Doktor Jarosław Derejczyk jest geriatrą i gerontologiem z prawie 40-letnią praktyką - przepytujemy go o sens oszukiwania starości.

Jeśli w jej dokumentach nie ma pomyłki, najstarsza kobieta na świecie, Sakhan Dosova, żyje w Kazachstanie i ma 130 lat. 115 lat ma Amerykanka Gertruda Baines. 115 lat dożyła zmarła w tym roku Portugalka Maria de Jesus. Okazuje się, że kobiety żyją dłużej. Dzięki hormonom?

Rzeczywiście, w pewnym stopniu jest to zasługa estrogenów, które chronią naczynia krwionośne i mózg. Testosteron ma takie działanie w stosunku do mózgu, ale mniej dla naczyń. O tym, że mężczyźni średnio żyją krócej, decyduje wiele czynników, ważny jest m.in. poziom stresu. Często podejmują pracę bardziej ryzykowną, wymagającą większego fizycznego wysiłku. Chociaż gdy matka ma trójkę czy czwórkę dzieci, to w ich wychowanie wkłada gigantyczną energię. Na ogół jednak to ojciec pracuje na utrzymanie rodziny i jego organizm jest bardziej obciążony przewlekłym stresem. Komórki mózgu starzeją się szybciej u pracujących w nadmiarze, powyżej 60 godzin na tydzień.

„Sto lat” to tradycyjne życzenia, które składamy jubilatom. Na jak długie życie teoretycznie możemy liczyć?

30 lat temu miałem na swoim oddziale dwóch 90-latków, w tej chwili mam ich pięciu czy sześciu, czyli osób w wieku 85+ przybywa. Nazywamy to „siwieniem starości”. Gerontolodzy uważają, że możemy dożyć w tym stuleciu 120 lat, chociaż według niektórych badaczy mamy szanse na więcej. Poszukuje się gerontogenów, które mogłyby nam pomóc przekroczyć tę granicę.
 

Genetyk Valter Longo z University of Southern California stworzył szczep drożdży, które mogą żyć dziesięciokrotnie dłużej. Usunął z ich genomu geny RAS 2 i SCH 9 i żywił niskokaloryczną dietą. Uważa, że z czasem uda się poznać mechanizm długowieczności, co umożliwi przedłużenie życia człowiekowi nawet do 800 lat.

Geny RAS2 i SCH9 u drożdży wpływają na dłuższe i sprawniejsze dzielenie się komórek. U myszy odpowiadają za rozdział, na jaki tor metabolizmu kierowane są komórki. Restrykcyjny kalorycznie, z uboższą przemianą tlenową, warunkujący przetrwanie, czy reprodukcyjny, z krótszym czasem życia. Wydaje się, że właściwą drogą do wydłużenia ludzkiego życia jest poszukiwanie związku pomiędzy liczbą kalorii, które spożywamy, a genami odpowiedzialnymi za tlenową przemianę materii. Żyjemy w atmosferze tlenu, niezbędnego do oddychania, a kalorie są potrzebne do produkcji związków energetycznych odżywiających komórki. Jednak ta mieszanka – powstawanie związków dających energię oraz tlen – powoduje, że w naszym ciele w ciągu 70 lat życia produkuje się ok. 130 kg bardzo aktywnych cząstek – rodników tlenu, powstających w mitochondriach. Jeśli mitochondria są nieszczelne, rodniki niszczą komórki, uszkadzając m.in. chromosomy. To rodniki przyczyniają się do tego, że mamy zniszczone naczynia, z twardszym kolagenem, miażdżycę, wysoki poziom utlenionego cholesterolu, nadciśnienie, cukrzycę, nieelastyczne, pozbawione wody chrząstki. Chromosomy ludzi starych biologicznie są silnie zużyte, mają więcej mutacji, czyli błędów, i są krótsze. Ludzki organizm posiada system naturalnych zabezpieczeń przed aktywnym tlenem – antyoksydantów. Są to enzymy, białka, mikroelementy – kilkadziesiąt związków. Zdolność do usuwania uszkodzonych w trakcie przemiany materii produktów nazywa się systemem napraw. On limituje długość życia w dobrej kondycji.

Co decyduje o jakości funkcjonowania naszego systemu napraw?

