Powiedzmy sobie szczerze: samo chodzenie po górach to dla dziecka nuda i umęczenie. Do widoków i wysiłku trzeba dodać trochę zabawy.

W austriackim Tyrolu czekają na maluchy nowoczesne place zabaw z niesamowitym widokiem na Alpy, specjalne ścieżki rowerowe, trasy wysokogórskich wędrówek dla rodzin, a także i park dinozaurów na wysokości 1650 m. Nowością, np. w dolinie Stubai i Pillerseetal, są specjalne karty umożliwiające rodzinom  korzystanie z kolejek i atrakcji w cenie noclegu.
 

 „Mamo, tato – chcę nad morze!”

Wykrzykuje niejedno dziecko, kiedy dowiaduje się, że zamiast plaży, morza i słońca będą skały, pastwiska i urokliwe alpejskie miasteczka, bo rodzice postanowili spędzić aktywnie czas w górach. 

Powiedzmy sobie szczerze: samo chodzenie po górach to dla dziecka nuda i umęczenie. Trudno docenić im piękno Alp, a pisząc wprost mają  generalnie w nosie krajobrazy. Nie ma placu zabaw – nie ma radochy. Jak się później okazało place zabaw były… i to niesamowite, ale o tym za chwilę.  Żeby uniknąć dziecięcego buntu planujemy zatem rozmaite, dodatkowe atrakcje, a zapierające dech w piersiach widoki niech będą dodatkiem i oprawą dla rodziców.

Zaopatrzeni w nosidło dla 2.5-rocznej Oli i wózek biegowy z dużymi kołami ruszamy samochodem w Alpy z nadzieją, że uda się zaszczepić córce trochę naszej miłości do gór.

Dojeżdżamy na przedmieścia Fulpmes, uroczego alpejskiego miasteczka w austriackim Tyrolu. Wita nas właścicielka niedużego hotelu Auenhof, pani Helene Volderauer i zaraz pokazuje pasące się za domem osiołki na łące. Obok placu zabaw można pokarmić króliki i poskakać na batucie. W piwnicach czeka pokój zabaw z grami, materacami i innymi sprzętami do dziecięcego szaleństwa oraz mały basen ze strefą SPA. Ola zachwycona małym zwierzyńcem, ale pod wieczór buszuje także wewnątrz hotelu po bibliotece z książkami dla dzieci.

Najmłodsi są tu mile widziani, choć wnętrze hotelu nie przypomina przedszkola, bo wypełniają je stare alpejskie szafy, lokalne rękodzieło i sprzęty wyposażenia domu sprzed 100 lat, których działanie trzeba objaśniać dzieciom.

Ola dostała małą książeczkę do zbierania pieczątek w schroniskach, w której pokazano też górskie zwierzęta w zabawny sposób. Z okładki uśmiecha się kozica Zenzi – wszystko po to, żeby zachęcić dzieci do wyjścia w góry. My dostajemy Stubai Super Card umożliwiającą jazdę kolejkami górskimi, wstęp do aquaparku i zniżki na inne atrakcje w dolinie.

Stubai Super Card dostaje się w wielu hotelach i pensjonatach partnerskich w czasie od 26 maja do 9 października w cenie noclegu bez względu na ilość wykupionych dni. Jeśli np. nocuje się u znajomych, pod namiotem lub poza doliną np. w Innsbrucku można kupić wersję „Stubai Card” na 5 dni w punktach informacji turystycznej, w dolinie Stubai i przy stacjach kolejek w cenie 62 €. Dzieci do 10 lat w towarzystwie rodziców posiadających kartę, mają atrakcje za free. Młodzież płaci 31 €. Od wersji „Super” różni się tym, że korzystać z niej można przez 5 z 7 kolejnych dni (czyli 5 dni jest aktywnych w całym tygodniu).

Czy opłaca się ją nabyć? Zdecydowanie tak, jeśli chce się faktycznie aktywnie spędzić czas korzystając z bogatej infrastruktury techniczno-rekreacyjnej  doliny. Jej koszt zwraca się już po skorzystaniu z trzech atrakcji, czyli np. kolejek górskich czy wizyty na basenie. Z każdego wyciągu można skorzystać raz dziennie, choć np. Aquapark StuBay w Telfes odwiedzić można tylko raz w czasie działania karty.

 

No to w góry

Na pierwszy ogień łatwa ścieżka. Z miejscowości Mieders wjeżdżamy gondolą Serlesbahnen na szczyt Koppeneck (1600 m). Chcemy dojść do sanktuarium Maria Waldrast, oddalonego o godzinę drogi, które jest bazą wypadową na górujący w okolicy szczyt Serles (2717m).

