Cel jest jasny - ograniczyć śmiertelność kobiet podczas porodów oraz dzieci do piątego roku życia. Można to zrobić tylko pomagając medycznie na miejscu - w dolinie Irawadi.

Z pomocą długiej tyczki rybak ostrożnie manewruje łodzią. Po przeprawie przez gęsto zarośnięte kanały delty Irawadi w końcu naszym oczom ukazuje się wioska. Jej mieszkańcy zebrali się już przy budynku, w którym znajduje się prowizoryczna klinika. Większość z przyprowadzonych przez rodziców kilkulatków potrzebuje pomocy lekarskiej, ale na ich twarzach nie widać strachu. Zamiast płakać, zgromadzone dzieci z zaciekawieniem przyglądają się przybyszom. Mężczyźni bezzwłocznie przystępują do swoich obowiązków. W obskurnym pomieszczeniu rozstawiają kartony z lekami i przygotowują narzędzia potrzebne do badania. Ich ubrania zdobi biało-czerwone logo Polish Aid - Polskiej Pomocy. 

Mjanma, mimo stopniowo postępujących przemian społecznych, wciąż boryka się z problemami charakterystycznymi dla państw rozwijających się. Jakość życia w dużych miastach nie odstaje od innych krajów Azji Południowo-Wschodniej, jednak Birmańczycy mieszkający na prowincji  muszą radzić sobie brakiem dostępu do czystej wody oraz podstawowego zaplecza sanitarnego. Wiele do życzenia pozostawia również poziom opieki medycznej, a także świadomość dotycząca profilaktyki chorób zakaźnych. Po otwarciu granic w 2011 roku luki te próbują wypełnić organizacje pozarządowe, w tym Polska Misja Medyczna. Polscy wolontariusze od ponad dwóch lat pomagają mieszkańcom gminy Wakema. 

- Region ten charakteryzuje się dużą gęstością zaludnienia oraz niewystarczającą ilością wykwalifikowanego personelu medycznego. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, jeszcze w 2010 roku współczynnik ten wynosił trochę ponad jedną osobę (1.3) na tysiąc mieszkańców - tłumaczy Magda Komperda, koordynatorka misji w Mjanmie - Dodatkowo dostęp do wielu wiosek jest ograniczony, szczególnie w porze deszczowej. Ze względu na te trudności przeważająca większość kobiet decyduje się na poród w domu. Właśnie dlatego naszym głównym celem są szkolenia dla położnych oraz kobiet w ciąży.

Oprócz szkoleń, polscy lekarze prowadzą konsultacje dla swoich pacjentów. W zeszłym roku zgłosiło się do nich ponad czterysta kobiet w ciąży i sześćset dzieci. U dzieci najczęściej diagnozowano infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych oraz infekcje skóry. Choroby te wynikają przede wszystkim z braku dostępu do czystej wody i, co za tym idzie, nieprzestrzegania zasad higieny.  

Według wolontariuszy PMM dużym wyzwaniem są także różnice kulturowe. Delta Irawadi stanowi nieodłączny element życia Birmańczyków z południa. Kąpią się w niej, piorą swoje ubrania, spędzają wolny czas, ale także czerpią z niej wodę do przygotowywania posiłków. Zmiana tej mentalności wymaga edukacji od podstaw, która może potrwać wiele lat. 

- W jednym ze szpitali powiatowych próbowaliśmy przeforsować pomysł zamontowania kranów w salach dla pacjentów. Spotkało się to z dużym oporem. Personel obawiał się, że ludzie nie będą wiedzieli jak z tego udogodnienia korzystać. Ta oraz inne podobne sytuacje nauczyły nas, że zmiany należy wprowadzać stopniowo - podkreśla Magda Komperda. 

Szansa na inne życie

Uczniowie ubrani w tradycyjne szkolne mundurki ustawiają się w zielono-białej kolejce. Większość z nich uśmiecha się szeroko na widok mojego aparatu. Jedynie kiedy przychodzi ich kolej na szczepienie, niektórzy mocno zaciskają oczy i syczą teatralnie. Ukłucie igły rzeczywiście jest nieprzyjemne, jednak ma nieoceniony wpływ na życie całych generacji Birmańczyków. 