O tym, że obrona przed rodnikami tlenowymi jest szczelna albo nie, decyduje liczba spożywanych kalorii, geny systemu napraw, nasycenie diety antyoksydantami i intensywność produkcji hormonów. Trzeba jednak pamiętać, że wolne rodniki nie są jedynym czynnikiem odpowiedzialnym za starzenie się organizmu, a zatem wzbogacanie diety antyoksydantami w postaci np. witamin nie wystarczy. System napraw każdego z nas jest inny. U osób długowiecznych poziom aktywności enzymów, które wymiatają wolne rodniki, jest wyższy. Gerontogenami są też m.in. te odpowiedzialne za odporność organizmu na zakażenia bakteryjne i kontrolę intensywności reakcji zapalnej. Zaliczamy też do nich geny, które regulują produkcję receptorów insuliny i czynników do niej podobnych – pod wpływem diety zawierającej cukier. Ważne dla starzenia są też geny regulujące produkcję czynników wzrostu i komórek macierzystych, naprawiających białkowe uszkodzenia w komórce i zniszczonej tkance.

Czasem ludzie nie dbają o zdrowie, a żyją długo w niezłej formie…

Różnorodność genetyczna sprawia, że organizmy niektórych ludzi, nawet jeśli wypalą tony papierosów, będą się dłużej broniły. Chociaż gdyby nie palili, żyliby jeszcze dłużej. Gerontogeny potrafią ochronić człowieka przed dużymi ilościami toksyn, poziomem stresu, niezdrową dietą. Mamy w Polsce kilka tysięcy stulatków, jednak osób zdrowych jest w tej grupie mało. Większość po prostu toleruje bez szkodliwych następstw chorobę i to wyróżnia osoby długowieczne – utrzymana adaptacja do choroby.

Są rejony świata, w których ludzie żyją dłużej i w lepszej kondycji. Co mówi na ten temat etnogerontologia?

W grupach, które żyją długo lub krótko, można zauważyć wspólne cechy. U tych długowiecznych znaczenie ma wolniejsze tempo życia i pewna odległość od cywilizacji, co wspomaga ochronę narządów i naczyń. Stwierdzono też, że ludzie żyją dłużej tam, gdzie nie dojadają, a nawet gdzie bywają okresy głodu. Także tam, gdzie w diecie jest mało mięsa, a dużo ryb, i tam, gdzie pracuje się na roli. Gdy po wojnie badano byłych więźniów obozów niewoli, okazywało się, że mieli mniej zaawansowaną miażdżycę. Z powodu niedojadania i głodu żyli potem dłużej w porównaniu z normalnie żywiącymi się ludźmi. Oczywiście, nie mówimy o tych, którzy byli przedmiotem eksperymentów biologicznych.

Czyli na wsi ludzie powinni żyć dłużej?

Postrzeganie terenów wiejskich jako warunku zdrowej starości jest uproszczeniem, gdyż na wsiach występują częściej zagrożenia sanitarne, a ponadto, aby utrzymać gotowość do obrony przed zanieczyszczeniami, toksynami i drobnoustrojami, organizm człowieka nie może być pozbawiany kontaktu z nimi. Zjawisko hormezy to stymulowanie do wyższej gotowości układów ochronnych poprzez kontakt z niskimi stężeniami toksyn, co przy sterylnym środowisku wpływa niekorzystnie na długość życia.

W słynącej z długowieczności Japonii średnia długość życia to 79 lat dla mężczyzn i 86 dla kobiet. Prawie równie długo żyją mieszkańcy Andory i Monako (78/85), Szwajcarzy (79/84), Islandczycy i Szwedzi (79/83), Hiszpanie i Włosi (78/84).

Porównując średnią długość życia pod różnymi szerokościami geograficznymi, trzeba przyjrzeć się poziomowi rywalizacji wewnątrz grup społecznych i napięciom klasowym, poziomowi edukacji i wiedzy o stylu życia, ryzykownym zachowaniom, takim jak turystyka seksualna, dostępowi do opieki medycznej, do bezpiecznych dróg. Jest jeszcze coś, co częściej niż wojna zabija, a o czym nie mówimy na co dzień. Myślę o dostępie do niezdrowej, nadmiernie kalorycznej żywności dla młodzieży.

Zatem na razie sposobem na zachowanie młodości jest głodówka?

