Mama ośmiomiesięcznego Rafira opowiada, jak odpowiedzialnie przygotować się do egzotycznej podróży z małym dzieckiem.

Pierwszy raz odwiedziłam Bangladesz 7 lat temu. Pracowałam wówczas w Ambasadzie Republiki Indii w Warszawie i zdecydowałam się na samotną wyprawę właśnie przez Indie: z Kalkuty pociągiem dotarłam do Maldy, miasteczka na północy Indii, a stamtąd taksówką do granicy z Bangladeszem. Na przejściu granicznym indyjski strażnik 8 godzin upewniał się, czy na pewno wiem, gdzie jadę. W ciągu 14 lat pracy widział kilku turystów, ale samotnej Europejki nigdy.

W Bangladeszu dominuje Islam, wskazany jest skromny strój. Należy przywyknąć do tego, że wszelkie pytania o pochodzenie czy cel podróży, nie są kierowane do samej zainteresowanej, ale do mężczyzny, którzy towarzyszy cudzoziemce.

Mój wniosek? Podróż do Bangladeszu, która nie ogranicza się do wizyty w stolicy, to nie zwiedzanie, ale… „bycie zwiedzanym” przez Banglijczyków. Wiele osób, zwłaszcza z małych miejscowości, nigdy wcześniej nie widziało Europejki.  Kobiety i dzieci często dotykały moich włosów i skóry, a ponieważ mam wyjątkowo jasną karnację, byłam egzotyczną atrakcją. Niektóre dzieci nawet płakały na mój widok!

Mimo to wróciłam tu w  2014 roku na 3,5 tygodnia, by w ramach pracy naukowej przeprowadzić badania pilotażowe wśród studentów bangladeskich uczelni. Wiedziałam, że jeszcze tu wrócę, by w ramach grantu dokończyć  swoje badania.

Tak też się stało. Trzeci wyjazd był jednak zupełnie inny. Tym razem towarzyszył mi mąż i ośmiomiesięczny syn Rafir. Wiele osób łapało się za głowę „Do Bangladeszu z niemowlakiem?!”, „Przecież to niebezpieczne!”.  Wróciliśmy cali i zdrowi. Najważniejszy okazał się rozsądek, choć i odrobina szczęścia się przydała.

Aby odpowiedzialnie przygotować się do dalekiej podróży z małym dzieckiem, trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników. Oto one!

 
10 wskazówek, jak przygotować się do egzotycznej podróży z niemowlakiem

 
1.    Klimat, strefa czasowa i aktualna pora roku

W Bangladeszu na przełomie lipca i sierpnia trwa monsun, który nad Zatoką Bengalską zawsze jest bardzo obfity w opady. Wiele budynków mieszkalnych ulega podtopieniom. Przypomina to nieco znaną nam aurę przed burzą – ciężkie chmury, niskie ciśnienie, wilgotne powietrze. Jeśli to możliwe - wybierzmy inny termin, jeśli nie - odpowiednio się do tego przygotujmy.


2.    Szczepienia

Niezbędna jest konsultacja z lekarzem. Ośmiomiesięczne dziecko nie może jeszcze przyjąć wszystkich szczepień, jakie zalecane są dorosłym podróżującym w tym kierunku. Poza wszystkimi obowiązkowymi dla wieku Rafira szczepieniami, zdecydowałam się na szczepienie przeciwko meningokokom i pneumokokom. Nasza lekarz co prawda zasugerowała, że taka podróż z dzieckiem to skrajna nieodpowiedzialność, ale przy okazji  dała wiele cennych wskazówek.
 

3.    Ubezpieczenie

Warto zaopatrzyć się w kompleksowy pakiet opieki medycznej oraz ubezpieczenie bagażu - na lotniku w Dhaka jego kondycja zostanie wystawiona na próbę. Doskonałym rozwiązaniem jest opakowanie bagażu rejestrowanego w folię.

Opieka medyczna w Bangladeszu jest płatna. Lekarze są często absolwentami zagranicznych uczelni, nie można im odmówić kompetencji i znajomości języków obcych. To jednak kraj wysokiego ryzyka i o problemy zdrowotne nietrudno. Podróżując z maluchem powinniśmy być bardziej uważni.


 
4.    Transport lotniczy

Warto wybrać linie lotnicze, które w swoich samolotach zapewniają kołyskę dla najmłodszych pasażerów. Należy unikać zbyt długich tras i wielu przesiadek. Linie Emirates spełniły nasze oczekiwania, przesiadka na lotnisku w Dubaju trwała kilka godzin, ale dzięki temu oba loty trwały dość krótko. Linie obdarowały nas zabawkami, a mały niemal całą podróż spędził w wygodnej kołysce zamontowanej na ścianie przed nami.

 

5.    Wózek czy nosidełko?

Nie polecam spacerówki. Tam naprawdę nie ma po czym jeździć, chodniki są rzadkością, a jeżeli już są - to mają wysokie krawężniki i nawet chodzenie wymaga gimnastyki. Spakowałam jedynie nosidełko ergonomiczne, ale było zbyt ciepło, aby je włożyć.

Zamiast tego warto zrobić miejsce na cienkie prześcieradła. Przydadzą się też własne ręczniki - tamtejsze są cienkie, bardziej  przypominają nasze ściereczki kuchenne.  Niezbędny okazał się termometr elektryczny do pomiaru temperatury posiłków, wody i powietrza.

