Potrzebujesz z rana filiżanki kawy? Nie wyobrażasz sobie życia bez herbaty? A może wspomagasz się często napojami energetycznymi? Wszystkie łączy jeden składnik - kofeina. Czy to niewinna substancja, czy też, jak twierdzą niektórzy, narkotyk jak wiele innych?


Wzrost niepokoju i nerwowości
 

Co do spożycia kofeiny wśród dzieci, to jasne, że ich niższa masa ciała oznacza, powinny przyjmować mniejsze ilości niż dorośli. W raporcie irlandzkiej Komisji ds. napojów pobudzających zaleca się, żeby zniechęcać dzieci do spożywania napojów z wysoką zawartością kofeiny, aby uniknąć ewentualnego wzrostu niepokoju czy nerwowości. Nie ma jednak jednoznacznych dowodów, by kofeina w małych ilościach była szkodliwa dla dzieci. Raport australijskiego i nowozelandzkiego Urzędu ds. żywności stwierdza, że dzieci prawdopodobnie metabolizują kofeinę szybciej i nie ma powodów, aby podejrzewać, że są one bardziej podatne na jej wpływ - dobry czy zły - niż dorośli.
 

Nawet dla kobiet w ciąży, grupie osób, której Agencja Żywności i Leków zaleca unikanie kofeiny, jeśli to możliwe, ryzyko wydaje się małe, o ile dawka dzienna jest utrzymywana na umiarkowanym poziomie. Michael Bracken, epidemiolog zajmujący się badaniami okołoporodowymi z Wydziału zdrowia publicznego w Yale, prześledził zwyczaje tysięcy kobiet w ciąży w ciągu ostatnich dwóch dekad i stwierdził: „Na podstawie aktualnych danych możemy śmiało powiedzieć kobietom w ciąży, że jeśli spożywają mniej niż 300 miligramów kofeiny dziennie - to jedna do dwóch filiżanek kawy - nie robią nic szkodliwego dla dziecka.”
 

Po kilkudziesięciu latach badań kofeina pozostaje na prowadzonej przez Agencję Żywności i Leków liście dodatków do żywności „ogólnie uważanych za bezpieczne”.
 

– Patrząc na wszystkie badania poświęcone kofeinie bardzo trudno dowieść, że umiarkowane spożycie jest szkodliwe – wyjaśnia Bergman. – Efekty behawioralne występują, ale łagodne. Bez wątpienia pojawia się pewne uzależnienie fizyczne. Wstaję rano i zwykle wypijam dwie filiżanki kawy. Ale jeśli tego nie zrobię, nie poczuję ciężkich objawów odstawienia.
 

Niektórzy stosujący regularnie kofeinę mogliby się spierać z Bergmanem: dzień bez kofeiny może powodować bóle głowy, drażliwość, brak energii i, oczywiście, senność. Ale w porównaniu z rezygnacją z kokainy lub heroiny, odstawienie kofeiny jest szybkie i łatwe. Objawy zazwyczaj znikają w ciągu dwóch do czterech dni, choć mogą trwać nawet tydzień lub dłużej. Mimo to, chęć uniknięcia nieprzyjemności z odstawienia może wyjaśnić, dlaczego miliardy ludzi tak chętnie codziennie ją spożywają. Osoba, która mówi: „Jestem nieznośny nim wypiję pierwszą filiżankę kawy rano”" opisuje łagodną formę uzależnienia.
 

W rzeczywistości, Jack James twierdzi, że powszechne fizyczne uzależnienie od kofeiny mogło wpłynąć na wyniki badań, wyolbrzymiając efekt poprawy nastroju przez kofeinę. Jeśli naukowcy porównują dwie grupy badanych - tych, którzy otrzymali dawkę kofeiny i tych, którzy mają mają ją otrzymać - jakakolwiek poprawa nastroju lub funkcjonowania w grupie spożywającej kofeinę może wynikać po prostu z likwidacji objawów odstawienia. – Być może wszyscy jesteśmy uwikłani w ten niekończący się cykl – zgadza się Derk-Jan Dijk, fizjolog z Uniwersytetu w Surrey pracujący w centrum badań snu. – Spożywasz kofeinę i jesteś bardziej czujny. Potem następnego dnia rano, efekt mija i potrzebujesz jej więcej, aby przywrócić czujność. Ale może moglibyśmy wyrwać się z tego cyklu. Ci z nas, którzy pracują w ciągu dnia, mogą robić to tak samo dobrze bez kofeiny.
 

