamy na nie? Kiedy środowisko zmienia nas, a kiedy to my zmieniamy nasze środowisko? Najlepsze filmy dokumentalne z całego świata możecie oglądać online od 19 maja do 1 czerwca na mdag.pl w ramach drugiej części Millennium Docs Against Gravity.

- Piotr Aleksandrow
Tradycja opowiadania o filmach
Zanim jednak rozwinę tę myśl, chciałbym opowiedzieć krótko o idei tworzenia sekcji tematycznych na festiwalu Millennium Docs Against Gravity. Repertuar obejmuje ponad 180 filmów dokumentalnych, z których dużą część można zobaczyć także w sieci. Jeżeli znalazł się ktoś, kto obejrzał je wszystkie – podziwiam i chylę czoła, chociaż jest to zadanie ponad ludzie siły. Nie każdy jednak jest gotowy na tak wymagający kinowy maraton, więc zmuszony jest podjąć serię trudnych wyborów. Dlatego dobrym zwyczajem programerów jest tworzenie sekcji pełniących rolę festiwalowego kompasu. Pomagają one odnaleźć wspólne konteksty i punkty przecinania się tematów tak, aby uczestnicy i uczestniczki mogli łatwiej odnaleźć się w natłoku opisów i stopklatek.
Chwiejny obiektywizm. Każdy widzi coś innego
Myślę, że warto tu zadać pytanie: czy dzielenie filmów dokumentalnych na bloki tematyczne nie narzuca od razu pewnej ścieżki interpretacyjnej? Przecież dokumenty mają tworzyć zapisy wydarzeń, a nie narzucać perspektywę swoich twórców – sugerowanie odbiorcom_czyniom pewnej recepty na odbiór filmu dużo się od tego nie różni. Zwracam na to uwagę nie po to, żeby rozpocząć niepotrzebny nikomu spór o format programu, ale po to, żeby pokazać, jak łatwo jest stracić obiektywną perspektywę. Wystarczy jeden kadr, jedno niefortunne cięcie montażowe czy dobór muzyki, żeby ta pewność zaczęła się kołysać.
Tu pojawia się największe wyzwanie dokumentalisty: jak pokazać świat, który widz zna już z popkulturowych klisz? Jak zajrzeć „Pod osłonę lasu” w Teksasie i nie zobaczyć tam stereotypowego „rednecka”, lecz człowieka w intymnej relacji z naturą? Jak nie narzucać odbiorcy_czyni swojej wizji, pozostawiając ostateczny osąd jemu samemu/jej samej?
Sekcja „Miejsca” faktycznie zaprowadza nas w odległe zakątki świata, ale jej celem nie jest przedstawienie wyglądu tych przestrzeni, ale opowiedzenie o tym, co robią one z ludźmi, którzy tam mieszkają lub do nich trafili. A także o tym, jak ci ludzie na nie oddziałują. W tym ujęciu fizyczna przestrzeń to tylko scena, na której rozgrywa się dramat definiowania własnej tożsamości.

Tam, gdzie człowiek rzuca wyzwanie przestrzeni
Doskonale widać to w filmie „Christiania”. Karl Friis Forchhammer rekonstruuje w nim losy opuszczonych koszar w Kopenhadze – miejsca, które dzięki grupie marzycieli stało się unikalnym eksperymentem społecznym. Kryzys mieszkaniowy w Danii pod koniec lat 60. i specyficzna natura ruchów kontrkulturowych tych czasów doprowadziły w 1971 roku do przejęcia przez squattersów wojskowych pustostanów. Byli to ludzie wierzący, że porzucone budynki są symbolem systemowej niewydolności. Podczas gdy państwo nie potrafiło zapewnić obywatelom dachu nad głową, lekką ręką oddawało naturze ceglane budowle zdolne pomieścić tysiące osób szukających schronienia.
Film zabiera widownię w historyczną podróż przez kilka dekad istnienia Christianii, odkrywając przed nami jej barwne oblicza. Wyspa w Kopenhadze stała się nie tylko manifestem obywatelskiej sprawczości, ale przede wszystkim azylem dla osób, dla których powszechne normy społeczne stały się zbyt uciążliwe. Ucieczka przed konwenansami oraz chęci lekkiego życia niemal fizycznie zmieniły tkankę miasta. Dziś jednak musimy zadać pytanie: czy ta niezależna społeczność wciąż wymyka się zasadom „normalnego” świata, czy jednak ostatecznie uległa duchowi miejsca, który sama wykreowała?

