Podróżowałem z Warszawy przez Londyn do Nowego Jorku linią lotniczą British Airways. Postanowiłem zapytać na lotnisku Heathrow: "czy macie wolne miejsce w klasie biznes?". Opłacało się. Miałem okazję sprawdzić, jak podróżuje się bardziej luksusowo. I to bez dopłaty.

 

 

Za lojalność

Podróżowałem z Warszawy przez Londyn do Nowego Jorku linią lotniczą British Airways. Wystarczyło pytanie na lotnisku Heathrow: "czy macie wolne miejsce w klasie biznes?" i pokazanie karty programu lojalnościowego, bym podróż z Londynu do Nowego Jorku odbył na rozkładanym fotelu, zajadając przysmaki jak z dobrej restauracji i popijając szampana. Miałem szczęście - udało się to dzięki overbookingowi - linia sprzedała więcej biletów w klasie ekonomicznej niż miejsc i kilku pasażerów trzeba było przerzucić do klasy biznes. Dzięki temu mogłem sprawdzić, jak podróżuje się bardziej luksusowo. I to bez dopłaty.

Podróżowanie klasą biznes wywołuje u podróżników sporo emocji (a myśl o klasie pierwszej rozgrzewa do czerwoności). Na różnych forach internetowych można znaleźć wiele pomysłów, jak przesiąść się z wąskiego i, co tu dużo mówić, niewygodnego fotela w klasie ekonomicznej na wygodny fotel w biznesce, nie wydając na to kilku tysięcy złotych. W moim przypadku wystarczyło być lojalnym pasażerem, a więc zbierać punkty Avios w programie British Airways i zadać pytanie pracownikom linii na lotnisku. Dlatego nie bójcie się pytać!

 

Plusy są. A minusy?

Nie ma co ukrywać. Największe wrażenie robi fotel rozkładany do pozycji łóżka. W "brytyjczyku" siedziałem w pojedynczej kabinie przy oknie, od pasażera obok oddzielała mnie mleczna szybka (zarówno on jak i ja mogliśmy ją opuścić, gdybyśmy akurat mieli ochotę stuknąć się kieliszkami szampana). Dostałem zestaw pościeli w torbie: dwie poduszki - na dzień i na noc, kołdrę, pikowaną narzutkę i jeszcze wełniany koc. Była też kosmetyczka z minikremikami, balsamami, szczoteczką do zębów, skarpetkami i opaską na oczy. Do tego wyciszające słuchawki. Filmy mogłem oglądać na znacznie większym ekranie, niż w klasie ekonomicznej.

I dużo zjadłem. Podczas gdy w klasie ekonomicznej mogłem liczyć na proste ciepłe danie (zazwyczaj kurczak albo makaron) podane w aluminiowym jednorazowym naczyniu, do tego kawałek masła, bułka, jakiś serek albo dżem, to w biznesie wybór jest nieporównywalnie większy. Dania podawane są na porcelanie, podobnie ciepłe napoje, a te zimne i z procentami serwowane w kryształach.

Po starcie samolotu dostałem menu, z którego mogłem wybrać sobie przystawki, danie główne i desery. Opisy posiłków jak w niezłej restauracji: burrata i carpaccio pomidorowe z oliwą z oliwek i sosem balsamicznym, krem z dyni ze szczypiorkiem i kwaśną śmietaną, tapasy, domowej roboty gnocchi wołowe w sosie Café de Paris i smażone zielone szparagi, łosoś zapiekany ze szpinakiem, świeża sola Cornish Dover z grilla podawana z soczewicą, sosem selerowym i masłem cytrynowym, tarta cytrynowa, wiedeński strudel, świeże truskawki, mango, suflet czekoladowy… Jeszcze szampany, wina, mocniejsze trunki, wybór herbat i kaw. Stewardesy nie rozwoziły posiłków wózkami, jak w klasie ekonomicznej podchodziły z tacą do każdego podróżnego, co miało pewnie sprawić, by pasażer poczuł się wyjątkowo. Najfajniejsza była jednak możliwość zamówienia jedzenia na konkretną godzinę. A potem sen na rozkładanym fotelu. Po 9-godzinnym locie zupełnie nie odczuwałem zmęczenia.

Jedyne, czego mi brakowało, to internet (inne linie lotnicze już wprowadzają możliwość korzystania z wi-fi podczas podróży). Brytyjczyk ma taką usługę uruchomić we wszystkich swoich samolotach w ciągu dwóch lat. Nie czepiam się, taki tylko mały minus.

 

Rady oblatywacza

Marka Stusa, podróżnika, który testuje linie lotnicze na całym świecie, redaktora portalu Pasazer.com, poprosiłem o sprawdzone porady, jak latać klasą biznes, nie tracąc na to majątku:

  • Przede wszystkim zapomnij o tym, że założenie garnituru przed wyjazdem na lotnisko, pojawienie się z wyprzedzeniem przy stanowisku odprawy, czy błagalne prośby albo komplementy kierowane do pracowników linii załatwią sprawę. To nie działa!
     
  • Zamiast tego bądź lojalny wobec linii lotniczej zbierając mile. Posiadając wysoki status w jej programie dla często podróżujących pasażerów wielokrotnie zwiększasz swoje szanse na darmowy upgrade do klasy biznes. Gdy w nadmiarze zostaną sprzedane miejsca w klasie ekonomicznej, to właśnie spośród najbardziej lojalnych pasażerów linia wybierze osoby, którym zaoferuje przelot w lepszej kabinie. Niektórzy przewoźnicy nawet i bez tego przesadzają swoich najlepszych klientów do wyższej klasy, jeśli na danym rejsie zostały tam wolne miejsca.
     
  • Jeśli trzeba, idź na rękę przewoźnikowi. W razie overbookingu zgłoś się na ochotnika, zaakceptuj zmianę rezerwacji w przypadku odwołania lub opóźnienia twojego rejsu. Zgadzając się na propozycję linii (np. lot następnego dnia) nierzadko możesz wynegocjować w zamian przelot w wyższej klasie albo po prostu otrzymać go w podziękowaniu.
     
  • Umiejętnie korzystaj ze zgromadzonych mil za przeloty. Poświęć trochę czasu i zapoznaj się dokładnie z zasadami programu lojalnościowego, w którym uczestniczysz, sprawdź tabelę biletów-nagród, przejrzyj możliwe trasy i połączenia. Może się okazać, że zamiast wartego kilkaset złotych gadżetu ze sklepu wysyłkowego za tę samą liczbę mil zarezerwujesz przelot w klasie biznes do Azji czy Ameryki Południowej. 
     
  • Śledź promocje i bądź elastyczny. Czasami linie lotnicze oferują przeloty w klasie biznes za niewiele więcej niż konkurencja sprzedaje bilety ekonomiczne na tej samej lub podobnej trasie. 
     
  • Nawet gdy pojawiasz się na lotnisku z biletem w klasie ekonomicznej w ręku zawsze zapytaj przy odprawie o możliwość odpłatnego upgrade'u do wyższej klasy. Wielu przewoźników w ostatniej chwili  sprzedaje wolne miejsca w biznesie w o wiele niższej cenie. Linia zapewnia sobie w ten sposób dodatkowy przychód, a ty możesz za ułamek oryginalnej ceny skosztować trochę luksusu na pokładzie.

 

Michał Cessanis