– Decyzja została podjęta. Mogę powiedzieć tylko tyle, że, zgodnie z naszymi obowiązkami, poinformujemy naszych partnerów o końcu naszej pracy na ISS w ciągu roku – stwierdził w rosyjskiej telewizji Dmitrij Rogozin, szef Roskosmosu, rosyjskiej agencji kosmicznej.

Rosyjska agencja kosmiczna reaguje na zachodnie sankcje

Ma to być odwet za sankcje nałożone na Rosję przez dotychczasowych partnerów, czyli USA, Kanadę, Japonię i Unię Europejską. Zdaniem Rogozina, który od pierwszych dni wojny w Ukrainie jest zdecydowanie zbyt aktywny na Twiterze: „Celem sankcji jest zabicie rosyjskiej gospodarki, pogrążenie naszego narodu w rozpaczy i głodzie oraz rzucenie naszego kraju na kolana”.

W związku z sankcjami strona rosyjska wycofała swoje rakiety z kosmodromu Europejskiej Agencji Kosmicznej w Gujanie Francuskiej. Zrezygnowała też z kontynuowania wspólnej misji ExoMars, w ramach której we wrześniu tego roku w kierunku Czerwonej Planety miał wystartować statek kosmiczny z łazikiem Rosalind Franklin na pokładzie. Zaprzestała również dostarczania Amerykanom silników rakietowych, które były wykorzystywane w rakietach Atlas V. Pozostaje pytanie, kto na tym wyjdzie gorzej?

Na konflikcie z Rosją zyskują prywatne firmy kosmiczne

Zacznijmy od Atlasów. United Launch Alliance, czyli firma produkująca rakiety Atlas, przyznała w komunikacie z marca tego roku, że była przygotowana na taki ruch Rosji. Po pierwsze, firma zakupiła wystarczająco dużo silników RD-180, które mają wystarczyć na wszystkie planowane starty rakiety do 2025 roku. Po drugie, tuż po inwazji Rosji na Krym zapobiegliwie podpisała umowę z Blue Origin. Ta amerykańska firma miała czas na przygotowanie nowych silników do odświeżonej wersji Atlasa, czyli do rakiety Vulcan. Pierwszy, dziewiczy start rakiety ma się odbyć jeszcze w tym roku.

Warto dodać, że Amazon wybrał Vulcana jako rakietę, która ma dostarczyć na orbitę większą część satelitów konstelacji „Projekt Kuipera”. Tylko dla Amazona Vulcan ma wykonać aż 38 misji. Inne konstelacje mają być wynoszone przez Rocket Lab i SpaceX, które są wielkimi wygranymi kosmicznego konfliktu. Dzięki temu, że Rogozin obraził się na Zachód, rosyjskie rakiety właśnie przestały być siłą napędową wyścigu w kosmos. To właśnie na wynoszeniu satelitów oraz pasażerów i ładunków na ISS, Roskosmos zarabiał. Teraz te pieniądze powędrują do kieszeni prywatnych firm, które szybko zareagowały na lukę na rynku.

ESA skorzysta z pomocy NASA

W trudniejszej sytuacji niż NASA jest ESA. Na początku marca Roskomos zawiesił bezterminowo starty rakiet Sojuz ze stanowiska w Kourou, gdzie mieści się kosmodrom ESA. Ostatni wspólny start rosyjskiej rakiety odbył się 10 lutego i wyniósł na orbitę sekcję satelitów OneWeb.

Zawieszenie programu Sojuzów zostawia lukę w europejskim systemie przewozowym. Jednak sytuacja nie jest wcale tak tragiczna, jak chciałby ją postrzegać Rogozin. Po pierwsze, europejscy przewoźnicy rozwijają własne rakiety. Arianespace dysponuje ciężkimi rakietami Ariane 5, jak ta, która w grudniu 2021 roku wyniosła w przestrzeń Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba. Firma kończy prace nad nową rakietą Ariane 6. Po felernym starcie w listopadzie 2020 roku rakiety Vega, również tę rakietę udało się dopracować.

Rękę do ESA wyciągnęła NASA, która wzięła na siebie rosyjską część misji ExoMars. To amerykańska rakieta wyniesie łazik w kierunku Marsa i to Amerykanie posadzą jego lądownik na planecie. Prawdę powiedziawszy, jest to świetna informacja, zważywszy na to, że Amerykanie nie raz dowiedli, że potrafią lądować na Marsie. Za to Rosjanie do tej pory pokazali jedynie, że sztuka ta jest im kompletnie obca. Ponad 20 rosyjskich misji marsjańskich zakończyło się fiaskiem.

Dalsze losy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej

A co z Międzynarodową Stacją Kosmiczną i zapowiedzią Rogozina? NASA wstrzymuje się od ostatecznych odpowiedzi. Przez pewien czas problemem był powrót na Ziemię amerykańskiego astronauty, Marka Vande Heia. Jednak astronauta odbył udany lot w rosyjskiej kapsule i szczęśliwie powrócił do domu. W tej chwili na ISS przebywa 11 osób, w tym troje rosyjskich astronautów. Czy będzie to ostatnia taka misja w historii stacji?

Pozostali partnerzy poradzą sobie z dostawami na ISS, na których dobrze zarobi SpaceX. Trzeba będzie nieco przetasować obecny układ, ale całość jest do zrobienia. Gorzej z Rosją. Jeśli ostatecznie opuści projekt, odetnie sobie przede wszystkim źródło finansowania.

Sam Rogozin nie ustaje w informowaniu o wielkich kosmicznych planach kierowanej przez siebie agencji. Zamierza wybudować zmilitaryzowaną stację orbitalną i jeszcze w tym roku chce wysłać na Księżyc sondę Łuna 25. Kłopot w tym, że własna stacja orbitalna wymaga ogromnego finansowania. A sonda Łuna 25 to projekt sprzed dekady, który był kilkukrotnie już przesuwany lub zawieszany. Więcej tu buńczucznych przechwałek niż realnych możliwości.

Rosja dysponuje bronią antysatelitarną

Bo jak na razie jedyne, czego należy się obawiać ze strony Roskosmosu, to należącej do nich broni antysatelitarnej. Test rakiety zdolnej niszczyć satelity odbył się w listopadzie ubiegłego roku i wygenerowały tysiące odpadków, które zagroziły nie tylko czynnym satelitom, ale też Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Bo, niestety, niegdysiejszy lider kosmicznego wyścigu od pewnego czasu zachowuje się w kosmosie jak słoń w składzie porcelany, żeby nie powiedzieć jak Rogozin na Twiterze.

O tym, jak sytuacja polityczna wpływa na działanie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej można będzie posłuchać więcej w trakcie zbliżającej się Space Night, którą organizuje Stowarzyszenie WroSpace. Więcej na temat wydarzenia na stronie Space Night Wrocław – Wrospace.