Fotograf miesiąca Adam Brzoza opowiada, jak zaczęła się jego przygoda z National Geographic Polska, dlaczego nigdy nie znudzą mu się góry i przekonuje, że można robić dobrą fotografię przy użyciu kompaktowego sprzętu.

 

Hanna Gadomska: Jak zostać fotografem National Geographic Polska?

Adam Brzoza: Moja przygoda z National Geographic Polska to był raczej przypadek. Wysłałem do redakcji reportażowe zdjęcia z podróży po Indiach. Zdjęcia wychwyciła fotoedytorka, przekazała je ówczesnemu dyrektorowi artystycznemu, który po jakimś czasie zwrócił się od mnie z propozycją. Chodziło o zlecenie na terenie Polski – dość nudny, ale wymagający fotograficznie temat.

Podjąłeś się?

Tak i szybko okazało się, że to, co ceni National Geographic to pewna stała jakość. Nie chodzi o to, by zrobić jedno genialne zdjęcie, ale by regularnie być w stanie dostarczać zdjęcia na dobrym poziomie. Z perspektywy czasu, jak patrzę na naszą współpracę, to myślę , że niejednokrotnie byłem testowany.

Legitymacja fotografa National Geographic Polska to przepustka czy raczej presja?

Nie chwalę się tym. Nie przedstawiam się w ten sposób. Kiedy fotografuję i potrzebny jest pewien kontakt z portretowanym, nie wytwarzam go mówiąc o swoich osiągnięciach, bo sama etykietka nie jest w stanie przełamać pewnych lodów. Więcej może dać anonimowość, rozmowa i prawdziwe zainteresowanie. Czasem na wyjazdach wyciągam legitymację prasową, co – jak się okazuje może  pomóc, ale może też zaszkodzić, bo pojawiają się myśli „o, fotograf National Geographic, ma pieniądze” i wtedy zwykła rozmowa, zdjęcie czy wstęp zaczynają sporo kosztować.

Kiedy fotografia stała się Twoim sposobem na życie?

Od kiedy pamiętam fotografia była moim sposobem na życie, ale niekoniecznie na zarabianie. Zawodowo, czyli za  pieniądze, fotografuję od 20 lat. Na samym początku na pierwsze aparaty zarabiałem, pracując fizycznie  w Szwecji. Możliwość zarobienia pieniędzy na fotografowaniu pojawiła się z czasem. Tak naprawdę pierwsze zlecenia, które mogły być płatne, zrobiłem za darmo.

 

Miałeś plan B, na wypadek gdyby z fotografią nie wyszło?

Nie miałem.

I nawet zdarzyło ci się wybrzydzać?

Ważniejsze jest dla mnie to, jak bardzo atrakcyjne jest dane zlecenie, czy jest wyzwaniem i rozwija mnie jako fotografa, a nie to, ile mogę na nim zarobić. Choć oczywiście - życie, sprzęt, rozwój – to wszystko kosztuje.

Nie znudziło ci się jeszcze fotografowanie gór?

Nigdy. Tu absolutnie nie ma mowy o znudzeniu. I nie sądzę, by kiedykolwiek miało się to stać. Góry są świetnym tematem. Bardzo twórczym. Przede wszystkim zawsze są inne. Np. na Kopie Kondrackiej byłem setki razy i nigdy nie było takich samych warunków. Jeśli bacznie obserwujesz naturę, te niuanse stają się jeszcze bardziej dostrzegalne.

Co potrafi Cię jeszcze zaskoczyć w górach?

Niespodziewana tęcza w deszczowy dzień, sarny na skraju lasu, mgły przez które wyjdzie słońce albo jakiś świeży opad śniegu.

Jakiś czas temu marszobiegiem udałem się Szpiglasową Przełęcz. Warunki były dalekie od idealnych. Inni popukaliby się w głowę. I choć na niebie wisiały ciężkie, nisko osadzone chmury, od strony Gubałówki dostrzegłem kawałek czystego nieba. Liczyłem, że jak słońce, schowane za chmurami, zacznie chylić się ku zachodowi, to przebije się przez te chmury, robiąc przy tym widowisko. I stało się. Cały pokaz trwał może 10 minut, ale było to zupełnie wyjątkowe – nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.

Czyli piękny słoneczny dzień nie jest już dla Ciebie tak atrakcyjny?

To właśnie nieprzewidywalne historie motywują mnie do tego , żeby odkrywać je  góry wciąż na nowo.

