Co roku w porze lęgowej pingwiny królewskie biorą w posiadanie wyspę (nomen omen) Possession.

Najpierw dobiega nas wrzawa – odgłosy nawoływań, bójek, zalotów. Potem w nozdrza uderza dławiący odór guana, cuchnącego rybami i amoniakiem. Ale atak na zmysły słuchu i węchu to tylko przedsmak tego, co na leżącej 22,5 tys. km na północ od wybrzeży Antarktydy Île de la Possession czeka oczy. Dziesiątki tysięcy stojących skrzydło w skrzydło ptaków wypełniają tam dolinę od krańca do krańca, jakby zebrały się na gigantyczny wiec. Okazją do zgromadzenia jest panujące na półkuli południowej lato – okres lęgowy. To pora, gdy pingwiny, tak zwinne w wodzie, gramolą się niezgrabnie na brzeg, aby się pierzyć, szukać partnera i – jeśli szczęście dopisze – wyprowadzić nowe pokolenie piskląt. Wygląd pingwinów królewskich jest stosowny do nazwy. Mają blisko metr wzrostu, a ważą ok. 13 kg, co daje drugie, po cesarskich, miejsce pod względem wielkości w rodzinie. Należą też do najżywiej ubarwionych, mają pomarańczowe znamiona na głowie, dziobie, szyi i piersi.

Najrozleglejsza kolonia lęgowa na wyspie Possession zajmuje 36 ha usianego głazami gruntu, na którym trwają ciągłe przepychanki o działki, niczym na polu złotonośnym. Pingwiny królewskie nie budują gniazd. Na wywalczonej przestrzeni, którą dałoby się przykryć kapeluszem z szerokim rondem, samiec i samica przez ok. 55 dni wysiadują jajo, trzymając je na stopach i przykrywając fałdem skóry brzucha. Podobnie chronią wyklute pisklę. Zmieniają się co kilka-kilkanaście dni. W czasie gdy jedno zabiega o bezpieczeństwo i ciepło dla potomka, drugie dba o jego brzuch, szukając pożywienia w morzu. Po miesiącu od wyklucia pingwiniątka zejdą z rodzicielskich stóp, ale nadal będą czekać na pokarm. A jak wracający z jedzeniem rodzic trafi na swoje młode wśród tysięcy innych w harmidrze rozkrzyczanej kolonii? Otóż pozna je po... głosie.

Przed zimą młode nie są jeszcze samodzielne, dlatego gdy z jej nadejściem rodzice wyruszą żerować na północ, będą na nich czekać, nie jedząc, nawet przez trzy miesiące (wytrzymują pięć). Stracą wtedy połowę masy ciała, wiele zginie.

Najczęściej kolonii zagrażają burzyki i petrele olbrzymie, skrzydlaci drapieżcy z wielkim apetytem na jaja i pisklęta. Na zwalczanie natrętów przeciętny pingwini rodzic poświęca dziennie cztery godziny i 2 tys. dziobnięć. – Mimo tłoku nie miałem wrażenia chaosu – opowiada fotograf Stefano Unterthiner. – Ptaki wyglądały na świetnie zorganizowane, niczym uczestnicy żołnierskiego obozu.

Pingwiny królewskie mają kolonie lęgowe na siedmiu wyspach leżących w rejonie tzw. konwergencji antarktycznej, czyli strefy oceanów, gdzie zimne wody podbiegunowe spotykają się i mieszają z cieplejszymi, tworząc pas pokarmowej obfitości. Pingwiny królewskie świetnie pływają i nurkują; wędrują na żerowiska odległe nawet o 400 km. W głębinie polują na kałamarnice i ryby zwane świetlikami.

Liczebność gatunku ocenia się na 2,2 mln sztuk. Badania przeprowadzone niedawno na Wyspach Crozeta, gdzie odbywa lęgi połowa wszystkich pingwinów królewskich, wykazały jednak, że ocieplanie się mórz zmniejsza zasobność pokarmową obszarów wokół kolonii lęgowych. Na razie jednak pingwiny królewskie mają się dobrze.

Tom O'Neill