Ograniczenie kalorii. Chodzi o to, by umieć je limitować albo bilansować z wysiłkiem fizycznym. Niestety, jedzenie oprócz kalorii, białka, węglowodanów, minerałów dostarcza nam rosnącej z wiekiem przyjemności. Jest zakodowane w systemie nagrody, a więc w mózgu, który wpływa na produkcję neurohormonów powodujących satysfakcję i zadowolenie. W dodatku z wiekiem wolniej dochodzi do zaspokojenia głodu. Grelina, hormon wydzielany z dwunastnicy, który wywołuje uczucie sytości, z wiekiem jest gorzej produkowany. Gdy jemy szybko, to nim sygnał dotrze do mózgu, zdążymy jeszcze połknąć sporą porcję. Gdybyśmy byli młodsi o 15–20 lat, już bylibyśmy syci. A zatem wolniej jedząc, łatwiej zgramy ilość pokarmu z uczuciem sytości. Nasze geny mają tendencję do gromadzenia zapasów. Kiedyś dzięki temu insulinooporność pozwalała na dłużej utrzymać we krwi rzadko spożywany cukier. Połowa z nas posiada geny kumulacji sprzed milionów lat i przy nadmiarze kalorii ujawnimy te geny pod postacią cukrzycy, otyłości, nadciśnienia, zaburzeń tłuszczowych, a po czterdziestce w postaci zawałów serca i udarów mózgu.

Co i ile powinniśmy jeść, żeby żyć dłużej?

Bardzo wartościowymi składnikami diety są ryby morskie, zawierające resolwiny i tłuszcze serii omega 3, które blokują niszczenie ściany naczyń przez nasycone kwasy tłuszczowe, utleniony cholesterol i nadmiar żelaza, który powstaje przy diecie mięsnej. Oleje nienasycone spożywane w oliwie, czerwone barwniki antocyjany i katechiny z grupy flawonoidów, zawarte w winie lub aronii, likopen w sokach z pomidorów czy resweratrol ze skórek czerwonych winogron to składniki jednej z najzdrowszych diet świata – śródziemnomorskiej. Ważne, ile mikroelementów spożywamy w racjach dziennych. Wiele witamin (A, E, D3, C i K) ma znaczenie dla sprawności systemu napraw w tkankach.

W którym momencie zaczynamy się starzeć?

Od urodzenia. Starzenie jest procesem wpisanym w nasze geny. W chwili gdy się połączy komórka jajowa z plemnikiem, już jest program starzenia, ale ujawnia się bardzo powoli, bo ważniejszy od niego jest program przekazania życia. Proces wymiany tych programów rozpoczyna się ok. 40. roku życia, chociaż są narządy i fragmenty tkanek, które zanikają już w życiu płodowym. Zanik jest elementem rozwoju. Z czasem degeneracja tkanek jest coraz szybsza i w 45. roku życia pojawiają się zmiany, których nie było, gdy człowiek miał lat 20. Zatem okres przedstarczy rozpoczyna się od 45. roku życia. Gerontolog z uniwersytetu w Newcastle, prof. Tom Kirkwood, powiedział, że ciało jest jednorazowym opakowaniem dla komórek płciowych, które przekazują życie. Nazwał to teorią zużywającego się w procesie reprodukcji ciała. Według niej celem ewolucji nie było owe 100 lat życia, którego sobie życzymy podczas urodzinowych przyjęć, tylko dotrwanie do momentu, gdy nasze dzieci dorosną i staną się samodzielne.

Czy tak samo starzeje się mózg?

W mózgu maksymalna liczba komórek rośnie do 7. roku życia, potem ulegają one rearanżacji, a w wieku 10, 12, 16 lat człowiek osiąga optymalną zdolność uczenia się i zapamiętywania. Najwyższy potencjał ma w wieku 20–25 lat. Od 40–45. roku życia zaczynamy tracić liczbę połączeń i komórek mózgowych. Warto pamiętać, że tu obowiązuje zasada nagromadzonego kapitału: chodzi o to, by nasz mózg na starość, gdy ubytki w nim będą się już wyraźnie ujawniały, mógł korzystać z posiadanych zasobów. Jeśli dziecko jest intensywnie edukowane, i przy tym nakłaniamy je do uprawiania sportu, to będzie osobą z wyższym kapitałem poznawczym i rozbudowaną siecią neuronów w mózgu, z większą masą mięśniową, z większą gęstością kości. A wtedy wyraźna degeneracja tkanek ujawni się później. Ważne jest, by poziom fizycznej niepełnosprawności był jak najdłużej niski i aby nasz mózg starzał się jak najdłużej.

Rozmawiamy o szczęśliwej starości?