Tam, gdzie miejsce trzyma nas w uścisku
Zupełnie inny biegun relacji odnajdziemy w filmie „Ogień w nas”. Marlene Edoyan stworzyła poruszający portret młodych Ormian żyjących w Gruzji, których światem rządzi twardy patriarchat i tradycja. Reżyserka przyjmuje kobiecą perspektywę, by rzucić światło na zmagania trzech młodych mężczyzn z ich własnym dziedzictwem. Ich codzienność zderza się ze światem istniejącym poza ich zasięgiem – rzeczywistością znaną jedynie z zapośredniczonych, cyfrowych przekazów. Próbują wyrwać się z miejsca, które ich ulepiło, co okazuje się trudniejsze, niż przypuszczali. Bohaterowie są wewnętrznie rozdarci – etniczna niejednoznaczność uniemożliwia im jednoznaczne zdefiniowanie swojej tożsamości, a tym samym – obranie autentycznej drogi życia. Zawieszenie między tradycją a nowoczesnością, między zachodnią myślą a rosyjskim imperializmem, przyćmiewa ich zdolność do krytycznej oceny własnego położenia. Edoyan stawia kluczowe pytanie: czy odwaga, by marzyć, wystarczy, by przekroczyć granice świata, który nas ukształtował?

Czysta obserwacja. Kino bez filtrów
Obserwacja ludzkich zmagań z przestrzenią życia nie mogłaby się udać bez odpowiedniego podejścia samych twórców. Wracam tu do problemu obiektywizmu. Reżyserzy najlepszych dokumentów nie zachowują się jak reporterzy informacyjni – ich zadaniem nie jest krótki, często opiniotwórczy komentarz, lecz szczera, pozbawiona wstępnej interpretacji relacja. Wyjątkowo urzekły mnie w tym kontekście dwa inne filmy z sekcji „Miejsca”: „Pod osłoną lasu” (reż. Giovanni Troilo) oraz „Pod Rzymem, nad Tybrem” (reż. Angelo Loy).

Pierwszy z nich portretuje życie czterech mieszkańców wschodniego Teksasu, oferując intymny wgląd w ich codzienność. Mieszkańcy Gladewater czy Kilgore są związani z tymi miejscami na różne sposoby, ale ich ścieżki w pewnym sensie się splatają – czy to za sprawą posiadania szybów naftowych, religii czy przynależności do lokalnej społeczności. Film nie okłamuje widza, że kamera „nie istnieje” – wręcz przeciwnie. Nie boi się jej obecności, a nawet gloryfikuje ją, gdyż to dzięki tej „anomalii” bohaterowie nagrań stają się jeszcze bardziej naturalni. Surowość życia na ekonomicznych obrzeżach kraju odsłania prawdę o ludziach, którzy te tereny zamieszkują. Nie są to wyłącznie kowboje o skrajnie prawicowych poglądach – postacie, za którymi podąża wnikliwe oko kamerzysty, udowadniają nam jak krzywdzące są dla nich utarte stereotypy na temat tego regionu. Troilo pozwala nam kreować własne osądy poprzez współistnienie z bohaterami jego filmu w ich domach i zakładach pracy.
Podobną, niemal przezroczystą strategię przyjmuje reżyser filmu o rybakach znad Tybru. Obserwacja niecodziennej konfrontacji rodziny z Bangladeszu z włoskimi rybakami pozbawiona jest reżyserskiej presji ani sugerowania odpowiedzi. W obu produkcjach kamera nie stygmatyzuje, lecz trwa w byciu cierpliwym świadkiem. Dzięki temu, opuszczając po seansie nasze wygodne fotele, nie tylko lepiej rozumiemy te niezwykłe miejsca, ale przede wszystkim – potrafimy spojrzeć na nie pozbawionym uprzedzeń, własnym okiem. Odpowiedź na pytanie, czy to my kształtujemy miejsce, czy ono nas, pozostaje otwarta, ale jedno jest pewne - siła tegorocznej sekcji „Miejsca” tkwi w wyzwalaniu w nas nowych refleksji, oczyszczając nasze „brudne” soczewki z często krzywdzących filtrów.
Wszystkie te filmy znajdziecie od 19 maja do 1 czerwca online na stronie mdag.pl w ramach 23. edycji Millennium Docs Against Gravity.