Ola w nosidle śpiewa piosenkę „Rain, rain go away”, zaklinając deszcz, ale do skuteczności małej szamanki jej daleko. Zaczyna lać…  Zakładamy kurtki, rozkładamy nad nosidłem Thule daszek, ale i tak deszcz po bokach dopada Olę. Wtedy wyciągamy naszą tajną broń. Zwykły, mały, składany parasol sprawdza się świetnie, chroniąc dziecko w nosidle i idącego górską ścieżką rodzica! Owszem, nie jest superprofesjonalnym wyposażeniem górskim, ale mamy to w nosie. No dobra, nie przetrzyma porywistego wiatru, choć jako ochrona przed padającym równo deszczem, zdaje egzamin.

Temperatura spada jednak do 11 stopni i wzmaga się wiatr. Morale siada. Wtedy nagle na szlaku pojawia się pyrkająca odsiecz. Ciuchcia na kołach! Serlerszug, czyli przebrany za pociąg traktor z wagonikami służy pielgrzymom i rodziną z dziećmi jako środek transportu i atrakcja sama w sobie. Pakujemy się do środka.

Zbawienie! Docieramy do Maria Waldrast, oglądamy kościół z klasztorem, pijemy świętą wodę (przebadano ją – ponoć bardzo zdrowa. Na pewno smaczna) i ruszamy w dół. Najlepiej zejść inną trasą np. mijając bacówkę Ochsenhutte (1582m), gdzie można zjeść obiad i odpocząć chwilę. Przy stacji kolejki Koppeneck czeka na dzieci nagroda. Serlespark, czyli nowy plac zabaw z widokiem na jeziorka, a do tego możliwość pokierowania płynącą wodą w wydrążonych pniach drzew tworzących system kaskad i małych wodospadów. Zaglądamy tam tylko na chwilę, bo ciągle kropi. Wpadamy za to do schroniska i restauracji na szczycie Koppeneck. Słychać dźwięki akordeonu przygrywającego skoczne rytmy. Ola wpatruje się w ubranego w strój tyrolski grajka.    

Atrakcje dla dzieci: ***
Trudności i wysiłek: ***
Widoki:**

 

Ciuchcia Serlerszug  kursuje codzienne co kilkanaście minut spod górnej stacji kolejki Koppeneck od 26.05.2016 do  26.10.2016 na trasie  Koppeneck-Maria Waldrast.  Bilet kosztuje 8 € dla dorosłych (tam i z powrotem) i 5  € w jedną stronę.

 

Rowerem po dolinie Stubai

W Neustift pożyczamy rowery górskie z przyczepką dla Oli. Wreszcie wyszło słońce. Odpadają trudne, kamieniste szlaki, po których nie da się jeździć z dzieckiem, ale z 720 km tras rowerowych w dolinie Stubai jest z czego wybierać.

Doświadczenie z „rodzinnej” jazdy na górskim pograniczu polsko-czeskim podpowiada nam, że przyczepka nawet na niewielkich wybojach mocno podskakuje, a wraz z nią nasza przypięta pasami najcenniejsza zawartość. Żeby zapewnić minimalny komfort dziecku i maksymalne bezpieczeństwo, potrzebna jest równa droga – przynajmniej szutrowa.

W Alpach najlepsze trasy rowerowe dla rodzin z dziećmi prowadzą ścieżkami wzdłuż rzek w dolinach. Wybieramy trasę wiodącą w górę doliny z Neustift do Grawa Alm. Wije się ona przez małe miasteczka, czasem przy samej spienionej i rwącej rzece Ruetz, a czasem zahacza o główną drogę. Warto spoglądać na mapę, bo do wyboru są różne warianty wydzielonego, rowerowego szlaku. 

Kilka niewielkich podjazdów i tak trzeba pokonać mimo, że wiedzie on doliną. Wszystkie drogi w okolicach rzeki doprowadzą jednak do wioski Grawa Alm. Tu trzeba odbić w lewo i ruszyć szlakiem pieszym w górę (bez rowerów), kierując się na Grawa Wasserfall.

W nagrodę staje przed oczami niesamowite zjawisko. Z tarasu widokowego rozpościera się widok na wodospad Grawa – prawdziwy skarb alpejskiej przyrody. Tworzy go rzeka Ruetz z jej dopływami i wodą wytopiona z lodowca Stubai. W powietrzu unoszę się drobiny wody tworząc niesamowity spektakl. Miejscowi zwą ten szlak „Wilde Wasser Weg”, bo przy wodospadzie Grawa, kończy jeden z pierwszych etapów „Drogi Dzikiej Rzeki”. Można szlakiem iść dalej w górę, ale to już droga dla piechurów, a nie rowerzystów.

