W amerykańskiej telewizji uważano go za nieustraszonego. Słynne programy z pieprzem i wanilią w tytule uczyniły go gwiazdą polskiej telewizji.

Stek był olbrzymi i soczysty. Gauczo odkrawał kawałek ogromnym nożem i pochłaniał ze smakiem. – Tam to musi być życie – pomyślał zaraz po wojnie Halik, gdy na ulicy Southampton zobaczył plakat reklamujący Argentynę. Zrozumiał, że to jego nowe miejsce. Popłynie tam w 1948 r. wraz z poślubioną we Francji Pierrette Andrée Courtin. Zanim stanie się gwiazdą polskiej telewizji, spędzi prawie trzy dekady w Ameryce Łacińskiej.

 

Odyseja jak paszport

Urodził się w 1921 r. w Toruniu, wychował w Żabinach – to wioska w okolicy Działdowa. Od dziecka marzył o podróżach. Aby dotrzeć za ocean, raz nawet uciekł ze szkoły, a matka jechała wytargać go za uszy aż do Gdyni.

W płockiej „Małachowiance” zachował się zapis wspomnień gimnazjalnych kolegów Halika: Był niezwykły, wrażliwy i ruchliwy jak diabeł, trudno go było zatrzymać w jednym miejscu. Stale siedział nad atlasem, nad mapami, przy pomocy czerwonych nitek i szpilek wyznaczał sobie trasy przyszłych podróży. Gdy opowiadał, co zamierza, śmieliśmy się z niepoprawnego, jak nam się wtedy wydawało, marzyciela. Zupełnie niesłusznie. Nie miał szczególnego nabożeństwa do nauki, ale geografię kochał bez granic, interesował się fotografią i już wtedy miał sporo zdjęć z Płocka i okolic. Języki wkuwał bardzo pilnie, był bardzo dobry z francuskiego, angielskiego uczył się sam. Widziałem u niego nawet samouczek portugalskiego i bardzo stary, pisany gotykiem, podręcznik i słownik niemieckiego. Miał też poematy Homera po grecku
i po polsku, Odyseję nosił przy sobie jak paszport.

Podczas wojny wstąpił do francuskiej partyzantki. Walczył w okolicach Cognac. Tam poznał Pierrette. Po ślubie przenieśli się do Szkocji, gdzie Halik pod koniec wojny służył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie.

 
Halik jak Asterix

Po przeprowadzce do Argentyny został pilotem niewielkiego pasażerskiego samolotu. Kursował na trasie Buenos Aires–Mendoza. Po latach w telewizji będzie żartować [Pieprz i wanilia, Przekładaniec argentyński, TVP]: Tu się spać chce, więc jak to zrobić? Więc ja sobie taką firaneczkę zrobiłem, zasłaniałem się tą firaneczką od reszty, wyciągałem to na siedem tysięcy, usypiałem moich pasażerów, bo tlenu nie było, przecież myśmy latali bez tlenu, wszyscy sobie drzemali, ja też sobie drzemałem i jak samolot w dół, to ja go troszeczkę podciągałem, taki automatyczny pilot spania.

Latał, filmował dla argentyńskiej kroniki filmowej i podróżował. Motocyklem po pampie, żaglówką po Paranie. W pierwszym własnym domu Halikowie zamieszkali w 1953 r., w Merlo, na przedmieściach Buenos.
Na początku lat 60. na stronach francuskiego pisma komicznego Pilote ukazał się komiks o Halikach. Pismo w roku 1959 wymyślili René Goscinny i Alberto Aleandro Uderzo. Na jego łamach urodził się Asterix. Po Asteriksie czas na Halików. Komiks zaczynał się tak: Nazywam się Pierrette Halik. Mój mąż jest dziennikarzem, a także wspaniałym fotografem i znakomitym filmowcem. Zresztą może już o nim słyszeliście? Nazywa się Tony Halik.

W skrócie: w brazylijskim Mato Grosso wpada na niego indiański wojownik, zamierza się, Halik się potyka, upuszcza kamerę, tamten mu ją depcze. Tony jest od niego słabszy, ale zna zasady walki i rąbie mu w łeb po warszawsku...

