Nad wejściem do kamiennego budynku widniały słowa Mente et maleo, czyli myślą i młotem. Brama główna była zamknięta. Postanowiłam więc poszukać wejścia.

Rozglądałam się wśród labiryntu przeszklonych gablot wypełnionych różnokolorowymi kamieniami. Schylając się, weszłam w niski kamienny tunel, który doprowadził mnie do dużego, mrocznego pomieszczenia z tlącym się paleniskiem pośrodku. Z jednej strony stał drewniany tron z oparciem zakończonym trzema demonicznymi twarzami i siedziskiem wymoszczonym skórą , u powały suszyły się zioła. Wokół ani żywego ducha. Poczułam się trochę nieswojo. Nagle pojawił się mężczyzna w płaszczu i skórzanym kapeluszu i rzekł:
– Za chwilę spotkanie z Wielkim Mistrzem Walońskim.
Wielki Mistrz, czyli Juliusz Naumowicz, ciągle rozbudowuje swoją Starą Chatę Walońską, położoną na terenie dawnej osady leśnej z XVI w. Wraz z podobnymi sobie zapaleńcami z Sudeckiego Bractwa Walońskiego kreuje Szklarską Porębę na mineralogiczną stolicę Polski. O bogactwach tej okolicy wie chyba wszystko, a obróbka kamieni nie ma przed nim żadnych tajemnic.
– Bogactwa naturalne Sudetów objawiają się po każdym kataklizmie – podkreśla. – Wystarczy większa ulewa, by odsłoniły się gniazda minerałów.
Gdy przyjrzeć się bliżej niepozornym białym kamieniom, które turyści depczą na ścieżce prowadzącej do chaty, okazuje się, że to kwarc górski.  
Szklarska Poręba i jej okolice to prawdziwe eldorado dla wielbicieli geologii, kolekcjonerów minerałów, radiestetów. W potokach i skałach można odnaleźć: fioletowe, fioletowo-czerwone i purpurowe ametysty, kryształy górskie i złocistobrunatne kwarce dymne, żółtawe o metalicznym połysku piryty (często mylone ze złotem ze względu na barwę i dlatego nazywane „złotem głupców”). Niegdyś płukano tu również: szafiry, szmaragdy, rubiny i cyrkony.
– Dziś można natrafić na ich okruchy – mówi Naumowicz i snuje opowieści o minerałach i Walonach, którzy przyczynili się do powstania tego miasta.



Poszukiwacze skarbów i szlachetnych kamieni przybyli z terenów dzisiejszej Belgii i Francji na przełomie XII i XIII w., by je odnaleźć i wydobywać w Karkonoszach i Górach Izerskich. Dzięki swoim umiejętnościom często byli zapraszani na królewskie i książęce dwory. Na średniowiecznych rycinach są przedstawiani jako postawni brodaci mężczyźni w spodniach do kolan i kubrakach oraz okrągłych czapkach, kapeluszach lub kapturach. Posługiwali się hermetycznym językiem zrozumiałym jedynie wtajemniczonym, odprawiali też dziwne rytuały. Drogę do skarbów znaczyli sekretnymi znakami wyrytymi na skałach, przedstawiającymi m.in. ludzkie twarze, ręce, krzyże, i opisywali w specjalnych Księgach Walońskich – stanowiących rodzaj przewodników po Karkonoszach. Niespecjalnie lubiani przez miejscowych, otoczeni nimbem tajemniczości, pokpiwali z wieśniaków, twierdząc, że rzucają za swoimi krowami kamieniami wartymi więcej niż ich stada. Najważniejszym skupiskiem Walonów były tereny dzisiejszej Poręby Dolnej, leżącej przy starym szlaku ze Śląska do Czech przy tzw. Czeskiej Ścieżce. Tam właśnie na niewielkim wyniesieniu w lesie stoi związany z walońskimi podaniami zadziwiający kamień – Chybotek. Zachęcona opowieściami, że podparty tylko w dwóch miejscach głaz kilkumetrowej średnicy można łatwo rozkołysać, postanowiłam to sprawdzić. Moje początkowe wysiłki nie przyniosły rezultatu. Dopiero gdy wspięłam się na głaz, zaczął się delikatnie „chybotać”, co było doskonale widać w dwóch misowatych zagłębieniach na jego powierzchni – dziś wypełnionych wodą, dawniej może krwią ofiarną. Jak podają legendy, odbywały się tu pogańskie uroczystości.