U osób starszych z wiekiem ubywa dopaminy, to jest jeden z tych hormonów mózgu, które zaczynają stosunkowo wcześnie się starzeć. O ile ok. 40–50. roku życia obserwujemy zmiany w tkankach, to dopaminy ubywa już od 20. roku życia, 10 proc. na 10 lat. Dopamina odpowiedzialna jest za elastyczność ciała, za plastyczność ruchu. Wpływa także na skłonność do dobrych nastrojów. Młodzież potrafi co chwila wybuchać śmiechem. Osobom starszym częściej przychodzi to z trudnością. Poziom dopaminy można podnieść w różny sposób, m.in. poprzez ruch i pracę mięśni. Niestety, także poprzez jedzenie, i to jest pułapka, w którą wpadają osoby starzejące się. Zwłaszcza ludzie samotni, ci, którzy stracili pracę, a nawet ci, którzy się nudzą.

Na emeryturze pomostowej…

Narządy nieużywane ulegają zanikowi – ta zasada sprawdza się w przypadku starzenia. W Polsce ludzie przechodzą na emeryturę średnio o osiem lat wcześniej niż w innych krajach europejskich, staczają boje o emerytury pomostowe. A po krótkim okresie „wolności” zaczynają się dramaty. Zwłaszcza u mężczyzn, którzy do 40. roku życia utrzymują prawidłowy poziom testosteronu i generalnie są nastawieni zadaniowo – by pokonać problem, zdobyć coś, stworzyć. Ja sam za 20 lat po dziesięciu dniach odpoczynku nie będę umiał być bezczynny. Od 30 lat wstaję wcześnie, intensywnie pracuję i w ten sposób ukształtował się we mnie stereotyp zachowań, który przeniosę na następne lat 30–40, jeśli Opatrzność pozwoli. Tak właśnie dzieje się z osobami długowiecznymi. Ludzie mało aktywni mogą mieć problem z dobrym zestarzeniem się, ponieważ grozi im bezruch, spożywanie nadwyżek kalorii, chyba że perfekcyjnie dbają o zdrowie. W wielu przypadkach przejście w stan zawodowego spoczynku kończy się spadkiem nastroju, frustracją, depresją.

Emerytura nie musi być jak wyrok.

Człowiek ma naturę społeczną, potrzebę bycia z innymi. Nasz mózg przez pokolenia kształtował się tak, że nie jesteśmy przystosowani do bycia singlami. Potrzebujemy otoczenia, przyjaznych relacji, wzajemnego zaufania. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak samotność może być toksyczna. Dlatego uważam, że kreowanie mody na bycie singlem jest ryzykowne, bo rodzina jest nam potrzebna. A emerytura grozi tym, że niekiedy skazuje ludzi na samotność i wyobcowanie.

Wrócę więc z nadzieją do pytania: czy istnieje dobra starość?

Naprawdę dobra starość jest możliwa w społeczeństwie wielopokoleniowym. Takim, w którym są kredyty dla młodych małżeństw, żeby mogły zbudować domy, gdzie zamieszkają dziadkowie, i gdzie będą właściwe relacje między nimi a wnukami. Takim, w którym te małżeństwa się nie rozwiodą. Ważne jest, by przyzwyczaić dzieci do tego, że obok nich są starzy ludzie, którzy mogą być mniej sprawni. I że tych osób nie wolno dyskryminować. Pracuję na Śląsku, tam jest naturalny szacunek dla sędziwej starości. W hierarchii rodzinnej starzec jest na wierzchołku piramidy wartości rodzinnych i międzyludzkich. Mówi się o wieku społecznym – to sposób, w jaki jesteśmy odbierani przez innych, gdy pojawiają się u nas zewnętrzne znamiona starzenia.

A osobowość? Badania pokazują, że neurotycy starzeją się szybciej, a ekstrawertycy dłużej zachowują dobrą formę.

Umiejętność sprzedania swojej racji, otwartość na innych ludzi, empatia, wylewność, brak kompleksów – to są te cechy, które pozwalają człowiekowi bardzo wysoko ulokować się w relacjach społecznych. Takich ludzi chce się mieć wokół siebie, są oni pozytywnie oceniani w pracy. Ich mózgi wolniej się starzeją, gdyż aktywność neuronów jest wyższa przy mniejszych poziomach adrenaliny i kortyzolu. To nie jest obojętne, ile przez nasze naczynia w mózgu przepłynie tych hormonów stresu.