Do Brazylii Halikowie przybyli w czerwcu 1955 r. W Mato Grosso spędzili pół roku. Indianie przyjęli Halika do swojego szczepu. Nadali mu imię Ony. Reportaże z tej podróży publikował w ukazującym się w Buenos Aires czasopiśmie dla myśliwych Diana. Jego zdjęcie trafiło na pierwszą stronę: stoi na nim ze strzelbą i upolowaną zwierzyną przerzuconą przez plecy. Sześć lat po podróży wydawca Diany zebrał reportaże z Brazylii i wydał w książce pod tytułem 200 dias de Mato Grosso (200 dni w Mato Grosso).

 

Imię jak Indianin

Antonio Halikowi, bo takim imieniem posługiwał się w Ameryce Łacińskiej, sława w Argentynie nie wystarczała. Po każdej podróży wysyłał kopertę zdjęć do amerykańskiego magazynu Life. W końcu zaczął z nim współpracować.

Kolejną podróż wymyślił przypadkiem, podczas świętowania powrotu z Mato Grosso. – Tony, dokąd teraz się wybierasz? – zapytał kolega z Life’a. – Na Alaskę, zaczerpnąć świeżego powietrza – Halik odpowiedział żartem, bo żar lał się z nieba.

W podróż wyruszyli w 1957 r. dżipem ika z Ziemi Ognistej, południowego krańca Ameryki Południowej, na północny kraniec Ameryki Północnej. Po drodze Pierrette zaszła w ciążę. Syn przyszedł na świat na początku 1959 r. w amerykańskim stanie Connecticut. Na imię dostał Ozana, jak Indianin, który uratował w Mato Grosso Halikowi życie.

Był piękny, przynajmniej tak mi się wydawało. Po wstępnych zabiegach został przeniesiony na salę z klimatyzowanym powietrzem. Przez chwilę jego łóżeczko stało przy oknie o grubych szybach, by umożliwić reporterom filmowanie i fotografowanie. Rozpoczynało się życie obieżyświata, głośnego dzięki podróżom rodziców – wspominał Tony Halik w książce Moja wielka przygoda.

Ozana ma dziś 57 lat, mieszka w Hampton, w Wirginii. W sąsiednim Norfolk produkuje i reżyseruje programy reality show. – Ojciec w kółko powtarzał: „Tylko nie rób tego co ja”. No a ja właśnie robię: telewizja, żeglowanie, góry, przygoda – mówi Ozana Halik.

Halikowie wrócili z eskapady po ponad czterech latach podróży, w 1961 r. Ich syn po raz pierwszy próg swojego rodzinnego domu w Merlo przekroczył dopiero w wieku dwóch lat. Dawni sąsiedzi wspominają, że był „dzikim” dzieckiem: wspinał się na drzewa, bawił ze zwierzętami i żywił surową wołowiną. Z wyliczeń Halików wynika, że przebyli dżipem 182 624 km.

 

Ozana jak Tony

1 czerwca 1959 r. na okładce hiszpańskojęzycznej edycji Life’a znalazł portret Marilyn Monroe, a powyżej zapowiedź głównego tekstu: Fabuloso viaje panamericano: 14 paginas de bellas fotos. Czternastostronicowy fotoreportaż Halika z jego podróży na Alaskę. W archiwum Life’a odnajdują się też inne fotoreportaże Halika – fotografuje El Cordobésa, słynnego z tego, że korridę przemienia w spektakl teatralny, wręcz pokaz akrobacji, i gwiazdy meksykańskiego kina: Maríę Félix, Maria Moreno „Cantinflasa”, Dolores del Río…

Niewielu fanów Pieprzu i wanilii, którzy pamiętają około 60-letniego Halika, zdaje sobie sprawę, że lata wcześniej uważano go za jednego z najbardziej przebojowych reporterów słynnej telewizji NBC.
To NBC zaproponowało mu przeprowadzkę do Meksyku, gdzie Halik wzniósł na przedmieściu stolicy wymarzoną hacjendę w stylu kolonialnym. Zabudowania znajdują się na trzech kondygnacjach, które spływają wraz z wąwozem. Najwyżej – na poziomie ulicy Desierto de los Leones – są: mur, brama, dzwonnica i garaż na dwa samochody. Poniżej niewielkie wykafelkowane podwórko – pełno tu kaktusów, tropikalnych roślin, kwiatów w donicach i mała fontanna. W sypialni, pomiędzy tamburynowymi sklepieniami, długa szyba wzdłuż łóżka. Antonio, zasypiając, oglądał gwiazdy.

