Większy luz, wolniejsze tempo i brak wszechobecnej presji – tak można podsumować ich życie w podróży. Krzyczą głośno - warto spróbować takiego życia!

Natalia i Hania. Wykształcone, odnoszące sukcesy zawodowe trzydziestolatki z Wrocławia. 

- Zawsze byłyśmy ciekawe świata, chciałyśmy podróżować, ale wiadomo – praca, obowiązki, pieniądze… Brakowało wystarczająco silnego bodźca i odpowiedniego kompana – opowiadają.  

Znacie te wymówki? Dziewczyny też, ale one postanowiły coś z tym zrobić.

Kilka miesięcy temu wyruszyły spełniać marzenie o dłuższej i dalszej wyprawie. Na początek: Nowa Zelandia, 2,5 miesiąca w zupełnie obcym miejscu, obecnie Australia, a w dalszej perspektywie południowo-wschodnia Azja. Bez planów, z dobytkiem w plecaku. 

Dlaczego jednak zdecydowały się rzucić wszystko i ruszyć w świat?

 

Kumuluj bodźce

Przyjaźniły się od lat, ale dopiero półtora roku temu wyjechały razem na urlop. Bałkany, 2,5 tygodnia, 6 krajów i 3771 km przejechanych na stopa. 

- Dało nam to do zrozumienia, że stanowimy całkiem zgrany zespół  - mówią. A jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Doskwierała im rutyna. Coraz częściej zastanawiały się, gdzie jest ich miejsce na ziemi. 

- Kochamy Wrocław, z którym związałyśmy kilka ostatnich lat swojego życia, czułyśmy jednak, że dopóki nie przekonamy się,  jak wygląda życie w innych zakątkach świata, trudno będzie stwierdzić, czy to dla nas najlepsze miejsce do życia – wyjaśniają.

Nie miały kredytów, własnych mieszkań, narzeczonych ani dzieci. Za to za kilkadziesiąt lat chciałyby móc stwierdzić, że miały życie pełne przygód i nie zamieniłyby go na żadne inne.
To poczucie ostatniej szansy przed nadchodzącą stabilizacją, pragnienie przekroczenia własnych granic i apetyt na życie zaważyły na ich decyzji. - Klamka zapadła! Jedziemy!

 

Praca? Mieszkanie?

Decyzja o dalekiej, kilkumiesięcznej podróży oznaczała wywrócenie życia do góry nogami. 

- Trzeba było wyjść z wypracowanej przez lata strefy komfortu. A ponieważ zbliżałyśmy się do trzydziestki, musiałyśmy szybko podjąć kilka ryzykownych decyzji

I tak pierwszą i najtrudniejszą było rzucenie ciepłych posadek z pewną wypłatą na koniec miesiąca. Hania zostawiła w Polsce etat w agencji eventowej, pracę w dwóch teatrach i szkole charakteryzatorskiej. Natalia porzuciła karierę w rozwijającej się agencji reklamowej. 

Aby odłożyć niezbędną sumę na pierwszy etap podróży, wyjechały do Norwegii. Obie, choć w odstępie 3 miesięcy, przez kilka miesięcy robiły tam karierę jako… kelnerki.

Kolejnym krokiem była rezygnacja z wynajmowanego mieszkania.

- Zwiozłyśmy cały dobytek do rodziców, którzy choć nie byli zachwyceni naszym pomysłem, wspierali nas na każdym etapie. Rozstałyśmy się z tym, co pewne, bezpieczne i stałe. Kupiłyśmy bilety i poleciałyśmy.

 

Zerwałyśmy z rutyną

Zaczęło się w drodze do Nowej Zelandii. 52 h, 4 środki transportu, 4 lotniska i 12h różnicy czasowej, której efektem był GIGANTYCZNY jet lag, a jego wynikiem chociażby przygoda na lotnisku w Auckland. - Zapomniałyśmy zgłosić kanapki jedzone w kolejce do kontroli celnej, co groziło to grzywną 400$ i aferą lotniskową - opowiadają.

W Polsce były mistrzyniami planowania, tutaj biorą każdy dzień takim, jaki jest. Co się wydarzy to gwarantowana niespodzianka. I przygoda. 

- Podczas, gdy w dorosłym życiu doskwierała nam rutyna, w podróży nie uraczyłyśmy jej ani troszeczkę. Poznajemy nowe języki, tradycje, kuchnie, sposoby myślenia. Nie jest tajemnicą, że na co dzień w dużym mieście nie ma za wiele czasu na poznawanie samego siebie. Teraz tego czasu i okazji mamy co nie miara! 

I do jakich dochodzą wniosków? 

Jednego dnia chciałoby się znów mieć harmonogram i wrócić do normalności. Następnego myślisz o kupnie biletu na kolejną wyprawę. Trzeci dzień to pomysł o znalezieniu pracy zawodowej, ale gdzieś poza Polską, co jest i stabilne, i szalone, bo nieznane. Nie da się kompletnie nie myśleć o tym, jak to będzie, staramy się jednak być "tu i teraz’" i czerpać z każdej chwili, ile się da. 

Dowód tego beztroskiego życia daje Natalia, dotychczas nałogowa palaczka, która w podróży rozstała się z papierosami.

Większy luz, wolniejsze tempo i brak wszechobecnej presji – tak można podsumować ich życie w podróży. 

 

Spakuj plecak i jedź!

Dziewczyny chciałyby trafić do tych, którzy na razie podróżują z kanapy. Namawiają do pokonywania strachu przed wprowadzaniem zmian w życie - nawet tych drastycznych.

- Chcesz jechać, ale coś cię powstrzymuje? Recepta jest jedna: spakuj plecak i jedź! Nie chciałybyśmy usłyszeć „łatwo im powiedzieć”, bo same byłyśmy w podobnej sytuacji. Z doświadczenia wiemy, że ten pierwszy krok - podjęcie decyzji - jest okrutnie trudny. Dalej jest już z górki. 

I nie ma co się jednak oszukiwać - podróż to nie tylko sielanka, wygrzewanie się na plaży, czy podziwianie pięknych widoków. Jest też druga strona medalu: finanse, noclegi, transport i cały arsenał przyziemnych spraw.

- W ostatecznym rozrachunku nie pożałujesz jednak ani chwili. A jeśli jednak tak? Przynajmniej będziesz wiedział, że spróbowałeś i to nie dla ciebie.