Wyprawy wikingów: czego dokonali skandynawscy żeglarze? 

Dziś, mając do dyspozycji zaawansowaną technikę, archeolodzy i przedstawiciele innych dziedzin nauki udzielają wielu zaskakujących, nowych odpowiedzi dotyczącą wikingów. W Estonii naukowcy zgłębiają dwa pogrzebane okręty pełne poległych wojowników, co rzuca nowe światło na zdominowane przez przemoc początki. W Szwecji badacze analizują szczątki wojowniczki będącej przywódczynią wikingów, wyjaśniając rolę kobiet w działaniach wojennych. A w Rosji śledzą szlaki wikińskiego handlu niewolnikami, ujawniając znaczenie niewolnictwa dla ich gospodarki. Wszystko to zaczyna otwierać drzwi do świata znacznie bardziej złożonego i frapującego, niż kiedyś uważano.

Nowe badania ujawniają obraz ambicji i kulturalnego oddziaływania tych śmiałych żeglarzy. Z wybrzeży swojej skandynawskiej ojczyzny leżącej między Bałtykiem i Morzem Północnym awanturniczy wikingowie wkroczyli na światową scenę w połowie VIII w. Przez następnych 300 lat przemierzyli znaczną część Europy i dotarli dalej, niż wcześniejsi badacze podejrzewali.

Dysponując zgrabnymi żaglowcami i znakomitą znajomością rzek i mórz, dopłynęli, do co najmniej 37 współczesnych krajów, od Afganistanu po Kanadę, jak twierdzi archeolog Neil Price z Uniwersytetu w Uppsali. Po drodze natknęli się na ponad 50 kultur i z zapałem handlowali dobrami luksusowymi. Nosili eurazjatyckie kaftany, odziewali się w chińskie jedwabie i gromadzili stosy islamskich monet ze srebra. Wznieśli kwitnące miasta, takie jak York i Kijów, skolonizowali ogromne połacie Wielkiej Brytanii, Islandii i Francji oraz założyli placówki na Grenlandii i w Ameryce Północnej. W ówczesnej Europie nie było żeglarzy, którzy zapuszczali się tak odważnie i daleko od swoich ojczyzn.

– Tylko ludzie ze Skandynawii tego dokonali – mówi Price. – Tylko wikingowie.

Lecz odkrycia i handel nie były jedyną drogą do bogactwa. Podróżujący wikingowie grasowali po wybrzeżach Brytanii i Europy, grabiąc je z szokującą brutalnością. W północnej Francji pływali po Sekwanie i innych rzekach, atakując, kiedy im się podobało, i napełniając swoje statki łupami. Szerząc terror, przywłaszczali sobie prawie 14 proc. produkcji Imperium Karolińskiego. Po drugiej stronie Kanału, w Anglii, sporadyczne najazdy przerodziły się w wojnę totalną. Armia wikingów podbiła trzy anglosaskie królestwa, zostawiając na polach gnijące zwłoki. Epoka wikingów, jak mówi Price, „nie jest dla ludzi wrażliwych”. Ale w jaki sposób, pytają dzisiejsi badacze, rozpoczął się ten cały zamęt? Dlaczego średniowieczni rolnicy ze Skandynawii stali się plagą kontynentu europejskiego?

Dlaczego wikingowie organizowali wyprawy? Mitologia skandynawska a najazdy

Według Price’a przez prawie trzy stulecia przed rokiem 750 n.e., wyznaczającym z grubsza początek najazdów wikingów na obce wybrzeża, w Skandynawii panowało zamieszanie. To okres, w którym powstało prawie 40 małych królestw wznoszących szeregi fortec na wzgórzach i rywalizujących o władzę oraz terytoria. W połowie tych burzliwych czasów nastąpiła katastrofa. Ogromna chmura pyłu, wzbita w atmosferę przez szereg kataklizmów – komet lub meteorytów uderzających w Ziemię oraz erupcję co najmniej jednego wielkiego wulkanu – przesłoniła słońce. Poczynając od roku 536 n.e. przez następne 14 lat letnie temperatury na półkuli północnej były znacząco niższe. Długotrwały chłód oraz ciemności przyniosły Skandynawii śmierć i ruinę. Na przykład w szwedzkim regionie Uppland prawie 75 proc. wiosek wyludniło się, bo ich mieszkańcy zginęli na skutek głodu lub walk.