W pobliżu Chybotka natrafiam na granitową płytę z wyrytym jeszcze przez Niemców napisem Rübezahl. To jeden z grobów Ducha Karkonoszy. O wszechpotężnym władcy tych gór od setek lat opowiadano tu rozliczne historie. Matematyk i kartograf Martin Helwig przedstawiał go na swojej mapie z 1561 r. jako ni to zwierzę, ni to gryfa o orlej głowie z jelenim porożem oraz o lwim tułowiu na nogach kozła i z dwoma ogonami. W lwich łapach trzymał kostur. Legendy przekazywane ustnie zebrał i opisał Johann Praetorius, uczony i poeta, w swoich XVII-wiecznych dziełach o wymownie brzmiących tytułach: Demonologia Rubenzaalii Silesii czy Satyrus etymologicus oder der Ruben Zahl.
Znany pod nazwami – Karkonosz, Duch Gór, Liczyrzepa, Rzepiór, Pan Jan – ukazywał się ludziom pod rozmaitymi postaciami: myśliwego, bogatego szlachcica, a to znów kupca. Potrafił przemieniać się w smoka albo kozła. Raz przedstawiany jako demon i siła nieczysta, kiedy indziej jako sprawiedliwy władca Karkonoszy. Zamieszkiwał wnętrze gór i strzegł dostępu do mitycznych skarbów. Być może sami Walonowie i tzw. laboranci penetrujący góry w poszukiwaniu ziół i magicznego korzenia mandragory oraz mistrzowie szklarscy zaczęli kreować postać ducha, aby odstraszyć śmiałków pragnących pójść w ich ślady. Popularna do dziś legenda Rübezahla należy do kręgu kulturowego i tradycji trzech narodów: Polaków, Czechów i Niemców.

Podążam ścieżką do małej prywatnej Leśnej Huty, która jako jedyna kontynuuje z dumą chlubne tradycje tutejszego szklarstwa. Właściciel – mistrz Henryk Łubkowski, za pomocą dawnych narzędzi i form wytwarza szkło barwione i przezroczyste. Przy hucie działa niewielki sklepik-wzorcownia, gdzie można nabyć stworzone tutaj wazony, świeczniki, wisiorki.

Przechodzę do części produkcyjnej i z podziwem obserwuję jak jeden z hutników z rozżarzonej ognistej i bezkształtnej grudki za pomocą czegoś w rodzaju szczypiec formuje szklane figurki – delfiny, słoniki i koty. Wszystko to ku uciesze kilkorga wpatrujących się w te przeobrażenia dzieci. Od hutnika dowiaduję się, że zanim powstanie takie dzieło, trzeba około pół roku zapoznawać się z samym surowcem, reszta zależy od pojętności i cierpliwości ucznia.

Zbogatych tradycji pozostało już niewiele, a to właśnie produkcja szkła dała Szklarskiej Porębie nazwę, ale też podstawy rozwoju oraz rangę.
W XIII w. Wenecjanie podnieśli ceny szkła do granic nieprzyzwoitości. Szklarska Poręba miała wszystko, co potrzebne do jego produkcji – złoża kwarcu, gęste lasy i wodę. Prawdopodobnie właśnie tutaj została założona pierwsza huta szkła w Sudetach.
Huty zużywały duże ilości drewna – wykorzystywano je do produkcji węglanu potasu, czyli potażu niezbędnego do wytworzenia szkła – i z tego powodu były często „przesuwane” na nowe, przeważnie wyżej położone miejsce. Tereny pohutnicze zajmowali pasterze i rolnicy, zakładając osady na leśnych polanach – czyli „szklarskich porębach”.
