Z milionów żebraczek w Bangladeszu zrobił bizneswoman. Udało mu się, bo dał im zaufanie, parę dolarów i wiarę w siebie.

Muhammad Yunus, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, rozmawia z Julią Lachowicz w pociągu relacji Kraków-Warszawa.

Siedzi noblista w przedziale drugiej klasy pociągu Intercity z Krakowa do Warszawy. Odczuwalna temperatura wynosi poniżej 10°C. Nie wydaje mu się to przeszkadzać. W swoim kraju pewnie jechałby na dachu, tak jak większość Banglijczyków. Pierwsza klasa? Nie potrzebuje. Te 35 zł różnicy w cenie to przecież niezła suma. Pierwsza mikropożyczka, która dał, wynosiła 27 dolarów amerykańskich. Wystarczyła dla 42 osób.

Pamiętam ten dzień, kiedy zobaczyłem pierwszego trupa na ulicy. To było w 1974 r. Ciało było tak wychudzone, ze nie rozpoznałem, czy to kobieta, czy mężczyzna. Potem z dnia na dzień przybywało tych ludzi bez płci. Setki, tysiące. Układały się w sterty. I to wszystko, proszę sobie wyobrazić, nie przez jakąś chorobę, ale przez głód.

Wykłady o teoriach ekonomii, które prowadziłem wtedy na uniwersytecie w Chittagong College, z dnia na dzień zaczęły brzmieć jak science fiction. Musiałem wrócić na ziemie. Oczywiście, że pamiętam, jak ona miała na imię. Sufia Khatum. To od niej wszystko się zaczęło. Jak ja pierwszy raz ujrzałem, trzymała w swoich ubrudzonych rekach pięknie wypleciony z bambusa stołek. Szybko go rzuciła i zwiała. „Nikogo nie ma w domu”, mówiła, zasłaniając się sari. Przecież ty jesteś, odpowiadałem. Nie ma męża, wiec nie ma nikogo. Kobiety w tamtych czasach nie mogły tak po prostu rozmawiać z mężczyzną, jak my sobie rozmawiamy. W pociągu, przy herbatce.

Patrzyłem wiec na ten porzucony stołek, który sama zrobiła. Był piękny, misterna robota. W stolicy za cos takiego dostałaby minimum dwa dolary. W jej miejscowości, jak się w końcu dowiedziałem, dwa centy. Dwa centy! Za to nawet w Bangladeszu nie można było nic kupić. Resztę tego, co zarobiła, oddawała facetowi, który jej dostarczał bambus. Chciałem jakoś pomóc, najlepiej od razu. Musiałem ze sobą nieźle walczyć, żeby po prostu nie dać jej tych pieniędzy. Tak wymyśliłem mikropożyczki i Grameen Bank.