Ta katastrofa prawdopodobnie stała się źródłem jednego z najtragiczniejszych skandynawskich mitów – legendy Ragnarök, o końcu stworzenia i ostatniej bitwie, w której giną wszyscy. Ragnarök ma się ponoć rozpocząć od Fimbulwinter, morderczego okresu, w którym słońce stanie się czarne, a klimat przenikliwie zimny i zdradziecki. Jak twierdzi Price, te zdarzenia są złowieszczą analogią do chmury pyłu, która wystąpiła w 536 r.

Gdy lato wróciło wreszcie na północ i liczba ludności ponownie wzrosła, społeczeństwo Skandynawii przybrało nową, bardziej agresywną formę. Przywódcy otaczali się silnie uzbrojonymi drużynami, zaczynając zajmować opuszczone terytoria. W ramach tej realnej „gry o tron” powstało zmilitaryzowane społeczeństwo, w którym zarówno mężczyźni, jak i kobiety pielęgnowali wartości bojowe – odwagę, przebiegłość, siłę. Na Gotlandii, szwedzkiej wyspie, na której odnaleziono wiele grobów z tego okresu, „jak się wydaje, prawie co drugi mężczyzna został pochowany z bronią”, stwierdza John Ljungkvist, archeolog z Uniwersytetu w Uppsali.

W VII w., kiedy to społeczeństwo wikingów stopniowo nabierało kształtu, skandynawski transport morski zaczęła rewolucjonizować nowa technologia – żagiel. Zręczni cieśle budowali smukłe, napędzane wiatrem jednostki mogące przewozić grupy zbrojnych wojowników dalej i szybciej niż dotąd. Korzystając z tych statków, północni władcy wikingów ze swymi wojowniczymi poplecznikami byli w stanie przemierzać Bałtyk i Morze Północne. Penetrowali nowe ziemie, plądrowali miasteczka i wioski oraz brali w niewolę ich mieszkańców. A mężczyźni mający niewielkie szanse na ożenek w kraju mogli brać sobie za żony niewolnice, dobrowolnie lub siłą. Wszystko to razem stanowiło doskonałą kombinację, dzięki której wikingowie podróżowali na północ kontynentu i odciskać piętno swej przemocy na znacznej części Europy.

Około roku 750 grupa wczesnych wikińskich wojowników wyciągnęła dwa statki na piaszczysty przylądek wyspy Saaremaa u wybrzeży Estonii, daleko od swych domów. Byli niedobitkami kosztownej wyprawy. W ich statkach leżą splątane szczątki ponad 40 mężczyzn, z których jeden mógł być królem. Wszyscy byli młodzi lub w kwiecie wieku – wysocy, muskularni, krzepcy. Wielu miało za sobą brutalną walkę. Jednych zadźgano lub zarąbano, innym ucięto głowy. Na tym piaszczystym przylądku ocaleni wikingowie przygotowywali się do kompletowania odrąbanych części ciał. Większość zmarłych umieścili w kadłubie większego ze statków. Potem przykryli zwłoki tkaniną i wznieśli niski kopiec, umieszczając na swych poległych towarzyszach tarcze z drewna i żelaza.

Niezwykłe jest to, że wojownicy pochowani w Salme zginęli prawie 50 lat przed napaścią na angielski klasztor Lindisfarne w 793 r. Ten najazd długo był uważany za pierwszy atak wikingów. Statki grzebalne z Salme budzą poruszenie wśród specjalistów. Większość badaczy zakładała, że wczesne grupy najeźdźców składały się z kilku doborowych wikingów posiadających miecze i inne kosztowne wyposażenie oraz kilkudziesięciu wiejskich chłopaków uzbrojonych w tanie włócznie lub łuki. Ale groby w Salme zawierały więcej mieczy niż ludzi, co świadczy o tym, że w skład przynajmniej niektórych z wczesnych ekspedycji wchodziło wielu wojowników o wysokim statusie.