Dzisiejsza Amazonka to ta sama rzeka, którą przepłynąłem 30 lat temu, pełna pustych, rozległych przestrzeni – mówi podróżnik i opiekun wypraw Piotr Chmieliński.

Piotr Chmieliński jako pierwszy przepłynął w latach 1985/1986 Amazonkę od źródeł do ujścia. Wciąż nad największą rzekę świata wraca pomagając innym śmiałkom w ich wyprawach

Fot. Mariusz Martyniak/matys-studio.com

Co tak pociąga Pana w Amazonce, że regularnie wraca Pan do Ameryki Południowej?

Piotr Chmieliński: Właściwie trudno mówić o regularności moich wyjazdów do Ameryki Południowej. A jeśli już, to określiłbym je jako następujące w nieregularnych odstępach czasowych regularne powroty związane z realizacją konkretnego celu, dotyczącego zwykle badań źródeł Amazonki.

Co mnie w Amazonce pociąga? Sam fakt, że spędziłem pół roku płynąc po jej wodach czyni tę rzekę szczególnie mi bliską. Pokonanie prawie 7 tys. km od źródeł do ujścia w Atlantyku dało mi wiele osobistej satysfakcji. Do dziś myślę, że miałem wiele szczęścia – po pierwsze, bo mogłem wziąć udział w tej wyprawie, a po drugie, bo zakończyłem ją sukcesem, przepływając jako pierwszy w świecie całą długość Amazonki.

Inną kwestią, niezwykle intrygującą, która powoduje, że co jakiś czas pojawiam się nad Amazonką, są jej źródła. Ich lokalizacja zmieniała się wielokrotnie, ostatnia informacja o możliwym nowym źródle pojawiła się całkiem niedawno, bo w 2012 roku. Od pierwszego zetknięcia z rzeką ,“tajemnica” jej źródła jest przedmiotem moich zainteresowań, stąd moje zaangażowanie eksploracyjne. Miałem okazję brać udział w kilku wyprawach, mających za zadanie zmierzyć i zbadać, który z położonych wysoko w Andach strumieni daje początek najdłuższej rzece świata.

Powroty nad Amazonkę mają dziś dla mnie szczególny wymiar, bo pokazuję towarzyszącym mi w podróżach do Peru synom – Maxowi i Alexowi – miejsca, o których słyszeli niemal od urodzenia. Moje opowieści o spływie Amazonką uzupełniają własnymi już doświadczeniami, także kajakarskimi. Sami mieli okazję poczuć, jak to jest po raz pierwszy w historii eksploracji przepłynąć choćby fragment dotąd niespłyniętej rzeki. Kto wie, czy to ja nie jestem bardziej dumny i cieszę się z tego faktu bardziej niż oni.

Pierwszy raz był Pan na Amazonce w latach 80. XX wieku, ostatni raz 30 lat później. Jak zmieniło się przez ten czas organizowanie tego typu wypraw? Jak zmieniła się sama rzeka?

Nietrudno domyślić się, że największa różnica, jeśli chodzi o organizację i przebieg wypraw, jest widoczna w dostępie do nowoczesnego sprzętu, urządzeń nawigacyjnych i komunikacyjnych. Już na etapie planowania ekspedycji mamy znacznie lepszy dostęp do map i zdjęć satelitarnych dokładnie ilustrujących miejsca, do których chcemy dotrzeć.

Ogromnym udogodnieniem stały się urządzenia do nawigacji, pozwalające na precyzyjną lokalizację i dające szczegółowe rozeznanie w terenie. Codziennością są telefony komórkowe i satelitarne oraz internet umożliwiające komunikację ze światem. To ostatnie oczywiście poza sytuacjami ograniczonego zasięgu, co w terenach takich, jak obszary źródłowe Amazonki jest dość powszechne.

Nowoczesna technologia znacząco zmieniła charakter współczesnych wypraw. Z jednej strony ułatwia i przyspiesza przepływ informacji, z drugiej odbiera pewien romantyzm podróżowania, bycia daleko, rozstania i ekscytacji oczekiwania na powrót, co towarzyszyło eksploratorom sprzed ery informacyjnej. Czy to lepiej, czy gorzej? Trudno rozstrzygnąć.

