Jeśli spojrzeć na mapy Google, na Rynku Śródeckim zobaczy się smutną boczną ścianę czteropiętrowej kamienicy. Trzy okienka, dwa billboardy, wysoki może na dwa metry pas graffiti... Ale wystarczy stawić się tam osobiście, by przekonać się, że internet nie zawsze nadąża za zmieniającą się rzeczywistością. Bo ten sam Rynek Śródecki jest dziś nową wizytówką Poznania, a przy okazji także nowym cudem Polski. Wszystko za sprawą muralu.

Śródka, miasto w mieście

Najpierw był pomysł Gerarda Cofty, mieszkańca Śródki od paru pokoleń. Potem – projekt autorstwa Radosława Barka. Architekt wykorzystał zachowane zdjęcia dawnej Śródki i na ich wzór opracował koncepcję namalowania na ścianie kilku kamieniczek z użyciem przestrzennej iluzji. Czerwona dachówka, kolorowe fasady, ktoś w oknie, ktoś na dachu. Nazwali ten mural Opowieścią śródecką z trębaczem na dachu i kotem w tle, bo właśnie tak wyglądało tu kiedyś życie.

To zawsze była specyficzna dzielnica. Jedna z najstarszych w Poznaniu, przylepiona do piastowskiego grodu w miejscu Ostrowa Tumskiego uzyskała status miejski już w XIII w. A potem, w kolejnych wiekach, stała się miastem w mieście, małą ojczyzną z klimatem. Do czasu – kiedy w latach 60. ubiegłego wieku na przekór mieszkańcom władze puściły przez sam jej środek dwupasmówkę, wszystko się posypało. Pod budowę ulicy zdewastowano najstarszą część Śródki, okolica podupadła, stuletnie kamienice się sypały. To nie było miejsce, które poznaniacy szczególnie chętnie odwiedzali. A już na pewno nie po zmroku. Niby blisko ścisłego centrum miasta, a jednak bardzo daleko.

 

Odrobina szaleństwa

Wreszcie w 2007 r. ruszyła wielka rewitalizacja Śródki. Głos Wielkopolski pisał wtedy, że jest to miejsce, gdzie zamykają się nawet warzywniaki. Ale potem ktoś spróbował coś otworzyć, miasto przywróciło pieszą przeprawę na Ostrów Tumski, pojawiały się kolejne knajpy. Nie minęła dekada i Śródka stała się dzielnicą hipsterską, którą co weekend oblegają tłumy. A potem pojawił się jeszcze mural. Tak naprawdę na dwóch, a nie tylko na jednej ścianie, bo właściciel kamienicy, udzielając zgody na tę odrobinę szaleństwa, poprosił, by zająć się nią kompleksowo.

Całość malowały cztery osoby, w porywach do ośmiu, przez miesiąc. Kto mógł, pomagał – mówi Arleta Kolasińska z Fundacji Artystyczno-Edukacyjnej „Puenta”, która mural wykonała. – Zostanie z nami na dłużej, bo zgoda jest na czas nieokreślony. Warunkiem było też umieszczenie na muralu reklamy, która wcześniej tu wisiała. I choć powierzchniowo reklamodawca stracił, to chyba nie żałuje, bo rozgłos jest olbrzymi.

Rzeczywiście, o śródeckim cudzie szybko zrobiło się głośno, także poza granicami Polski. Jego zdjęcia pojawiły się na najważniejszych portalach internetowych, nie tylko poświęconych architekturze. A aktywiści ze Śródki i mieszkańcy dzielnicy wcale nie mówią dość. Kto wie, być może wkrótce w podobny sposób ożyją ślepe ściany kolejnych kamienic? 

Adam Robiński