- Zadyszka. To pierwsze, co dane nam było doświadczyć w Boliwii – wspomina Marcin Spiralski, członek ekspedycji naukowej „GEOpraktyki – na stokach Andów”. Na wysokości 4 100 m n. p. m. oddech staje się krótszy już w momencie opuszczania samolotu, a lotnisko położone w przylegającym do La Paz El Alto wcale nie było najwyżej położonym punktem na trasie rozpoczynającej się właśnie wyprawy.

Studenci należący do Koła Naukowego Geografów przy Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM wyszli z założenia, że zdobywanie wiedzy nie może odbywać się jedynie w salach wykładowych. Wyjazd do Ameryki Południowej udało im się zorganizować w ramach praktyk. Cele naukowe stanowiły mocny fundament podróży, ale w programie znalazło się również miejsce na zaspokojenie czysto turystycznej ciekawości, jaką musiała wzbudzić Boliwia.

 

Miasto. W krainie różnorodności

Główny plac La Paz, Plaza Murillo, od razu zainspirował studentów do chwilowego „wyłączenia” swojego wewnętrznego geografa. Odmienne, często niezrozumiałe zwyczaje i zasady korzystania z przestrzeni fascynowały przybyszów i obudziły reporterską ciekawość. 

- Dla nas, Europejczyków, dziwaczne wydają się zachowania lokalnej ludności w kwestiach higienicznych (panie ubijające śmietanę lub białko kurze na ulicy i sprzedające je razem z galaretką), obyczajowych (handlowanie talizmanami czy płodami lam) czy fizjologicznych (ludzie załatwiający swe potrzeby poza łaźniami publicznymi) – relacjonuje Marcin. Cóż...szybko się okazało, że nie tylko poznańscy studenci wnikliwie obserwowali otoczenie. Codzienna obecność gorliwie coś notujących "gringos" wzbudzała zainteresowanie nawet wśród boliwijskiej policji. Na Plaza Murillo znajdują się najważniejsze rządowe budynki, nad których bezpieczeństwem czuwają UTOP, jednostki specjalne państwowej policji. Poznaniacy musieli kilkukrotnie uzasadniać przed nimi naukowe podstawy swoich działań.

Gdy dołączył opiekun naukowy, glacjolog dr Jakub Małecki, zespół był gotowy do wyruszenia na badania w Andy. Zanim jednak na dobre pochłonęły ich wysokie góry i „geograficzne sprawy”, udało się jeszcze doświadczyć kilku sztandarowych boliwijskich atrakcji, m. in. obejrzeć walkę Cholitas i zjechać na rowerach słynną Drogą Śmierci.

 

Góry i … znów zadyszka

Fascynująca kultura południowoamerykańskiego kraju pewnie mogłaby wciągnąć młodych podróżników na dobre, ale to nie dla niej przebyli taki szmat drogi. Najważniejszą częścią praktyk miało być przeprowadzenie badań i pomiarów na lodowcach tropikalnych. Są one dobrymi indykatorami zmian klimatu, a za ich naukową atrakcyjnością dodatkowo przemawiają fakty, że stosunkowo szybko zanikają i zazwyczaj występują na niewielkich, trudno dostępnych obszarach. Lodowiec Charquini Sur był najważniejszym „stanowiskiem badawczym” w trakcie praktyk. 

Bazą, z której młodzi geografowie wyruszali na tereny lodowców, było schronisko Casa Blanca. Położenie na wysokości 4 800 m n.p.m. wywołało jeszcze intensywniejszą zadyszkę od tej, z którą zmagali się w La Paz, a dodatkowo pojawiły się inne objawy choroby wysokościowej. Bóle głowy, permanentne zmęczenie, mrowienie w kończynach, brak apetytu czy kłopoty żołądkowe nie omijały nikogo. Czoło lodowca znajdowało się jeszcze wyżej (na wysokości 5 300 m n. p. m.), więc codzienne podejścia stanowiły nie lada wyzwanie dla "nizinnych" organizmów. 

W związku z tym, że podczas pobytu w Andach, studenci nie odnotowali żadnego poważniejszego problemu z ekwipunkiem czy prowiantem, musieli przyznać, że to czynnik ludzki okazał się najsłabszym ogniwem. Na szczęście wspomagali się zaradnością. - Kilka razy udało nam się złapać stopa, co na wysokości 4 800 m n. p. m. stanowiło nie lada wyczyn - cieszy Beata Latos.  Zupełnie bezużyteczny okazał się natomiast dron, którzy zabrali ze sobą z zamiarem opracowania cyfrowego modelu terenu i obrazu Charguini Sur przy użyciu fotometrii. Niestety, z powodu rozrzedzonego powietrza, urządzenie gubiło sygnał GPS i sprawiało spore trudności w sterowaniu. Tylko rozsądek powstrzymywał badaczy od przypisywania mu złych intencji, zwłaszcza, gdy w trakcie jednego z manewrów jeden z nich omal nie stracił palca w konfrontacji z nieposłusznym dronem.

 

Dżungla

Pomiary zostały zrobione, próbki pobrane, notatki spisane, więc można było zejść z zimnych i wymagających And…prosto w amazońską dżunglę. Studenci udali się w rejony rzeki Rio Beni, jednego z dopływów Amazonki. Znajduje się tam ośrodek ONCA, który zajmuje się leczeniem dzikich zwierząt i przywracaniem ich do środowiska naturalnego. Młodzi badacze mieli tam odbyć wolontariat.

Najliczniejszą grupą podopiecznych były małpy kapucynki, ale nasi bohaterowie - z racji stosunkowo krótkiego pobytu - mniej zajmowali się zwierzętami skupiając się głównie na pracach naprawczych i konserwatorskich w ośrodku.  Wycinali maczetą ścieżki w dżungli, sadzili palmy kokosowe i bananowce, pomagali mieszkańcom odbudowywać domy po powodzi oraz - już na użytek własny - prowadzili badania pomiaru parowania.

 

Pustynia

Po ciężkiej acz satysfakcjonującej pracy musiał przyjść czas na nagrodę. Salar de Uyuni, największa pustynia solna na świecie, to obowiązkowy punkt na mapie każdego turysty odwiedzającego Boliwię. Dla geografów solnisko – wraz ze swoim szerokim repertuarem procesów i zjawisk geologicznych -  było jak najbardziej fascynujące laboratorium. - Absolutnie zjawiskowe, niesamowite, zapierające dech w piersiach – tyle mogliśmy od nich usłyszeć. Cóż, wyprawa chyba spełniła ich oczekiwania…i utwierdziła w przekonaniu, że trzeba organizować kolejne.

Poznańscy studenci są nadal głodni kolejnych odległych krajów, dlatego w tym roku w lipcu wyruszają do serca Eurazji – Kazachstanu.

Marcin Spiralski

Więcej możecie przeczytać na: geopraktyki.amu.edu.pl/pl/, zrzutka.pl/geopraktyki

 *Projekt Studenckiego Koła Naukowego Geografów im. Stanisława Pawłowskiego UAM „GEOpraktyki: Edycja II - Na Stokach Andów” zdobył I miejsce w kategorii Wyprawa Roku w konkursie Studenckiego Ruchu Naukowego „StRuNa” oraz I miejsce w konkursie PZU Studencki Projekt Roku w kategorii „Nauka i technika”