Sama Amazonka niewiele się zmieniła, przynajmniej na odcinku płynącym przez Andy. Poza fragmentem Apurimacu, strumienia źródłowego Amazonki, który między innymi za naszą sprawą został otwarty dla amatorów ekstremalnego kajakarstwa, to jest ta sama rzeka, którą płynąłem 30 lat temu. Nadal dominują tam puste rozległe przestrzenie, gdzieniegdzie tylko urozmaicone nielicznymi domostwami. Wrażenie, że czas się zatrzymał potęguje poczucie niemal całkowitego odizolowania od reszty świata. I całe szczęście, że pozostały jeszcze miejsca zachwycające swoim dzikim pięknem i nieokiełznanym żywiołem.

Amazonka płynie niemal przez cały kontynent, nie jest rzeką jednorodną. Czym różnią się od siebie jej jej poszczególne odcinki?

Amazonka płynie w poprzek kontynentu Ameryki Południowej, przez Peru i Brazylię. Pokonuje tym samym kilka stref klimatycznych i geograficznych kształtujących jej specyfikę. Spływ od źródła do ujścia rzeki w 1985 roku rozpocząłem faktycznie od postawienia kajaka na zamarzniętym potoku w wysokich Andach i zjeździe po nim do miejsca, gdzie kajak i wiosło można było zanurzyć w wodzie. Tutaj zaczynała się klasyczna górska rzeka, rwąca, szybka, z wieloma bystrzami, wirami, której dno najeżone było licznymi głazami stanowiącymi poważne wyzwanie dla kajakarza.

Przedzierając się przez Andy rzeka wyżłobiła kilka kanionów, z czego najbardziej niebezpieczne to przepłynięte przez naszą wyprawę po raz pierwszy w świecie Black Canyon i Otchłań Acobamba. Z czasem Amazonka przeistacza się w spokojną rzekę przemierzającą tropikalną dżunglę – dżunglę amazońską. Stopniowo staje się coraz szersza, zataczając meandry tworzy swoisty labirynt, w którym można krążyć bez końca. Wreszcie już jako niemal 200-kilometrowe rozlewisko łączy się z Atlantykiem.

Czy ma Pan jeszcze jakieś plany względem Amazonki?

Nie są to sprecyzowane plany. Chętnie powrócę nad Amazonkę w celach eksploracyjnych, by razem z Maxem i Alexem dojść do stałego źródła rzeki w jeziorku Ticlla Cocha oraz do sezonowego źródła w Cordillera Rumi Cruz.

A może któryś z moich synów będzie chciał zmierzyć się w kajaku z Amazonką, przynajmniej na jakimś jej odcinku? Z pewnością pomogę im w organizacji ich własnych wypraw, podobnie jak angażuję się w ekspedycje innych kajakarzy ciekawych doświadczeń zdobywanych nie tylko na wodach Amazonki.

Czy uprawia Pan jeszcze ekstremalne formy kajakarstwa? I czy jest jakaś rzeka, którą chciałby Pan spłynąć?

Nie, nie uprawiam kajakarstwa ekstremalnego. Najczęściej pływam po Potomaku, nieopodal mojego domu w Wirginii, zarażając nowe pokolenie – najczęściej kolegów moich synów – pasją kajakarstwa. Regularnie każdego roku wyruszamy z zaprzyjaźnionymi klientami prowadzonego przeze mnie przedsiębiorstwa na spływ pontonowy górską rzeką Gualey w Zachodniej Wiginii. Ale chętnie popływałbym po rzekach syberyjskich i może kiedyś, w wolnej chwili, tam się wybiorę.

– rozmawiał Adam Robiński

 

Piotr Chmieliński – ur. 1952 w Rzeszowie, polski kajakarz, współorganizator wyprawy Canoandes-79, z którą dokonał m.in pierwszego spływu Kanionem Colca, pierwszy w świecie który na przełomie 1985/86 roku przepłynął całą Amazonkę od źródeł do ujścia w Atlantyku.