Pustynia Kalahari nie kojarzy się z miejscem, gdzie mogłoby narodzić się życie. Piach i solniska po horyzont czynią ten należący do Botswany, Namibii i Zimbabwe obszar jednym z bardziej ekstremalnych.

Cofnijmy się jednak 200 tys. lat i w tym samym miejscu tonęlibyśmy w mokradłach i strumieniach zasilających nieistniejące już jezioro Makgadikgadi. Nad jego brzegami, zdaniem naukowców z Australii, znajduje się miejsce narodzin przodków współcześnie żyjących ludzi.

O odkryciu bazującym na badaniu genetycznych śladów sprzed dziesiątek tysięcy lat donosi magazyn ”Nature”. Dokonali go eksperci z Instytutu Garvan oraz uniwersytetów w Sydney i Nowej Południowej Walii. To może być nowy rozdział w opowieści o naszym istnieniu. – Napisaliśmy historię człowieka na nowo – przekonuje kierująca zespołem australijskich ekspertów prof. Vanessa Hayes.

 

Dzieląca swoją pracę między Sydney i Kalahari, Hayes należała do zespołu który jako pierwszy przeprowadził pełne sekwencjonowanie ludzkiego DNA. Po tamtym sukcesie kontynuowała pracę nad mitochondrialnym DNA przekazywanym w niezmienionej postaci z matki na dziecko. Robiła to w nadziei, że uda się jej trafić na ślad pierwszych kobiecych przodków współczesnego człowieka.

Pobierając próbki genetyczne od członków różnych afrykańskich plemion trafiła ostatecznie na grupę ludzi Khoisan, a dokładnie plemię Buszmenów Ju/’hoansi. – Nie zdziwili się specjalnie, gdy im powiedziałam, że noszą w sobie ślad po ludziach żyjących w tym samym miejscu co oni, ale przed tysiącami lat. W swojej, przekazywanej ustnie historii Ju/’hoansi nigdy nie opuścili miejsca narodzin. Zawsze tam byli – tłumaczy prof. Hayes.

W okresie kształtowania się pierwszych gromad ludzkich, naszych bezpośrednich biologicznych przodków, olbrzymie (większe of współczesnego Jeziora Wiktorii) wody Makgadikgadi zaczęły się dzielić na mniejsze zbiorniki rozdzielone bardziej suchymi obszarami. Tam właśnie zaczęło tętnić pradawne życie ludzkie. Według australijskiej badaczki, to była prawdziwa ”oaza”.

Około 130 tys. lat temu zmiany w klimacie Ziemi zapewniły wyższą temperaturę i silne ulewy na terenach położonych na północny-wschód od jeziora. W ten sposób aż do wybrzeża utworzył się bogaty w roślinność i zwierzęta korytarz. Część pierwszych plemion zdecydowała się wykorzystać okazję i migrować w tamtym kierunku, opuszczając na zawsze ”kolebkę ludzkości”. To oni mieli podbić i skolonizować resztę Ziemi.

- To wszystko bardzo zgrabnie opowiedziana historia o naszych początkach, ale nie wszystkich przekonuje ta wersja wydarzeń. Choćby profesora David Lamberta z Australijskiego Centrum Ewolucji Człowieka, jednego z kluczowych ekspertów od DNA pierwszych ludzi. Dla niego dowody zebrane przez zespół prof. Vanessy Hayes nie są wystarczająco mocne – zwraca uwagę dziennik ”The Sydney Morning Herald

- Nawet autorzy opisanego w ”Nature” badania są ostrożni wobec swojej teorii. A to czasopismo słynie z umiejętnego sprzedawania prezentowanych tam tekstów – prof. Lambert zwraca uwagę na ostatni akapit, w którym zespół prof. Hayes ”dopuszcza możliwość”, że pierwsi ludzie wyewoluowali równocześnie w kilku miejscach w Afryce a dopiero potem zaczęli się ze sobą łączyć. Czyniłoby to z Kalahari nie jedyną, a jedną z kilku kolebek ludzkości. – To dyskusyjny temat, i dlatego tak mnie to martwi. Bardzo nie lubię tego artykułu. Jest dla mnie bardzo, bardzo trudny – przekonuje naukowiec.