Australijski rząd twierdzi, że budowa lotniska jest niezbędna, aby zapewnić naukowcom i zespołom ratunkowym całoroczny dostęp do stacji badawczej Davis, najbardziej wysuniętej na południe bazy Australii na Antarktydzie. Pod uwagę brane są również obawy strategiczne. Australia chce przeciwdziałać rosnącej obecności Chin na zamarzniętym kontynencie. 

Pas startowy i lądowisko miałyby powstać na terenie oazy Vestfold w regionie Ziemi Księżniczki Elżbiety, niedaleko australijskiej stacji badawczej. Proces budowy prawdopodobnie wymagałby wysadzenia skał i zastąpienia ich 115 tys. ton betonu – wylicza „The Guardian”.

Planowany przez Australię nowy pas startowy miałby 2,7 km długości i 40 metrów szerokości. W przeciwieństwie do istniejących lodowych i żwirowych pasów startowych na Antarktydzie byłaby to stała konstrukcja, zbudowana z cementu i 11500 betonowych bloków, z których każdy waży ponad 10 ton.

Ekolodzy twierdzą, że wielomiliardowy plan jest niepotrzebny i szkodliwy. To nie tylko strata pieniędzy, ale przede wszystkim groźba wywołania niszczycielskiego wyścigu budowlanego między krajami, które mają na Antarktydzie swoje bazy.

Sytuacja bezprecedensowa

– Jest to sytuacja bezprecedensowa na Antarktydzie, pod względem skali inwestycji i jej wpływu na środowisko. Chociaż robi się to w imię nauki, niewielu naukowców jest nastawionych do pomysłu entuzjastycznie. Chodzi raczej o machanie flagami. O umocnienie obecności Australii w regionie – ocenia Shaun Brooks, naukowiec z Instytutu Badań Morskich i Antarktycznych Uniwersytetu na Tasmanii.

Szacuje, że projekt zwiększyłby istniejącą na kontynencie infrastrukturę o 40 proc., co byłoby szkodliwe dla środowisko naturalnego.

– Jak można uzasadnić budowę pasa startowego o wartości wielu miliardów dolarów dla bazy liczącej tylko 19 osób w okresie zimowym, która jest utrzymywana bez problemów od 1957 roku? – pyta Brooks podając w wątpliwość zasadność realizacji projektu. 

Kolejnymi problemami, na jakie wskazują krytycy, są zanieczyszczenia, kurz, hałas i emisje dwutlenku węgla, których poziom znacznie nasiliłby się nie tyle przez pracę lotniska, co już w procesie budowy. Przewiduje się, że sama wysyłka materiałów z Hobart w Tasmanii zajęłaby ponad dekadę i wymagał 100 rejsów lodołamaczami. 

Rząd Australii twierdzi, że ziemia zostanie wyrównana przez wysadzanie skał, kruszenie ich i wypełnienie betonem. Projekt wymagałby także budowy magazynu materiałów wybuchowych, rekultywacji terenu morskiego pod nowe nabrzeże, nowych zbiorników na paliwo lotnicze oraz 4 km drogi dojazdowej.

Straty nie do oszacowania

Oprócz zniszczenia siedlisk dzikich zwierząt podczas budowy, eksploatacja ukończonego lotniska przyniosłaby regularne zakłócenia w koloniach lęgowych petreli olbrzymich, fok i pingwinów białookich.

Liczne badania, która przywołuje Guardian, wykazały negatywny wpływ samolotów na faunę Antarktyki. Już w latach 80. XX wieku udowodniono, że pojedynczy zrzut poczty z nisko lecącego samolotu doprowadził do wybuchu paniki w kolonii pingwinów królewskich, która spowodowała śmierć 7 000 osobników.

Wzgórza oazy Vestfold, gdzie miałoby powstać lotnisko, są domem dla kolonii pingwinów białookich. Zagrożenie jest tym większe, że ten gatunek pingwinów w trakcie wysiadania musi długo utrzymywać jaja w jednym miejscu, aby młode mogły się pomyślnie wykluć. Jeśli przelatujące samoloty spłoszą osobniki wysiadujące jaja, mogą zostać one uszkodzone przez zimne wiatry lub paść łupem drapieżników. 

Naruszenie własnego prawa

Politycy zapytali, czy rząd nie złamie własnych wytycznych, które mówią, że samoloty nie powinny latać w odległości 2,1 km od kolonii pingwinów i że żaden pas startowy nie powinien znajdować się w promieniu 500 metrów od lęgowiska fok. Senator Partii Zielonych Peter Whish-Wilso zapytał, w jaki sposób projekt o największym śladzie ludzkim w historii Antarktyki może być zgodny z deklarowanym celem Australii, jakim jest promowanie „przywództwa i zarządzania środowiskiem” w regionie. 

Australijski Wydział Antarktyczny poinformował, że ocena środowiskowa zostanie poddana kontroli, przedłożona do informacji innym krajom traktatu antarktycznego i udostępniona do konsultacji społecznych w Australii i na całym świecie.

Pomysł budowy lotniska powrócił na agendę po tym, jak w czasie świat Bożego Narodzenia konieczne było przeprowadzenie akcji ratunkowej i ewakuowanie jednego z członków australijskiej stacji badawczej. Aby w pobliżu bazy mógł wylądować śmigłowiec ratunkowy, konieczne było utworzenie tymczasowego lądowiska. Zrobiono to przez wyrównanie naturalnego terenu. Część australijskich polityków zwróciła jednak uwagę, że prace te znacznie wydłużyły czas trwania akcji.