Atrakcje dla dzieci: **
Trudności i wysiłek: ****
Widoki:****

 

Rowerem po Tyrolu

Wypożyczenie bardzo dobrej klasy roweru górskiego na 1 dzień 22.50 € w sieci  Sport 2000 (sport2000rent.com). Przyczepka dla dzieci 9 €. Rower górski z silnikiem elektrycznym (e-bike) 31.50 €. Za rezerwację online – 10% rabatu. Można umówić się z firmą wypożyczającą, że rowery odbiorą z pensjonatu, nawet w innej miejscowości gdzie nocujecie, jeśli podróż zakończy się po godzinie 18.

 

Schlick – perła dla rodzin

Kolejka Kreuzjochbahn wynosi naszą trójkę ze stacji Schlick 2000 w Fulpmes na 2136 m. Miejsce latem trochę tłoczne, bo wjeżdża tu sporo niedzielnych turystów, ale są też i paralotniarze, którzy startują ze specjalnej platformy w dół doliny. 

Z górnej stacji jeszcze tylko 10 minut drogi do platformy widokowej StubaiBlick skąd rozpościera się niesamowity widok na całą dolinę! Mamy szczęście bo pogoda dopisuje i oprócz miasteczek, świetnie widać szczyty górujące nad doliną Schlick na czele z Schlicker Seespitze (2804).

Dzieciom można opowiedzieć legendę, skąd wzięła się  charakterystyczna formacja skalna widoczna z tarasu o nazwie „Siedmiu braci”, przypominającą zastygłe ludzkie postacie (trzeba naprawdę zmrużyć mocno oczy i użyć wyobraźni). Ponoć  są to rycerze z zamku Sonnenburg i jego właściciel – dzielny Kuno. Dawno, dawno temu, dumny rycerz nie chciał się zgodzić na ślub swojej pięknej córki Else zakochanej w młodym śpiewaku. Zamek za karę zniknął w świetle piorunów, a 6 rycerzy i Kuno zamienili się w skały.

Ruszamy w dół po specjalnym szlaku „Naturlehrweg” przygotowanym dla rodzin z dziećmi. Wąską szutrową ścieżkę poprowadzono w dół doliny. Zaryzykowaliśmy i tego dnia oprócz nosidła wzięliśmy także wózek dla Oli z dużymi kołami, żeby mogła się wyspać w drodze, a nam odciążyć plecy. Na co dzień używamy go do biegania, ale tym razem postanowiliśmy ochrzcić wózek w górach (nie było problemu z zabraniem go do gondoli). Okazuje się, że na szlaku nie było wielkich kamieni i spokojnie przejedzie się nawet spacerówką. Oczywiście trzeba uważać i trzymać rękę na hamulcu, bo niektóre fragmenty trawersującej ścieżki schodzą ostro w dół.

Widoki dosłownie powalają. Kwintesencja alpejskiego krajobrazu. No i są atrakcje dla dzieciaków przy szlaku. Oglądamy np. makiety wielkich alpejskich owadów, rzeźby zwierząt. Dzieciaki mogą odpocząć na specjalnych małych ławkach dostosowanych do ich wielkości. Obiad można zjeść w schronisku Schlickeralm na 1643 m, a dzieci mogą  pobawić się w dobrze utrzymanym placu zabaw, z którego piaskownicy wyrasta wielki blok skalny. Nieco niżej mijamy stada alpejskich krów pobrzękujących swoimi wielkimi dzwonami.

Ola głaszcze leżącą krowę. „Ale ona miła” – uśmiecha się Ola (choć mówi tak, gdy głaszcze każde zwierzę, bez względu na rozmiar). „Tak tak, Olu – z mleka tych krów robi się twoją ulubioną czekoladę”. Z przystankami cała trasa, tzn. do pośredniej stacji kolejki Kreuzjochbahn, zajmuje około 3 godzin. Stubai Super Card działa bez zarzutów na wszystkich kolejkach górskich, którymi jechaliśmy.

