Grupa przyjaciół wybrała się w podróż, która miała być tylko przygodą. Szybko okazała się jednak prostą, ale bardzo skuteczną lekcją o posiadaniu, szczęściu, harmonii. I perspektywie, która tak bardzo wpływa na sposób postrzegania.

Chyba każdy z nas choć na chwilę pragnie posmakować bogactwa. Wielu też słyszało opowieści o niewyobrażalnie niskich cenach w Azji i o tym, że wystarczy polecieć do Wietnamu i wymienić 50 dolarów, żeby stać się milionerem.

Tak też zrobiliśmy. W październiku 2016 roku wyruszyliśmy w miesięczną podróż po tym pięknym kraju. Liczyliśmy przede wszystkim na piękne widoki, niskie ceny i niezapomniane przygody. Zaopatrzyliśmy się w najbardziej popularny środek transportu - motor i ruszyliśmy w trasę.

Ceny faktycznie okazały się śmieszne i choć wzięliśmy namiot, licząc na noclegi na dzikich plażach, szybko stał się on najbardziej zbędnym balastem. Przypadek, którego uosobieniem był rzut kością, decydował kto z nas będzie pechowcem zmuszonym do wożenia nieszczęsnego namiotu przez kolejny tydzień. Przecież kto z nas nie oparłby się pokusie noclegu w klimatyzowanym pokoju za mniej niż 10 zł za noc? Kto z nas nie skusiłby się na pełnowartościowe śniadanie z kawą za 2 dolary?

Świadomość bogactwa bardzo nas rozleniwiła. Codziennie obserwowaliśmy ciężko pracujących ludzi ze zniecierpliwieniem czekając na świeżo wyciskany sok z mango i marakui za dolara. Sprzedawcom, zamiast podziękowania w postaci zwykłego uśmiechu, odwdzięczaliśmy się próbą utargowania jak najniższej ceny.

Wszystko było takie piękne. Nic jednak do nas nie docierało, do czasu, aż wyjechaliśmy poza obszary turystyczne. Wtedy zrozumieliśmy, gdzie tak naprawdę jesteśmy.

Tekst: Tomasz Nowacki