W połowie lat 60. NBC wysłała go na wywiad z Fidelem Castro. Pierrette i Ozanę zabrał do Acapulco na festiwal filmowy. Był tam nawet John Wayne, ale malec Ozana zachwycał się Adamem Westem – w końcu spotkał swojego idola „Batmana”.

– Chcesz zobaczyć kamerę? – pyta Ozana, gdy odwiedzam go w Hampton. Julie, jego żona, już ją taszczy, a on się denerwuje, bo znowu chwyciła ją za obiektyw. Kamera Tony’ego! Frezzi-Cordless LW-16. Duża i ciężka, z okrągłymi kasetami na taśmy filmowe i wielką jak pięść drwala osłoną na obiektyw. Tony używa jej przez lata, widać ją w czołówce Tam, gdzie pieprz rośnie, Ozana stoi tam za ojcem, nagrywa dźwięk.
Daje mi potrzymać. Ostrożnie, nie za obiektyw! Ojciec by się wściekł! Trzymam w ręku rzecz, która zarejestrowała kawał historii: masakrę na Tlatelolco, igrzyska w Meksyku, podróż poślubną Kissingera... Oddaję kamerę, Ozana układa ją sobie na ramieniu, przykłada oko do wizjera, reguluje ostrość, przymyka usta, moment skupienia... Boże, przez chwilę wygląda zupełnie jak Tony!

 

Halik jak Kapuściński

Był w tamtym czasie cenionym korespondentem w Meksyku. – Inteligentny, szybko orientuje się w realiach meksykańskiej polityki – opowiada Enrique Mendoza, sekretarz ówczesnego ministra Luisa Echeverríi, późniejszego prezydenta Meksyku.

„Spectacular” – tak określa Halika Carlos Ferreyra Carrasco, korespondent wojenny, były szef kilku prestiżowych redakcji w Meksyku. W jego oczach Halik urasta dziś niemal do rangi dziennikarskiego herosa, nieraz straceńca, który nie ma hamulców, pozwala sobie na ekstremalne wyczyny, byle tylko zdobyć fascynujący materiał dla NBC. I przytacza kilka mrożących krew w żyłach historii: Halik spada w helikopterze, który miał awarię, i filmuje katastrofę; Halik wchodzi w tłum panamskich demonstrantów, do których strzelają marines; Halik z kamerą bierze udział w masakrze dokonanej przez Los Halcones na ulicach Meksyku...
– Rana na jego głowie była szokująca – zapamiętał Ferreyra.

Obandażowana głowa Halika utkwiła też w pamięci rezydującego akurat w Meksyku Ryszarda Kapuścińskiego – zapamiętał ją jako symbol postawy reportera, który nie boi się ryzykować i idzie wszędzie tam, gdzie dzieje się coś burzliwego. Kapuściński uważał, że Halik miał wszystkie cechy rasowego reportera: życzliwość do ludzi, ciekawość świata, dziennikarską pracowitość [Tony Halik opisuje świat, Studio Filmowe Kalejdoskop, 1998].

– Dwóch wielkich reporterów, którzy w Meksyku zdobyli wielkie poważanie – mówi Carlos Ferreyra Carrasco. – Ryszard dyskretny, trzymał się z dala od fleszy, pełen skromności, zawsze nieco z dala od nas, pozostałych korespondentów. Antonio: ciągle radosny i towarzyski, ekstrawertyczny, uczestniczył we wszystkich przedsięwzięciach Stowarzyszenia Korespondentów Zagranicznych, którego zawsze był ważnym członkiem. Żadnej okazji nie przepuścił. Wszyscy go znali, mnóstwo osób zapraszał do siebie na steki i oglądanie filmów. Oficjeli, ludzi rządu, znajomych miał wszędzie. Wszyscy w NBC uważali go za nieustraszonego. Nie było miejsc, do których Halik by się nie wcisnął – pamięta William Wheatley, były szef Halika w nowojorskiej redakcji.

– Trudno mi sobie wyobrazić go śpiącego. Kiedy niby miałby spać, przecież wciąż był w ruchu i w pracy – zastanawia się Mauro Jiménez Lazcano, rzecznik prezydenta Echeverríi. Według niego Halikowi, jak żadnemu zagranicznemu dziennikarzowi, udało się dotrzeć do duszy Meksykanów, pojąć ich charakter i sposób bycia. Nie tylko ludzi z wyższych sfer. Jeszcze bardziej tych z prowincji, żyjących w górach, w dziczy, nad morzem i nad rzekami. Świetnie czuł się pomiędzy nimi, a oni dobrze czuli się z nim. W 1972 r. zrelacjonował w Polsce wizytę prezydenta Richarda Nixona. Przy okazji odwiedził redakcję Telewizji Polskiej.