Atrakcje dla dzieci: ***
Trudności i wysiłek: *****
Widoki:*****

Co robić w razie deszczu?
Prognozy pogody podawane na dzień przed akcją górską zwykle sprawdzają się, jeśli skorzystasz ze specjalistycznych serwisów, jak choćby www.yr.no. Co zrobić w dolinie Stubai jak będzie lało i grzmiało? Wskocz do nowego aquaparku StuBay na styku Telfes i Fulpmes. W Polsce pojawiło się sporo nowych aquaparków, ale ten tyrolski zachwycą swoją architekturą i niesamowitym widokiem na szczyt Serles 2718 m. Co nas także ujęło? Niby taki szczegół, ale bardzo pomocny: koło części z brodzikami jest mała łazienka dla dzieci z niskimi toaletami i umywalkami – jak w przedszkolu. Nie trzeba było zatem biegać gdzieś daleko na szybkie siku – wielkie ułatwienie dla rodziców i nauka higieny basenowej dla dzieci. Wstęp: 13 € za 4 godziny. W ramach Stubai Super Card jeden wstęp za free.    

 

Dolina Pillerseetal w Alpach Kitzbühelskich – raj dla dzieci  

Pani Haselsberger wita nas sernikiem z gruszkami z własnego sadu. „Może być u nas trochę głośno, bo właśnie kończymy remont naszego starego domu” – mówi na wstępie, a my podziwiamy jasną,  drewnianą fasadę dużego, alpejskiego domu. Odnowiono ją metodą piaskowania, zachowując stare drewno, które odzyskało dawny blask. Wnętrza także urządzone z klasą: połączenie tradycji (stare drewno) z nowoczesnym, minimalistycznym designem.

Dotarliśmy w Alpy Kitzbühelskie do gospodarstwa agroturystycznego Bodenhof na przedmieściach Fieberbrunn. Po zagrodach chodzą kózki, osiołki a nawet dumne lamy. Można pojeździć na kucyku, pokarmić króliki, skorzystać z basenu i dużego, bezpiecznego placu zabaw. Dla dzieciaków raj. Jest jak na wsi, choć gospodarstwo Bodenhof dzieli od pobliskiego miasteczka tylko żabi skok (15 minut na piechotę), a do kolejki górskiej 5 minut marszu. Przez kilka dni będzie to nasza baza wypadowa na dolinę Pillerseetal (www.urlaub-am-bodenhof.at).

 

PillerseeTal Card

Dolina Pillersee słynie z wybornych atrakcji dla dzieci. Zamiast kupować bilet na każdą aktywność (kolejki górskie, wstępy) warto zaopatrzyć się w specjalna kartę, która jest jak hasło „sezamie otwórz się!” w tym regionie. Zwraca się już po trzeciej „atrakcji” lub wjeździe kolejką (jedna jazda bez karty kosztuje nawet do 18 €). Daje także możliwość przejazdów  lokalną siecią autobusową kursującą po dolinie. Do wybory karta na 4 dni: 42 € lub 6 dni: 52 €. Można ją kupić w punktach informacji  turystycznej, w miasteczkach doliny Pillersee, hotelach, pensjonatach i gospodarstwach agroturystycznych (www.pillerseetal.at). Dla dzieci opracowano także specjalny program na lato pełen animacji, gier, zabaw. Więcej na www.tatzi.at.

 

Dinozaury w górach

Nieruchomą cielska dinozaurów można zobaczyć w wielu nizinnych parkach w Polsce. Ale do prehistorycznych gadów w Waidring trzeba pofatygować się kolejką górską (Steinplatte), która już na wstępie, wynosząc w górę, podgrzewa emocje i ciekawość dzieciaków. W Triassic Park przenosimy się 200 milionów lat wstecz. I to dosłownie, bo skały po których chodzimy, były w triasie pod wodą. Widać skamieniałe koralowce i inne formacje  skalne powstałe w erze mezozoicznej. Ale dzieciaki skały interesują mało, no może te starsze. Maluchy przyciągają wielkie dinozaury!

Rozpoczynając wędrówkę po Triassick Trail, co rusza wyłania się za krzaków Stegozaur czy inny Triceratops. Duże wrażenie na dzieciach (i dorosłych też) robi plaża, wodospady, możliwość dopłynięcia tratwą do małej wyspy ze zjeżdżalnią. Można zabawić się też w małego archeologa i spróbować wykopać na specjalnym stanowisku (wielka piaskownica) fragment szkieletu.

Idąc dalej w górę natykamy się na tajemniczy zbiornik wodny. Zimą czerpią z niego wodę do naśnieżania pobliskich stoków, ale teraz przy dźwiękach muzyki wyłania się z tafli jeziorka rycząco-gadający Ichtiozaur. Trzeba przyznać, że  na wszystkich dzieciakach ta sztuczka z ruchomym dinozaurem robiła wrażenie. Ola uparcie twierdziła, że to krokodyl i krzyczała z radości za każdym razem, kiedy się wynurzał. Warto też wejść na taras widokowy zawieszony na skale, z którego rozciąga się widok na dolinę Pillerseetal.