W średniowieczu produkowano tzw. szkło leśne – słabej jakości, mocno zanieczyszczone, o zielonkawym lub szarawym odcieniu. Dopiero w XVI w. miejscowi hutnicy poznali technikę wyrobu czystego, przezroczystego szkła.
Najbardziej znana, a zarazem ostania z wielkich hut Szklarskiej Poręby – Józefina – zaczęła swoją działalność w 1842 r. Przemianowana na hutę Julia, pracowała jeszcze kilkanaście lat temu, wytwarzając szkło kryształowe. Teraz nie jest nawet udostępniona do zwiedzania.
Ze szkłem związany jest też wodospad Szklarki, już w XVIII w. chętnie odwiedzany przez turystów. Nad rzeką Kamienną działała witrolejnia Pana Prellera, czyli wytwórnia kwasu siarkowego stosowanego do produkcji szkła. Można było tam coś przekąsić, wynająć przewodnika, posłuchać muzyki. Preller zbudował ścieżkę turystyczną prowadzącą od jego zakładu do wodospadu (używamy jej do dzisiaj), zabezpieczoną i wyposażoną w ławeczki. Tędy kroczył orszak królewski Fryderyka Wilhelma III, który wraz z księżną Luizą w 1800 r. odwiedził wodospad. Izabela Czartoryska przybyła w te okolice w 1816 r. i tak wspominała swój pobyt: Dotarliśmy do Szklarki, która spada z wysokości 30 stóp na żywą skałę. Wyszliśmy z lektyk, był to bowiem cel naszej małej wycieczki. Dzisiaj również ta 13-metrowa kaskada przyciąga zwiedzających, którzy fotografują się na jej tle.

Szklarska Poręba słynie z jeszcze jednego, bardziej efektownego wodospadu, Kamieńczyka. To najwyższy wodospad polskiej części Sudetów (27 m). Izabela Czartoryska podczas swojej podróży po Dolnym Śląsku również wspomina wycieczkę do tego miejsca: zbieraliśmy ametysty znalezione wśród skał. Powróciliśmy do Cieplic objuczeni kamieniami, kwiatami, ametystami, pełni podziwu i wrażeń. Ametyst miał przynosić szczęście w interesach, łowach, igrzyskach i, oczywiście, miłości. Szczerze ofiarowany, jak zapewniali mnie znawcy, świeci ponoć niesamowitym fioletowym blaskiem.
Wody Kamieńczyka spadają do malowniczego i mrocznego wąwozu. Można go podziwiać w całej krasie ze specjalnej platformy. Ze względów bezpieczeństwa należy jednak założyć kask. Przez długi czas wodospad był niedostępny – spadający głaz zabił kiedyś turystę. Nazwę wodospadu tłumaczy piękna legenda o miłości rusałki Łabudki i drwala Bronisza, który w górach poszukiwał szlachetnych kamieni. Nazywano go kamieńczykiem, czyli zbieraczem kamieni. Pewnego dnia drwal nie przyszedł na umówione spotkanie. Zaniepokojona rusałka poczęła go szukać. Nagle oniemiała z przerażenia – w dole leżał martwy jej ukochany. Zrozpaczona rzuciła się w przepaść i na zawsze została ze swoim umiłowanym. Inne rusałki tak obficie płakały, że ich łzy zamieniły się w strumienie, a te w wartki potok. W miejscu wypadku potok utworzył wodospad, który ludzie nazwali Kamieńczykiem. Jak twierdzą niektórzy, raz na sto lat pojawiają się tam rusałki odwiedzające swoją siostrę.  