Kult młodości nie sprzyja trosce o miejsce seniorów w społeczeństwie.

Media wykorzystują nasze instynkty i popędy. Jest w nas odruchowy lęk przed pomarszczoną skórą, siwymi włosami, obwisłym brzuchem, przed zmniejszeniem libido, przed garbieniem się. Wkraczając w smugę cienia około pięćdziesiątki, ludzie garną się do salonów medycyny estetycznej. W naszej przestrzeni wyobrażeniowej prywatnej i publicznej nie ma miejsca dla starości. Człowiekowi 60-letniemu nie wypada robić wielu rzeczy. Para starszych ludzi całujących się w parku ryzykuje, że zostanie wyśmiana. To samo dzieje się z całą sferą seksualności. A przecież zbyt wcześnie rezygnujemy z czegoś, co w sposób biologiczny tłumaczy przedłużenie kondycji życia. Dobrze układające się współżycie, nawet podtrzymywane za pomocą leków naczyniowych czy środków hormonalnych, powoduje wyrzuty prolaktyny, która działa regenerująco na mózg. Zbyt wczesne gaszenie libido poprzez kulturowo-środowiskowo-obyczajowe naciski jest błędem. Jeszcze do niedawna uważaliśmy, że komórki mózgowe muszą nam wystarczyć na całe życie, że mogą jedynie ulegać zanikowi. Ostatnio pojawiła się perspektywa leczenia neuroregeneracyjnego. Udowodniono, że aktywność komórek macierzystych mózgu wzmaga praca mięśni, a także podtrzymanie aktywności hormonalnej.

Żyjemy coraz dłużej. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2025 r. 1,2 mld ludzi na świecie będzie miało ponad 60 lat, a w 2050 r. – 2 mld. Obliczono, że w 2050 r. co trzeci Europejczyk będzie miał więcej niż 65 lat. Czy społeczeństwo jest w stanie przygotować się na to mentalnie i organizacyjnie?

Wiele zależy od tego, czy ludzie dziś jeszcze młodzi przyjmą do wiadomości, że i oni się zestarzeją. Przeprowadzono eksperyment, dając studentom wyobrażenie o tym, jak czuje się stary człowiek w swoim otoczeniu. Włożyli okulary ze specjalnymi szkłami, które zamazywały obraz, specjalne rękawice usztywniające palce, buty, w których szurało się nogami, gorset zginający kręgosłup. Stary człowiek z trudem sięga na wysoką półkę w sklepie, z trudem naciska bardzo drobne klawisze telefonu. Wszystko to trzeba brać pod uwagę, organizując otoczenie wokół nas. Trzeba też, by ludzie mieli czym wypełnić czas, a nade wszystko warto odpowiednio wcześnie odkładać pieniądze na starość, ponieważ rachunki za leki, rehabilitację mogą nas niemile zaskoczyć.

Możemy żyć 120 lat, a nawet dłużej. Naukowcy czynią w tym kierunku wysiłki. Tylko po co?

Nie podejmuję się odpowiedzi na tak postawione pytanie, gdyż jako geriatra patrzę na wartość ludzkiego życia przez pryzmat wartości absolutnej, bez względu na wiek. Pytanie tak postawione powstaje chyba z obaw przed brakiem opieki, lęków przed cierpieniem. Pewnie także z myśli o narażenie na wstydliwą depersonifikację, dyskryminację, zależność. Wydłużająca się średnia długość życia to dla mnie jeden z mierników globalnego postępu cywilizacji przełomu XX i XXI w., ale postępu, z którym ludzie nie wiedzą jeszcze, co zrobić. W relacji do starzenia i starości mentalnie jesteśmy na przełomie XIX w., gdy średnia długość życia oscylowała pomiędzy 40 a 50 latami, a 40-latek to był starzec. Społeczna świadomość rękami specjalistów od reklamy została wyprana ze starości, a tym samym zafałszowana. Retorycznie dopełniając zakres pytania „Do kiedy warto żyć?”, ocieramy się już o ukrytą społecznie eutanazję. Zamiast „Po co”, można zadać pytanie: „Z kim na 120. urodziny?”. Staremu, zależnemu od innych człowiekowi potrzebni są najbliżsi. Starość nie chce współczucia – potrzebuje zatrzymania się, szacunku, wiedzy, poświęcenia.

Rozmawiała Danuta Śmierzchalska