Z drugiej strony, rytuał wypicia kawy z rana, może ze słodkim rogalikiem, jest normalną częścią życia, która nas cieszy. Uspokaja. Pomaga zaplanować dzień. To coś, co może przydać się każdemu. Przez wieki ludzie tworzyli liczne rytuały towarzyszące spożywaniu ich ulubionego narkotyku. Często przerastały one sam napój. Spójrzmy choćby na japońską surową i elegancką ceremonię parzenia herbaty, czyli chanoyu. Proste wnętrze herbaciarni, miękki szelest kimono po podłodze tatami i piękno formowanych ręcznie brązowych filiżanek są tak samo ważne, jak sama herbata.
 

Brytyjczycy obrócili swój popołudniowy rytuał w konkurs przepychu i luksusu. W lśniącym blaskiem londyńskim królestwie jedzenia Fortnum & Mason popołudniowa herbata jest serwowana pośród zielonych, marmurowych kolumn i ogromnych kwiatowych wzorów, w delikatnych złoto-zielonych porcelanowych filiżankach. Usłużni kelnerzy podają przekąski, bułeczki z gęstą śmietaną i tarty z owocami tropikalnymi do herbaty Earl Grey lub Lapsang Souchong. Pianista w środku pomieszczenia odgrywa „On the Sunny Side of the Street” (Po słonecznej stronie ulicy), co idealnie to współgra z miejscem, bo rzeczywiście można się poczuć bogatym jak Rockefeller, przynajmniej dopóki nie skończy się herbata i nie pojawi się rachunek na, bagatela, 44 funty.
 

Amerykanie, bardziej praktyczni, skupili się na raczej swobodnym zbiorze kofeinowych rytuałów: pączek wiedeński i kawa w lokalnym Dunkin' Donuts lub kawa instant ze sproszkowaną śmietanką i słodzikiem przy biurku. Jednak w ciągu ostatnich dziesięciu lat, amerykański poranny rytuał spożywania kofeiny stał się zdecydowanie bardziej ekskluzywny. Zalew nowych kawiarni zmienił kubek lury za 75 centów z darmową dolewką w ekstrawagancką kawę za sześć dolarów, parzoną i dobieraną smakowo specjalnie dla każdego klienta przez baristę.
 

– Stworzyliśmy zupełnie nowy rytuał picia kawy w tym kraju – mówi Howard Schultz, założyciel Starbucksa. W ciągu dwudziestu lat Schultz przemienił kawiarnię na rogu Fourth i Spring w Seattle w firmę z listy Fortune 500, budując międzynarodową ikonę tak znaną na całym świecie, że nawet Playboy zrobił sesję „Kobiety Starbucksa”. Pijący pięć filiżanek kawy dziennie, 51-letni Schultz z werwą kręci się po biurze i opowiada, jak to wszystko się zaczęło.
 

Schultz był w Seattle sprzedawcą ziaren kawy dla sklepu Starbucks - nazwanym na cześć pierwszego oficera Moby'ego Dicka Melville'a - kiedy odwiedził Mediolan w 1983 roku i zakochał się w atmosferze tej wielkiej włoskiej instytucji, barze espresso. – Chodziło o doskonałą kawę, ale jeszcze o coś więcej – mówi z zaangażowaniem. – Chodziło o rozmowę. O społeczność. O relacje międzyludzkie. A kawa łączyła to wszystko. Pomyślałem, że możemy to zrobić w Seattle.