Szklarska Poręba to wręcz wymarzone miejsce dla pieszych i rowerowych wycieczek. Przygotowano tu około 100 km tras dla mniej oraz bardziej zaawansowanych kondycyjnie piechurów. Już w około 3 godziny można pokonać szlak widokowy nad Śnieżne Kotły przez wodospad Kamieńczyka i Halę Szrenicką. Grzegorz Sokoliński ze Stowarzyszenia Cyklistów Szklarska Poręba na Dwóch Kółkach uważa, że tereny wokół miasta, a szczególnie Góry Izerskie, to jedne z najlepszych miejsc w Europie do uprawiania turystyki rowerowej.
– Nasze trasy wiodą szutrowymi drogami, na których nie ma ruchu samochodowego – podkreśla Sokoliński. – Ich łączna długość to ponad 450 km.
Zwolennicy sportów ekstremalnych też znajdą coś dla siebie. U podnóża Kruczych Skał spotkałam grupę gapiów przyglądających się wyczynom kilku młodych ludzi. Na linie rozwieszonej nad rzeką zjeżdżała przerażona dziewczyna w kasku. Swoich sił można też spróbować we wspinaczce i na tzw. wahadle – huśtawce rozpiętej nad przepaścią.
– Wszystko jest dostosowane do indywidualnych możliwości – zapewnia Jerzy Borys ze Szkoły Górskiej Quasar, prowadzącej szkolenia i kursy wspinaczkowe, m.in. dla instruktorów oddziałów specjalnych policji i wojska, oraz imprezy towarzyszące wyjazdom firmowym.

Zimą Szklarska Poręba staje się prężnym i obok Karpacza największym ośrodkiem narciarskim w Sudetach Zachodnich. Miłośnicy białego szaleństwa mają w czym wybierać. W Marysinie, dzielnicy tego miasta, już w XIX w. zaczęły wyrastać hotele i pensjonaty dzięki właściwościom leczniczym tutejszego klimatu. Dziś zaczyna się tu wyciąg krzesełkowy na górującą nad miastem Szrenicę (1 362 m).
– W ciągu godziny możemy wwieźć na górę 1 200 osób, a na narciarzy czeka tu 20 km tras o różnej skali trudności, w tym Lolobrygida – najdłuższa nartostrada w Polsce licząca 4 444 metry – mówi Jan Dębkowski, dyrektor techniczny spółki Sudety Lift będącej właścicielem obiektu.  
Ze szczytu Szrenicy można podziwiać Karkonosze, Góry Izerskie i Kotlinę Jeleniogórską. Zimą srebrzystobiała szadź oblepia kosodrzewinę, skałki, gałęzie drzew, przydrożne tyczki, tworząc baśniowe kształty. Najwięcej tego lodowo-śnieżnego osadu występuje w Karkonoszach Zachodnich. Prawdopodobnie stąd wzięła się nazwa Szrenicy.  
Amatorzy sportów zimowych nie poprzestaną na Szrenicy. W Jakuszycach – kolejnej dzielnicy Szklarskiej Poręby – panują idealne warunki do uprawiania narciarstwa biegowego. Od 1976 r. jest organizowany Bieg Piastów, największa impreza narciarstwa klasycznego w Polsce, która przyciąga uczestników nawet z tak egzotycznych krajów jak Singapur czy Nowa Zelandia. Jej pomysłodawca, Julian Gozdowski, mówi, że zrealizował swoje marzenia jeszcze z dzieciństwa. Trasy długości ponad 100 km wiodą wśród lasów i pięknych panoram, na co uwagę zwracają zwłaszcza obcokrajowcy.
– Przyzwyczaili się, że u nich szlaki bywają przecięte szosami albo częściowo biegną wzdłuż dróg – opowiada Gozdowski. Od kilku lat Jakuszyce opanowują marszerzy – ludzie powożący psimi zaprzęgami. Oglądając widowiskowe gonitwy psów ras północnych – husky, samojedów, malamutów – można poczuć klimat powieści Jacka Londona i Jamesa Curwooda. Nie jest to jednak sport dla każdego. Dlatego wieczorami na turystów czekają tradycyjne sanie. Barbara Głębocka prowadząca osadę jeździecką mówi, że zimą organizuje kuligi z pochodniami.
