Nowy Orlean to jazz, niesamowita kuchnia i duch, którego nie zdołała złamać nawet Katrina. To miejsce po prostu promieniuje urokiem!

10 lat po uderzeniu niszczycielskiego huraganu, miasto wciąż potrafi się bawić i pielęgnować swoje wielokulturowe dziedzictwo w taki sposób, że przybysze opuszczają je z poczuciem nienasycenia. Oto 5 rzeczy, które warto zrobić w „Big Easy”. 

1. Zwiedzaj w tramwaju

Zła wiadomość jest taka, że osławiona przez Tennesse’ego Williamsa linia Desire ("pożądanie") nie kursuje od kilkudziesięciu lat, dobra: tramwaje to wciąż najurokliwszy środek transportu w mieście.

Po Nowym Orleanie nadal jeżdżą tradycyjne, historyczne wagony tramwajowe, w których pasażerowie siedzą na drewnianych ławkach, a kierowcy wykrzykują nazwy przystanków. 
Bez wahania wskakuj w pojazd jednej z trzech linii: St. Charles, Canal lub Riverfront.

Każda z nich zatrzymuje się w miejscach, których nie przemilczy żaden autor turystycznego przewodnika, m.in. linią St. Charles można się dostać do Garden District, a Canal kończy bieg tuż przy Sculpture Garden i New Orleans Museum of Art .

Bilety kupisz u kierowcy, jednorazowy kosztuje 1,25$, a dobowy 3$.

2. Zjedz po’boya

Po’boy to słynny przysmak z Luizjany, który już z powodu samej nazwy, prosi się o kilka słów wyjaśnienia. Kanapka na chrupiącym francuskim pieczywie, wypełniona smażonymi owocami morza lub mięsem, pomidorami i sałatą to jedna z kulinarnych wizytówek Nowego Orleanu. 

Podobno receptura powstała w czasie strajków kierowców tramwajów, kiedy jeden z okolicznych gastronomów zapewniał darmowy posiłek dla każdego strajkującego „biednego chłopca” („poor boy”). Dziś kanapka znajduje się w menu większości lokali gastronomicznych i bynajmniej nikt nie rozdaje jej za darmo.

Średni koszt to 10-13 $, ale warto się skusić!

3. Posłuchaj koncertu na żywo

Jeżeli miasto możemy porównać do żywego organizmu, to jazz jest tętnem Nowego Orleanu. 

Choć na Bourbon Street nie brakuje klubów oferujących milsze masowym gustom dźwięki muzyki popularnej, to jazz wciąż króluje. Fakt, że nie masz upatrzonej miejscówki na kameralny koncert nie oznacza, że ominie Cię przyjemność obcowania z muzyką wykonywaną na żywo. Dźwięki kornetów, klarnetów czy puzonów wybrzmiewają z płuc muzyków zebranych na Jackson Square i na licznych uliczkach Dzielnicy Francuskiej. 

Prawdziwi entuzjaści mogą udać się do jednego z licznych osławionych klubów (np. Preservation Hall, The Spotted Cat) lub skorzystać z informatora w magazynie OffBeat. 

4. Przepraw się promem do Algiers Point

Entuzjazm Dzielnicy Francuskiej wzmagany przez gorący klimat amerykańskiego Południa może przyprawić o zadyszkę. Na spragnionych wytchnienia czeka Algiers Point, spokojniejsza strona miasta położona na drugim brzegu Missisipi.  

Najłatwiej dostać się tam promem, który kursuje co pół godziny (New Orleans Ferry, bilet w jedną stronę kosztuje 2$). Z pokładu można podziwiać oddalającą się panoramę miasta w jej najpopularniejszej odsłonie, z katedrą Świętego Ludwika w samym środku kadru. 

Dzielnica Algiers, która należy do najstarszych w Nowym Orleanie, promieniuje małomiasteczkowym urokiem. Bogactwo architektoniczne, które reprezentują tamtejsze domy, czyni z jej spokojnych uliczek idealną trasę spacerową. 

W tym żywym portfolio nowoorleańskiej architektury nie zabraknie rezydencji w stylu wiktoriańskim czy kolonialnym, przytulnych kreolskich cottages oraz charakterystycznych shotgun houses, czyli domków, w których jedno pomieszczenie wiedzie od razu do kolejnego, bez korytarza.

Specyficzna fantazja musiała charakteryzować tych, którzy kiedyś ukuli ten termin. Wg najbardziej rozpowszechnionej wersji, określenie shotgun wzięło się z przekonania, że jeżeli wycelujesz strzelbą we frontowe drzwi to pocisk przeleci przez wszystkie pokoje nie dotykając ścian. Na szczęście dziś nikt nie odczuwa potrzeby, aby weryfikować trafność tej hipotezy. 

5. Idź na drinka w Dzielnicy Francuskiej

Nowy Orlean to jedyne miasto w USA, gdzie dozwolone jest spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, pod warunkiem, że wysokoprocentowe napoje sączymy z plastikowych kubków. 

Niezobowiązująca atmosfera „Big Easy” w połączeniu z jego malowniczą scenerią może wzmóc apetyt na fantazyjny koktajl. A takich nie brakuje! Dodaj sobie nieco animuszu mrożonym daiquiri lub zaryzykuj i zamów jeden z tych drinków, które przyciągają wzrok przechodniów na ulicy, czyli hurricane i hand grenade.

Barmani potrafią je serwować w bardzo wymyślnych kubkach! 

Tekst i zdjęcia: Martyna Wasilewska