Strapienie podąża za mną od stert gruzu leżących wzdłuż Morza Marmara po ponury i skalisty krajobraz we wschodniej Turcji. Geçmiş olsun - „Niech to się skończy” - powiedziałem to zdanie niezliczenie wiele razy do ocalałych z trzęsienia ziemi w pobliżu Stambułu. Wiem jednak coś, czego nikt nie chce usłyszeć: to się nigdy nie skończy. Nigdzie cywilizacja i natura nie prowadzą tak zawziętej wojny jak w tej części świata - od najbardziej wysuniętej na wschód części Turcji po zachodni kraniec Grecji.
 

W I wieku p.n.e., zapatrzony w siebie król Antioch I, władca starożytnej ziemi Kommageny, zbudował zuchwały grobowiec i pomnik ku swojej osobie na szczycie wznoszącej się na ponad 2100 metrów góry Nemrud Dagh. Tam, ogłosił, jego mauzoleum pozostanie „niewzruszone przez burze czasu”.
 

Skonstruował stożkowy tumulus wysoki na ponad 60 metrów ze skał wielkości pięści, wciągniętych i ułożonych niewyobrażalnym wysiłkiem. Na tarasach wokół niego stał panteon kolosalnych posągów - bogów i bohaterów, z którymi miał nadzieję zadawać się w życiu pozagrobowym.
 

Nie ulega wątpliwości, że wiedza Antiocha o geologii była tak wątpliwa, jak ta mojego kierowcy, który teraz wiezie mnie w dolmusie z tureckiego miasta Kâhta do Nemrud Dagh. – Dlatego mamy trzęsienia ziemi – stwierdza kierowca, wskazując zbiorowisko szybów naftowych urozmaicających skalisty krajobraz. – Wypompowują olej i wali się ziemia.
 

Kiwam głową, wiedząc, że nigdy nie przekonam go, jak mały wpływ mają ludzkie działania na tytaniczną moc Ziemi, nawet za pomocą licznych dowodów, które znajdę kilka godzin później na szczycie Nemrud. Mogiła skurczyła się do 46 metrów przez wszystkie kamienie, które sturlały się z góry. Pewnego dnia, chwilę z punktu widzenia geologii, grobowiec króla zniknie, a jego trumna zostanie obnażona przez wstrząsy, ponad które miał nadzieję się wznieść. Zatrzymuję się przed wielkimi kamiennymi głowami Zeusa, Heraklesa, Apolla, a także próżnego króla we własnej osobie. Wszystkie te manifestacje ludzkiej wyobraźni są spękane lub leżą na bokach. Mnie otaczają za to dowody na działanie geologii, prawdziwej władczyni tej ziemi - skały wapienne i łupki utworzone na dnie głębokiego basenu morskiego, które z czasem zostały wypchnięte w górę, tworząc pasma górskie. Nawet posągi Antiocha zostały wycięte z wapienia.