Według danych zebranych przez Myanmar Liver Foundation, około 6,5% Birmańczyków zakażonych jest wirusowym zapaleniem wątroby typu B. Zarazem na prowincjach liczba chorujących dorosłych sięga nawet 24%. Starszym pokoleniom nie da się już pomóc, jednak zdrowe osoby można objąć szczepieniami ochronnymi. Od kilku lat birmański rząd prowadzi takie działania, ale nie obejmują one dzieci powyżej czternastego roku życia. Lukę tę starają się wypełnić polscy medycy. Jednym z nich jest Jacek Szewczyk, lekarz pediatra z Łodzi. 

- Na wzw B choruje się całe życie, to bomba z opóźnionym zapłonem. W najgorszym przypadku choroba doprowadza do nowotworu lub marskości wątroby. Do tego bardzo szybko się rozprzestrzenia, dlatego nosiciel stanowi poważne zagrożenie dla innych. Aby temu przeciwdziałać, prowadzimy nie tylko szczepienia na szeroką skalę, ale także edukujemy naszych pacjentów.

W minionym roku zaszczepiono ponad sześćset dzieci między czternastym, a szesnastym rokiem życia. W ciągu najbliższych miesięcy liczba ta ma ulec podwojeniu. Według doktora Szewczyka akcja ma bardzo duży wpływ na całą populację w prowincji Wakema. - Kobieta w ciąży przenosi wirus na swoje dziecko, a przecież szczepieni przez nas nastolatkowie wchodzą w okres reprodukcyjny. Dajemy tym ludziom szansę, że będą zupełnie innymi Birmańczykami - podkreśla.  

Zmniejszyć śmiertelność dzieci

W chwili, w której dobijamy do brzegu, obstępuje nas wielobarwny tłum. Na umówiony znak rozbrzmiewa tradycyjna muzyka, do której młodzi tancerze wykonują hipnotyzujący układ. Jednocześnie co chwile ktoś wkłada w nasze ręce kwiaty oraz inne drobne podarunki. Otwartość i radość tych ludzi może zaskakiwać, ale lokalna społeczność ma powód do świętowania. Za sprawą działań Polskiej Misji Medycznej, w wiosce otwarto niewielką klinikę. Od teraz w przypadku choroby jej mieszkańcy nie będą musieli udawać się w długą i kosztowną podróż. Nad ich zdrowiem będzie czuwać miejscowa położna. 

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych, w wyniku powikłań porodowych na 100 tys. urodzeń umiera nawet 200 birmańskich kobiet. Dla porównania w 2018 roku statystycznie porodu nie przeżyją trzy Polki.  

Ewa Piekarska, szefowa Polskiej Misji Medycznej zauważa, że sama wiedza medyczna w Mjanmie nie odbiega od tej z Europy czy ze Stanów. Nie można tego powiedzieć o wyposażeniu szpitali, które nawet w dużych miastach pozostawia dużo do życzenia. Zarazem większość Birmańczyków jest odciętych od profesjonalnej pomocy lekarskiej i „leczy się" zgodnie ze swoimi wierzeniami oraz wskazaniami medycyny tradycyjnej. 

- Birmańczycy radzą sobie samodzielnie od setek lat i wielu z nich dożywa sędziwego wieku. Nam zależy na tym, żeby podnieść ich świadomość medyczną i zmniejszyć śmiertelność okołoporodową kobiet oraz dzieci do piątego roku życia - według Ewy Piekarskiej ciężar tego zadania spoczywa nie tylko na rękach polskich wolontariuszy, ale przede wszystkim miejscowych pielęgniarkach i położnych. W Mjanmie to one są na pierwszej linii w walce o zdrowie i życie Birmańczyków, a lokalne przychodnie są jedynym miejscem, w którym miejscowi mogą uzyskać pomoc. 

- Możemy się różnić kulturowo, ale niezależnie od tego cenimy podobne wartości. Chcemy mieć szczęśliwą rodzinę oraz zdrowe dzieci. Jako wolontariusze robimy wszystko co w naszej mocy, żeby umożliwić takie życie nawet na najdalszym krańcu świata. 

Michał Zieliński