 

Ostry jak pieprz

Odtąd Ryszard Badowski pokazywał filmy Halika w swoim Klubie sześciu kontynentów. Między innymi w cyklach: 180 000 km przygód czy Ostatni wolni Indianie.

W 1974 r. Halik poznał w Meksyku Elżbietę Dzikowską. Dwa lata później przeprowadził się do niej do Polski. Mieszkał w Warszawie, ale wciąż jeździł po świecie, filmował dla NBC. Obsługiwał wizyty Jana Pawła II i prezydenta USA  Jimmy’ego Cartera w Meksyku, pojechał do Ameryki Środkowej filmować końcówkę konfliktu hondurasko-salwadorskiego, igrzyska olimpijskie w Moskwie...

W latach 1982–1983 Telewizja Polska wyemitowała 20 odcinków z cyklu Tam, gdzie pieprz rośnie. Polacy przecierali oczy ze zdumienia. Niektórzy po raz pierwszy w życiu zobaczyli życie nad rzeką Orinoko, obrzędy plemion południowoamerykańskich, Wielki Kanion, rezerwat plemienia Nawaho, dżunglę w Salwadorze… Program osiągnął 41 proc. widowni i 54 proc. ocen bardzo dobrych – rekord popularności i uznania wśród programów oświatowych. Każdy odcinek oglądało 6–8 mln telewidzów.

W listopadzie 1984 r. ruszył nowy cykl Tam, gdzie rośnie wanilia. Swoją nazwę wziął od pierwszego programu – o stanie Veracruz w Meksyku, stolicy uprawy wanilii. Do Badowskiego i Halika na wizji dołączyła Elżbieta Dzikowska, która już wcześniej brała udział w realizacji Pieprzu. Cykl trwał dwa lata, a w 1986 r. ruszył następny, najdłuższy i najbardziej znany, Pieprz i wanilia. Po latach w czasopiśmie Sukces Elżbieta Dzikowska przyznała: Mąż kocha akcję, zwierzęta, Indian. Ja z kolei zajmuję się przyrodą, kulturą, sztuką. W naszej serii telewizyjnej „Pieprz i wanilia”, która ma już 21 lat, Tony „szaleje”, opowiada, ma dar nawiązywania kontaktu z widzami. Ja natomiast jestem „skromną myszką”, która szpera po źródłach, sprawdza różne rzeczy [...] Mąż zawsze mówi, że on jest „pieprzem”, a ja „słodką wanilią”. Ostatnie odcinki Pieprzu i wanilii Elżbieta Dzikowska przygotowywała sama. Tony Halik dosiadał się do niej, gdy włączali kamerę. Zmarł w 1998 r.

 

Słynny jak Tony

Gawędzę z Ozaną. Jego żaglówka „Halipeño” kołysze się na Oceanie Atlantyckim w okolicach Wirginii. Przyznaje, że długo nie wierzył, że jego ojciec jest w Polsce tak znany. W 1986 r. po raz pierwszy odwiedził jego ojczyznę. Brakowało miejsc w pociągu, ludzie tłoczyli się na korytarzach, siedzieli na walizkach. I wtedy jego żona Julie zażartowała, że może warto sprawdzić, jak słynny jest Tony Halik.
No i się zaczęło. Jeden przedział opustoszał, wszyscy z niego wyszli i zrobili miejsce Halikom. Na korytarzu robiło się coraz większe zamieszanie. Ludzie schodzili się z całego pociągu. Przyklejali twarze do szyby, a Julie i Ozana czuli się jak ryby w akwarium.

Potem Tony Halik pokazał im w telewizji swój show, a Julie i Ozana zrozumieli: w kraju, gdzie na ulicach szarzyzna, prowadzący się śmieje, gestykuluje i pokazuje Polakom kolorowy i różnorodny świat, jakiego nigdy nie widzieli.

Mirosław Wlekły

Zdjęcia pochodzą z archiwum Elżbiety Dzikowskiej, Marka Skorupskiego/Forum, East News, Getty Images, Shutterstock, Forum.