Kielecczyzna zapewnia niezwykłe wrażenia. Można tu spotkać smoka albo wybrać się na spacer do piekła.

Krętymi schodami zmierzam 11 m pod ziemię, do największej kopalni krzemienia pasiastego w neolitycznej Europie. Tutaj, w Krzemionkach 6-5 tys. lat temu powstało około czterech tysięcy kopalń. Idę korytarzem, który niedawno wykopano na użytek turystów, by odsłonić ciasne i niskie tunele wyrobisk. Trasa zwiedzania ma aż 480 m długości; dobrze, że ałożyłam polar, bo temperatura wynosi tu zawsze około 5oC. Buły czarnych krzemieni wystają z białych wapiennych ścian. Przypominają przerośnięte rodzynki w cieście, niektóre są wielkości wiejskiego kołacza. Cenne konkrecje pracowicie wyłuskiwano, by w wielkiej wytwórni w pobliskim Ćmielowie produkować z nich siekiery. Wówczas, w epoce amfor kulistych, eksportowano je dalej niż za granice dzisiejszej Polski.

Powszechne zainteresowanie wyrobami z krzemienia skończyło się 2 tys. lat p.n.e., gdy ludzie nauczyli się przetwarzać brąz a później żelazo. W wielu osadach, m.in. w Rudkach i Nowej Słupi powstały wtedy huty żelaza, tzw. dymarki. Poznawszy tajemnice ludów neolitycznych, postanawiam cofnąć się do czasów, z których pochodził krzemień pasiasty, czyli do epoki dinozaurów. Jakieś 150 mln lat pokonuję szosą w kilka minut.

Z Krzemionek do Bałtowa, w którym mieści się Park Jurajski, jest tylko 8 km. Miejsce to wybrano nieprzypadkowo: na jednej ze skał naukowcy odkryli ślady pozostawione przez dinozaura.

O Parku Jurajskim już dawno słyszałam wiele pozytywnych opinii. Naturalnej wielkości kolorowe dinozaury i ich kuzyni stoją na trawie przy ścieżkach, szczerzą zęby i łypią groźnie na przechodniów. Można zajrzeć do pyska dimetrodonowi, zmierzyć się wzrostem z T. reksem, przejść między nogami 50-metrowej długości diplodoka. Niestety, większości fi gur nie wolno dotykać. Mimo to zwykle rozbrykane dzieci, które przyjechały tu na wycieczkę szkolną, z zaangażowaniem biorą udział w lekcji. Nadmiar energii zaraz pewnie rozładują na świetnie wyposażonym placu zabaw, a potem zwiedzą tutejsze zoo.

Tajemniczego klimatu kielecczyzny dalej jadę szukać na Łysej Górze, zwanej górą Św. Krzyża. Od wschodu prowadzi na nią pieszy szlak z Nowej Słupi, a od zachodu, przez Hutę Szklaną, droga asfaltowa. Kiedyś, jak podają legendy, na górze odbywały się zloty czarownic. Teraz podziwiać tam można Gołoborze i pogański wał kultowy sprzed XI w. Na szczycie góry porządku strzeże benedyktyńskie opactwo z relikwią Świętego Krzyża. To jej Góry Świętokrzyskie zawdzięczają nazwę. Znajduje się w XVII-wiecznej kaplicy Oleśnickich przy kościele pw. Trójcy Przenajświętszej.

Zanim wyruszę w dalszą drogę, zastanawiam się, co będzie ciekawsze: wizyta w raju czy w piekle.

W raju (Jaskini Raj) kiedyś już byłam, więc postanawiam pójść do piekła. By się tam dostać, należy podjechać samochodem do Niekłania Wlk., pozostawić go pod lasem i pokonać pieszo 1,3 km szeroką leśną ścieżką. Jakoś umknęło mojej uwagi, że droga do piekła może prowadzić przez czyściec zgotowany przez chmary żądnych krwi komarów. Od razu zaczynam żałować, że repelent na owady zostawiłam w aucie. Szybkim krokiem docieram do rezerwatu Skałki Piekło pod Niekłaniem. Ten widok robi wrażenie, warto było narazić się na nierówną walkę z komarami. Na długości kilometra wśród drzew ciągną się żółtoszare skałki piaskowcowe o kształtach 8-metrowych grzybów i kominów. Patrząc na piekielne formacje wyobrażam sobie, jak między skałkami biegały legendarne diabły, a Lucyfer wymierzał im karę za nieposłuszeństwo.


Po nocy spędzonej w Kielcach i szybkim zwiedzaniu miasta jadę do Orońska na festyn w Centrum Rzeźby Polskiej. Na scenie pod chmurką odbywa się pokaz tańców ludowych, dzieci uczą się lepić garnki na kole, a profesorowie rzeźby wśród salw śmiechu i żartów podejmują próby wykonania grafik pod okiem studentów Wydziału Sztuki Politechniki Radomskiej. – Festyn ma przybliżyć działalność naszego centrum – mówi Monika Bartoszek, kierownik Ośrodka Promocji i Dokumentacji Rzeźby. Powstają tu największe polskie rzeźby w kamieniu, prowadzone są programy edukacyjne dla szkół artystycznych. 13 września Bartoszek zaprasza na festyn zorganizowany we współpracy ze Stowarzyszeniem Wietnamczyków. Orońsko można również odwiedzić w zwykły dzień i pobyć wśród rzeźbiarzy. W pałacu Józefa Brandta zorganizowana jest wystawa wnętrz dworskich z XIX w., a w pobliskich budynkach – galerie Muzeum Rzeźby Współczesnej. Polecam spacer po zabytkowym parku, gdzie między drzewami wkomponowano 93 rzeźby. Warto poznać to niezwykłe miejsce, które stworzyli sobie artyści.