W lutym w pobliżu dolnej stacji linowej kolejki na Szrenicę odbywa się konkurs Śniegolepy. Śnieżnymi pryzmami wysokości półtora metra zajmują się rzeźbiarze amatorzy, którzy zamieniają je w ciągu jednego dnia w lodowe figury. Powstają trony, łoża, samochody, zwierzęta, postaci króla, Ducha Gór i inne.
– Wszystko zależy od pomysłowości uczestników – mówi Krystian Bromblik z Urzędu Miasta.
Szklarska Poręba oczarowuje nie od dziś, przyciąga nie tylko turystów, ale i artystyczne dusze. Gerhart Hauptmann (1862–1946), laureat literackiej Nagrody Nobla, tak wspominał po latach: Pewnego dnia podczas górskiej wędrówki dostrzegłem z wysoka ową dolinę i pomyślałem sobie, że dobrze byłoby wybudować tutaj dom. Zachwycony i olśniony tym pomysłem zszedłem w dół przez lasy, zbiegłem ścieżką wśród łąk i w ciągu kilku godzin załatwiłem kupno wiejskiego domu z przynależnym gruntem, łąką, bukowym gajem i źródełkami. Chociaż Gerhart wyprowadził się do pobliskiego Jagniątkowa, dom ten przez wiele lat zamieszkiwał jego brat Karl, autor Księgi Ducha Gór.
Po wojnie mieszkał tu poeta i satyryk Jan Sztaudynger, którego słynna fraszka „Myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny” powstała – jak twierdzą złośliwi – na skutek obserwacji młodych kuracjuszek przybywających do Szklarskiej Poręby. NO TO W DROGĘ ■ Miasto zajmuje 76 km2 i dzieli się na część Dolną, Środkową i Górną. Liczy ok. 7 300 mieszkańców.
■ Główny atut Szklarskiej Poręby to dogodne położenie między Karkonoszami a Górami Izerskimi,
w dolinie Kamiennej, pozwalające na uprawianie różnych sportów przez cały rok. ■ Miasto leży ok. 130 km na południowy zachód od Wrocławia. Niezmotoryzowani mogą dotrzeć pociągiem lub autobusem z Wrocławia albo Jeleniej Góry. ■ Pensjonat Polon, ul. Górna 6, cena za łóżko 35–100 zł. www.szklarskaporeba.com.pl/polon
■ Osada jeździecka Barbara i Tadeusz Głęboccy, ul. Wolności 19, pokój 55–120 zł. www.osadabata.pl
■ Farma 69, Kopaniec, ul. Kopaniec 69a, cena za łóżko 35–65 zł. www.farma69.wkarkonoszach.pl ■ Złota Jamka, ul. 1 Maja 16a,
■ Roma, ul. Turystyczna 23a,
■ Restauracja-Dyskoteka Julia, ul. Sikorskiego 5a,
■ Disco-pub Bosman, Morcinka 2.
■ Wstęp do Karkonoskiego Parku Narodowego jest płatny. Bilet jednodniowy normalny kosztuje 4 zł, ulgowy 2 zł, trzydniowe są dwukrotnie droższe. Trzeba także zapłacić za wejście do wąwozu Kamieńczyka – bilet jednorazowy normalny 4 zł, ulgowy 2 zł (w cenie biletów wypożyczenie kasku). ■ Karkonoska Grupa GOPR – tel. alarmowy 985, 0601 100 300, Stacja ratunkowa Szklarska Poręba, tel. 075 717 33 93, gopr.karkonosze.net.pl www.szklarskaporeba.pl – oficjalna strona miasta
www.sudetylift.com.pl – informacja o wyciągach na Szrenicę, aktualny cennik i warunki śniegowe.
www.kpnmab.pl – Karkonoski PN
www.karkonosze.pl ■ Joanna Lamparska, Dolny Śląsk, jakiego nie znacie – książka o najbardziej niezwykłych i tajemniczych miejscach Dolnego Śląska.