Triasic Park można zwiedzać za darmo, choć trzeba dostać się tu pieszo (oj długa i męcząca droga… lub rowerem). Wjazd kolejką z Steinplatte z Waidring w ramach PillerseeTal Card za free. Bez karty wjazd kolejką: 17  €, młodzież 9 €, a dzieci do lat 6 za free. Godziny otwarcia Triassic Park: 8.45 do 16.45 od wiosny do jesieni (4.06 do 9.10). (www.triassicpark.at)

Atrakcje dla dzieci: *****
Trudności i wysiłek: *
Widoki:***

Wokół jeziora Pillersee

 W miejscowości St. Urlich leżącym nad samym jeziorem Piller, od którego nazwę wzięła cała dolina, można wypożyczyć rowery i objechać dookoła ten niewielki, ale uroczy akwen. Na trawiastych plażach lub zaciszu drzew są miejsca na postój z piknikiem. 


Jezioro Wildseelodersee i Timoks Alm

Gondola z Fieberbrunn wywozi nas na 1654 m. Z Lärchfilzkogel rozciąga się niesamowity widok na Alpy Kitzbühelskie, ale to dopiero przedsmak tego, co nastąpi. Stąd prowadzi szlak górski do jeziora Wildseelodersee położonego na 1854m.

Dziecko trzeba zapakować do nosidła chyba, że już samo dzielnie pokona 200 m różnicy wzniesień i około 90 minutową trasę. Szlak nie nadaje się na wózek. W przepięknie położonym schronisku Wildseeloderhaus można odpocząć i zjeść obiad. Woda w jeziorze  Wildseelodersee pozostaje chłodna nawet w upalne lato. Nasze nosidło Thule Sapling Elite sprawdziło się pod czas całego wyjazdu bardzo dobrze. Przede wszystkim jest wygodne dla dziecka, dzięki możliwości regulacji głębokości siedziska. Opuszczając je najniżej, nawet 2,3-latki mogą w nim spać, a ich głowa oparta o boki, nie będzie dyndać. My dodatkowo używaliśmy maskotki zawijanej na szyję dla większej stabilizacji i komfortu.  Maluch trzyma nóżki w specjalnych strzemionach, jak podczas jazdy konnej, żeby kończyny nie drętwiały. Ola co chwilę mówiła więc do mnie „wio koniku!”. Do komory pod siedziskiem można zapakować prowiant. Z tyłu przytwierdzony jest nawet mały, odpinany plecak. Nosidło waży trochę więcej niż inne tego typu konstrukcje, ale jest tak sprytnie wykonane i dopasowane do ciała dorosłego, że jego ciężar (plus dziecko) nie dają się mocno we znaki.
Zjeżdżając z Lärchfilzkogel trzeba wysiąść na stacji pośredniej kolejki i ruszyć z dzieckiem w nagrodę do Timoks Alm, za to że tak dzielnie zniosło trudy wycieczki. To więcej niż tylko nowoczesny  plac zabaw z niesamowitym widokiem na Alpy. Timoks Alm śmiało można nazwać centrum edukacji górskiej. Dzieci uczą się wspinaczki na bezpiecznych trasach z asekurację (Via Ferrata dla dzieci), przechodzą przygodową ścieżką lub najdłuższą na świecie trasą mostów linowych dla najmłodszych –oczywiście zawieszoną  na bezpiecznej wysokości. Starsze dzieciaki i młodzież, ba dorośli!, mogą zjechać wagonikami kolejki Timoks Coaster (1160 m). (www.bergbahnen-fieberbrunn.at/timoks-alm)

 
Atrakcje dla dzieci: *****
Trudności i wysiłek: *****
Widoki:****

 

Górski park rozrywki Familienland (ZDJĘCIA z NR 7)

W miejscowości St. Jakob znajduje się kameralny park rozrywki Familienland. Dzieci uwielbiają takie miejsca i jeszcze bardziej pokochają góry, jeśli tylko będą miały okazję poszaleć na ślizgawkach, pontonach rwącej rzece, powspinać się po kładkach i domkach na drzewach. Starszaki mogą spróbować swoich sił w krytej hali do wspinaczki. Maluchy przejadą się kolejką dookoła parku. Dla odważnych i trochę starszych: najwyższy, rodzinny w Austrii rollercoaster (22m wysokość, 500 m długość jazdy). Czysto, bezpiecznie, wielka radocha.  Wstęp z PillerseeTal Card za free. Bez niej 14.50 €. Dzieci do 3 lat i 130 cm wzrostu za free, starsze płacą 12.50 €. (www.freizeitpark.tirol).

Tekst i zdjęcia: Paweł Kempa
autor bloga Tu są lwy