Takie przestępstwo było karane przez powieszenie. Po wykonaniu nikczemnej misji statek podpalono, by pozbyć się dowodów. Pojmani byli ostatnimi z około 307 tys. Afrykanów wywiezionych w niewolę na amerykański ląd między początkiem XVII w. a rokiem 1860. Clotilda stała się więc zwieńczeniem tego, co od dawna nazywa się „grzechem pierworodnym Ameryki”. W 1865 r. prezydent Lincoln oznajmił, że wojna secesyjna, która spustoszyła kraj, była karą Wszechmogącego za ten grzech. Po zakończeniu wojny i zniesieniu niewolnictwa wysiedleni Afrykanie z pokładu Clotildy zapuścili korzenie jako wolni Amerykanie, nie wyrzekli się jednak afrykańskiej tożsamości.

Osiedlili się wśród lasów i bagien nieco w górę rzeki od miasta Mobile, pobudowali proste domy, posadzili ogrody, hodowali zwierzęta, polowali, łowili ryby i uprawiali ziemię. Założyli kościół i własną szkołę. Stworzyli zwartą, samowystarczalną społeczność znaną jako Africatown. Wielu ich potomków żyje tam do dziś. Mieszkańcy Africatown z dumą wspominają historię tych niezwykłych ludzi – ich udręk i triumfów, cierpienia i wytrwałości – i walczą o zachowanie ich dziedzictwa.

Do 1869 roku niewolnicy od dawna stanowili fundament amerykańskiej gospodarki. Byli cenniejsi niż wszystkie inwestycje w produkcję, kolej czy banki razem wzięte. Jak mówi Joshua Rothman, historyk niewolnictwa z Uniwersytetu Alabamy, bawełna odpowiadała za 35 do 40 proc. amerykańskiego eksportu.

– Bankierzy z USA i całego świata pompowali pieniądze do Alabamy, Missisipi i Luizjany, inwestując w plantacje, południowe banki oraz niewolników, których można było obciążyć hipoteką – mówi Rothman.

Importu niewolników do USA zakazano w roku 1808, a do 1859 ich cena na krajowym rynku wzrosła tak bardzo, że niektórzy plantatorzy domagali się ponownego otwarcia handlu.

Do gorących zwolenników tego rozwiązania należał Timothy Meaher. Ten urodzony w Maine syn irlandzkich emigrantów przeprowadził się wraz z rodzeństwem do Alabamy, gdzie Meaherowie dorobili się fortun jako budowniczowie okrętów, kapitanowie statków rzecznych i potentaci w przemyśle drzewnym. Byli też właścicielami połaci ziemi uprawianych przez niewolników.

Podczas zaciętego sporu z grupą biznesmenów z Północy Meaher zdecydował się na śmiały zakład: zamierzał sprowadzić do Mobile transport pojmanych Afrykanów tuż pod nosem władz federalnych. Jego przyjaciel William Foster kilka lat wcześniej skonstruował Clotildę, smukły, szybki szkuner do transportu drewna i innych towarów po Zatoce Meksykańskiej. Meaher wynajął ten statek za 35 tys. dolarów, a Fosterowi powierzył rolę kapitana. 

Pod koniec lutego lub na początku marca 1860 r. Foster wraz z załogą wyruszył do osławionego portu niewolniczego Ouidah na terytorium dzisiejszego Beninu. Tak rozpoczęła się jedna z najlepiej udokumentowanych podróży niewolniczych w historii Stanów Zjednoczonych. Foster pozostawił odręczną relację z rejsu, zaś Meaher i kilku Afrykanów opowiadało później swoje historie dziennikarzom. Dwaj byli niewolnicy, którzy dożyli lat 30. XX w., wystąpili w krótkich filmach.

110 młodych mężczyznm kobiet i dzieci, którzy w maju 1860 r. znaleźli się na pokładzie Clotildy, pochodziło z Bante, Dahomeju, Kebbi, Atakory i innych regionów Beninu i Nigerii. Byli wśród nich członkowie grup etnicznych Joruba, Isza, Dendi, Nupe i Fon. Ich rodzice nadali im imiona takie jak Kossola, Kupollee, Abile, Abache czy Gumpa. Część tych ludzi zajmowała się handlem obwoźnym – zapewne transportowali sól, miedź oraz tkaniny. Być może produkowali żelazo. Inne osoby pewnie wyplatały materiały, hodowały pochrzyn czy wytwarzały olej palmowy.

Niektóre kobiety były zamężne i miały dzieci. Pracowały zapewne na roli i na targach. Jeden z mężczyzn, Kupollee, w obu uszach miał kolczyki w kształcie kółka oznaczające, że przeszedł inicjację w ile-orisa – domu boga – i został wyznawcą religii Jorubów. Ossa Keeby pochodził z Kebbi w Nigerii, królestwa słynącego z doskonałych rybaków.

Kilka osób, tak jak 19-letni Kossola (później znany jako Cudjo Lewis), padło ofiarą najazdu przeprowadzonego przez królestwo Dahomeju handlujące niewolnikami. Kossola mówił, że pochodził z niezamożnej rodziny, ale jego dziadek był oficerem króla Bante. Jako 14-latek szkolił się na żołnierza, a potem przeszedł inicjację do oro, jorubańskiego tajnego bractwa. Młodą dziewczynę imieniem Kehounco (Lottie Dennison) porwano tak samo jak wiele innych. Ich przymusowa podróż przez Afrykę zakończyła się w zagrodzie niewolniczej w Ouidah. Pośród niedoli i przerażenia pojmani odnaleźli tam solidarność i wsparcie, później jednak zagraniczni handlarze niewolników bezpowrotnie rozerwali tę nowo powstałą społeczność.

Jak wiemy z historii mówionej oraz wywiadów prasowych, jakich później udzielili ci, którzy przeżyli, kiedy na miejsce przyszedł Foster, kapitan Clotildy, pojmanym kazano się ustawić w 10-osobowe kręgi. Oglądał skórę, zęby, dłonie, stopy, nogi i ręce, a potem wybrał 125 osób. Wieczorem powiedziano im, że wyruszą nazajutrz. Wielu pojmanych spędziło noc, płacząc.