Nawet jeśli trzeba wstawać o 3 w nocy…

Ciągle do wyjścia w góry, czasem w środku nocy, pcha mnie po prostu ciekawość. Co spotka mnie tym razem? Co uda mi się zobaczyć?  Jakie przyniosę ze sobą zdjęcia? A fotografuję po to, by się podzielić z innymi. Chodzi o to, by ten dwuwymiarowy obrazek był w stanie dotrzeć do kogoś, kto ogląda go, wyrwany przypadkiem ze swojej rzeczywistości, w której przed chwilą jeszcze odbierał maile, czytał gazetę. Ten ktoś ocenia zdjęcie w ciągu 2-3 sekund i albo mu się podoba, albo nie. Cała sztuka polega na tym, by przekazać tę aurę i to w krótkim czasie.

Masz swoją ulubioną porę w górach?

Najbardziej lubię jesień. Słońce wtedy bardzo ciekawie pracuje. Do tego kolory: czerwienie i brązy. Różnice temperatur, które wywołują ciekawe zjawiska atmosferyczne. Wilgoć potrafi skraplać się w bardzo ciekawy sposób,  dzięki temu często jestem powyżej chmur i obserwuję zjawisko inwersji.

Ta praca wymaga poświecenia?

Kiedy robisz to, co kochasz nie ma mowy o poświęceniu. Cały czas jestem w ruchu, cały czas pracuję i  traktuję to jako zaletę.  Robię rzeczy, których wiele osób nie będzie miało okazji robić i to jest ogromna nagroda. Jesteśmy uzależnieni od pogody i od ludzi. Nie jest to taka normowana praca, że odbijamy sobie kartę od 9 do 17.

Jestem, jak to się mówi, człowiekiem sową – wolę późno chodzić spać i późno wstawać. Świetnie funkcjonuje w takim trybie. Mimo to dla wschodów słońca wstaje niejednokrotnie o 3 w nocy, choć tak naprawdę wolałbym się dopiero kłaść spać. Można więc powiedzieć, że pasja wygrywa z moja naturą. Jestem natomiast samotnikiem, a to się przydaje w pracy z naturą.

Biegasz po górach z ciężkim sprzętem?

- Właśnie nie. Często podkreślam, że można robić fotografię przez duże „f” przy pomocy lekkiego, kompaktowego sprzętu. Tym bardziej, że fotografowanie  przyrody, zwłaszcza w górach wymaga od nas tego, żebyśmy byli sprawni, zwinni i mobilni. Tu przydaje się lekki sprzęt i dobra kondycja. Dlatego robię dwa w jednym: trenuję i fotografuję jednocześnie. Dbam o formę, biegam ultramaratony górskie.

Na przykład jeśli jestem na Islandii, gdzie do lodowca mam 5 km, to bez dobrej kondycji miałbym przed sobą duże wyzwanie, poza tym mogłoby mnie ominąć niejedno widowisko, a jeśli 10 km biegiem będzie dla mnie  jak dla kogoś wyjście do innego pokoju, wtedy będę mógł pozwolić sobie fotograficznie na dużo więcej.

Czasem jest tak, że jestem w domu, nie planowałem nigdzie wychodzić, bo jest słaba pogoda, ale zobaczę, że na horyzoncie rysuje się jakaś dziura w chmurach, to szacuję swoje możliwości i wychodzę. Jeśli wiem, że mogę dotrzeć na Czerwone Wierchy w półtorej godziny, a nie w 6 jak pokazuje szlak turystyczny, to mam szanse na udane zdjęcia.

Rozumiem, że im lżej, tym szybciej, ale co z jakością  takich zdjęć zrobionych kompaktem?

 Jakość kompaktów jest dziś naprawdę zadowalająca. Nawet w telefonie możemy dziś zrobić zdjęcia w RAW-ie. To są zdjęcia, które się nadają do druku w gazecie czy na plakacie. Zdarzało mi się drukować na 20-metrowym bilbordzie.

Kiedy fotografuję po prostu robię więcej zdjęć, wtedy jest szansa, że któreś nie będzie poruszone. Natomiast nie wyłącza to z myślenia.

Starasz się myśleć o każdym kadrze, jakbyś miał ograniczoną liczbę zdjęć na kliszy?

Przyznaję się, że jeśli coś robi na mnie wrażenie, to łapię jak najwięcej kadrów: a może takie ujęcie, a może spróbuję znad głowy itd. Czasem kiedy fotografuję, daję się ponieść emocjom.

 

Adam Brzoza jako fotograf miesiąca przejmuje w marcu nasze media społecznościowe! Szukaj zdjęć Adama i jego fotograficznych wskazówek na naszym Instagramie @natgeopl