 

6.    Transport na miejscu

W Bangladeszu najlepiej sprawdzają się motoriksza, pociąg i samochód. Kolej oferuje  do wynajęcia, klimatyzowane przedziały, w których znajdują się 4 łóżka (można zarezerwować cały przedział albo połowę). Pociągi rzadko przyjeżdżają na czas, ale sama podróż jest komfortowa i bezpieczna. W przeciwieństwie do autokarów, na które zdarzają się napady. Motoriksza jest bezpieczna, zamykana od środka, nikt z niej nie wypadnie i nikt nie wyrwie torebki czy komórki. Poza tym jest szybsza niż samochód, więc warto ją rozważyć podczas podroży np. po Dhaka – mieście, w którym nie ma żadnych świateł drogowych. Ruch pojazdów jest tu bardzo… dowolny i tym samym korki to codzienność.

Wypożyczenie klimatyzowanego auta wraz z kierowcą (12 h, trasa około 200 km) to koszt 2,500BDT. Gdy wynajmujący dowie się, że pasażerami będą cudzoziemcy, może ponieść cenę 4-krotnie! Takie kwestie, jak ustalenie kosztu samochodu lub hotelu, należy zostawić lokalnemu przewodnikowi, który język bengalski. Lepiej zniesie to nasz portfel.

Jak podaje CNN, Dhaka zajmuje przedostatnie miejsce na liście 140 miast pod względem jakości życia. Należy więc przygotować się, że załatwienie najdrobniejszych sprawy może trwać bardzo długo. Mówi się o ekstremalnie zanieczyszczonym powietrzu i wodzie. Moim zdaniem lepiej uciekać z tego miasta tak szybko, jak to możliwe.

 

7. Woda - kąpiel, jedzenie i picie

Woda w Bangladeszu jest naprawdę zanieczyszczona. Osad zbiera się nawet na wodzie przegotowanej. Pić należy tylko tę z butelki lub przefiltrowaną i przegotowaną. Malucha również zdecydowała się kąpać wyłącznie w ostudzonej przegotowanej wodzie. Należy pamiętać że w zdecydowanej większości bangladeskich hoteli i domów w łazienkach jest tylko zimna woda (jeden kurek).
Jedną z najcenniejszy rzeczy w tej podróży okazał się mały, półlitrowy czajnik elektryczny. Miałam go zawsze przy sobie. Dzięki niemu nie martwiłam się, czy woda na pewno została dobrze przegotowana.
Jeśli chodzi o jedzenie dla dziecka – konieczny jest własny prowiant. Spakowałam mleko, słoiczki, warzywa, kaszki i przekąski. Jedyny wyjątek - lokalne owoce (w sezonie monsunowym są niezwykle soczyste!

 
8. Realne zagrożenie: malaria i denga (komary)

Lekarz medycyny podróży ostrzegał -  im mniejsze dziecko tym większe prawdopodobieństwo malarii. Wspominając setki pogryzień z ostatniej podróży, zdecydowałam się na podawanie dawki pediatrycznej środka na malarię (w Polsce nie występuje, trzeba sprowadzić go z Niemiec lub zlecić w aptece rozdrobnienie). Zaopatrzyliśmy się w opaski nasączone aromatami naturalnymi, naklejki na ubrania, elektroniczny odstraszacz, lepy na muchy (bardzo przydały się na mrówki, których się nie spodziewaliśmy) oraz spraye. Te ostatnie traktowaliśmy jednak jako ostateczność - odradzano mi stosowanie mocnych środków chemicznych w obecności dziecka. Lepiej obić okna moskitierą.

Na szczęście ten monsun był wyjątkowo łagodny, a komarów - niewiele.

 

9. Ludzie

Bangladesz to kraj bardzo przeludniony. Jednocześnie bardzo rodzinny i zakochany w dzieciach - zwłaszcza cudzoziemskich. Rafir całe dnie spędzał na rękach! Chętnych do noszenia były setki. Obcy ludzie w restauracji, w hotelu, na ulicy zatrzymywali się, zagadywali, robili zdjęcia. Taki mały turysta to niezwykła atrakcja.

Z przeludnieniem wiąże się jednak ryzyko zachorowania - bakterie i wirusy rozprzestrzeniają się bardzo szybko. Ryzyko było mniejsze, bo na szczęście to jeszcze nie wiek na wspólne zabawy z innymi dziećmi. Jednocześnie to idealny wiek na wkładanie wszystkiego do buzi! Do dezynfekcji rąk używaliśmy antyseptyków (dla dziecka bezalkoholowy). Mieliśmy ze sobą spray do odkażania często używanych przedmiotów.

 
10. Klimatyzacja

Potrafi zmrozić krew w żyłach! To w zasadzie jedyna rzecz, która zaszkodziła maluchowi – o przeziębienie nie było trudno. Choć mieliśmy porządnie zaopatrzoną apteczkę to na lokalne problemy zdrowotne najlepsi okazali się lokalni specjaliści. Po kilku dniach po przeziębieniu nie było śladu.  Z polskich leków przydał się spray na ból gardła oraz czopki przeciwgorączkowe.
Radzę więc unikać klimatyzowanych pomieszczeń i zabierać ze sobą dodatkową warstwę ubrań.

 

Czy warto podróżować z niemowlakiem na koniec świata? Jeśli dziecko jest zdrowe – warto!

Ewa Rahman

___________________________

Właśnie trwa 10. edycja konkursu TRAVELERY. To najbardziej prestiżowe nagrody podróżnicze. Poznaj nominowanych: