1 G-TCBB Boeing 757-236 Thomas Cook Airlines 2011-04-17 19-01-29
exkmw1960 Zdjęcie wykonane przez exkmw1960
Album Kram różności

Przejście przez Morze Czerwone.

Nie wiem, czy to kwalifikowałoby się do 69 zabawy Społeczności pt "Czerwony" ale skoro taki temat padł to może ale po kolei. Wielu z nas, nie raz zastanawiało i zastanawia się nadal nad tym, co jest faktem a co fantazją . Na wiele pytań związanych z legendami , mitami , opowieściami i jakby to jeszcze się nie nazywało to do dziś odpowiedzi nie znamy. Oczywiście wiemy, że był ktoś taki jak Dedal (gr.Daídalos) i Ikar (gr.Ikaros). Podobno wg Greków byli to pierwsi lotnicy którzy dzięki własnoręcznie skonstruowanym przez Dedala skrzydłom z piór połączonych woskiem odlecieli z Krety. Wszyscy wiemy jaki był finał tego lotu... Niestety Ikar nie posłuchał rady ojca “Pamiętaj, synu, żebyś zawsze latał środkiem, między morzem a niebem. Nie wolno ci zbyt wysoko szybować, gdyż gorąco promieni słonecznych roztopi wosk, który spaja skrzydła; ani nie zlatuj zbyt nisko, aby wilgocią wody nie nasiąknęły pióra" (Jan Parandowski "Mitologia" rozdz. "Legendy kreteńskie"). Jak wiemy z mitologii młodzieńcowi tak spodobała się zabawa we fruwanie, że poleciał w stronę słońca by chwilę potem po roztopieniu się wosku spaść nieopierzonym do Morza Egejskiego i zginąć jak to się teraz mówi, śmiercią lotnika . W każdym razie co wylatał to jego i nikt mu tego już nie zabierze. No i niby wszystko byłoby pięknie gdyby nie to, że brakuje tu małego szczegółu - dowodu na to, że takowy lot się odbył. W dodatku jak wiemy z lekcji geografii a ci co lubią wędrować po świecie, to wiedzą z praktyki, że im wyżej tym zimniej czyli rozpuszczenie wosku przez słońce jest wierutną bzdurą, ale czy to jest ważne? W każdym razie kto chce, ten wierzy a kto nie chce ten nie wierzy. W dodatku, nikt nikogo nie zmusza do ślepej wiary, chociaż jedno trzeba  przyznać, bajka fajna i w dodatku z morałem, lataj nisko i powoli, a przede wszystkim słuchaj się starszych. Bliżej prawdy już był słynny Leonardo da Vinci który w latach 1478-1480 pierwszy zaprojektował lotnię, która skonstruowana na podstawie projektu Mistrza została niedawno oblatana. A skąd nazwa lotnia? A, to w tym przypadku kłania się nam  historia polskiego lotnictwa. Chociaż czy pod koniec XIX wieku możemy mówić o polskim lotnictwie? Nieważne, faktem bezspornym jest to, że  nazwa lotnia jest polskiego pochodzenia i pochodzi od nazwy skonstruowanego w 1895 roku przez uznawanego za ojca polskiego lotnictwa, polskiego pioniera szybownictwa i lotnictwa Czesława Tańskiego szybowca "Lotnia" . Na szybowcu tym w czerwcu 1896 roku w miejscowości Wygoda dokonał na nim kilku skoków o długości 20-40 metrów, początkowo startując pod wiatr z rusztowania o wysokości kilku metrów, a następnie biegnąc z "Lotnią" pod wiatr. Obecnie replika lotni Czesława Tańskiego znajduje się w Muzeum Techniki w Warszawie. Niestety oryginał, który znajdował się w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie spłonął w wyniku zbombardowania muzeum we wrześniu 1939 roku przez niemieckie lotnictwo. Dzisiaj miejscowość Wygoda znana jest w świecie z zajmującej się hodowlą koni czystej krwi arabskiej oraz pół krwi angloarabskiej Stadnina Koni Janów Podlaski. Chociaż czy jeszcze jest znana to tego nie wiem. W każdym razie jeszcze trzy lata temu to było się czym chwalić a potem cóż , postawiono na dobrą zmianę, która pewnie uznała, że właściwie nie ma się czym chwalić bo to nie nasze. Twórcą jej był rosyjski namiestnik na ziemiach Polski Iwan Paskiewicz.  Ale wracając do Mistrza Leonarda. Innym lotniczym wynalazkiem Mistrza był zaprojektowany w roku 1483  spadochron , którego dokładną replikę wykonał 500 lat później angielski skoczek spadochronowy Adrian Nicholas. Zgodnie z projektem Mistrza do budowy spadochronu wykorzystano materiały, które byłyby dostępne w średniowiecznym Mediolanie. Do skonstruowania spadochronu wykorzystano też specjalnie na ta okazję zrobione narzędzia jakimi posługiwali się mediolańscy rzemieślnicy z końca XV wieku. W efekcie tych czynności powstał spadochron stożkowaty (na bazie kwadratu) o, którym Mistrz Leonardo napisał w swoim notatniku : “jeśli człowiek ma do dyspozycji kawałek posmarowanej klejem lnianej tkaniny o długości 11 metrów po każdej stronie i na 11 metrów wysokiej, to on może skakać z jakiejkolwiek ogromnej wysokości absolutnie bez urazu.". Waga spadochronu wyniosła 85 kg . Następnie skoczek przymocowany wraz ze spadochronem został wyniesiony za pomocą balonu napelnionego ciepłym powietrzem na wysokość 3 km nad Mpumalanga w Afryce Południowej po czym zwolniony z pod gondoli balonu .  Ze względu na ciężar i budowę spadochronu a w związku z tym niebezpieczeństwem związanym z utratą zdrowia lub życia przy lądowaniu na ziemi skoczek po swobodnym locie do wysokości 600 metrów odczepił się od spadochronu Mistrza i bezpiecznie wylądowal już przy pomocy współczesnego spadochronu . Po wylądowaniu Adrian Nicholas stwierdził , że “Opadanie przy pomocy spadochronu Leonarda da Vinci było o wiele spokojniejsze niż przy współczesnych nowoczesnych spadchronach”. Niestety, pięć lat później 17 września 2005 roku Adrian Nicholas zmarł w wyniku obrażeń w holenderskiej miejscowości Texel. Tego dnia podczas skoku na wysokości 100 metrów nastąpiła awaria spadochronu głównego i zabrakło mu czasu na uwolnienie się od linek spadochronu głównego i otwarcie spadochronu awaryjnego. Tylko , że znowu jest pewne “ale” , po co Wielki Leonardo wymyślił spadochron skoro z lotni nie dawało się za pomocą niego skakać a balon na ogrzane powietrze jeszcze w tamtych czasach nie został skonstruowany. Owszem balon w tamtym okresie był znany ale ten do robienia wina domowym sposobem a nie do latania.  W związku z czym możemy mówić jedynie nie o lataniu a o konsekwencjach posiadania takowego balonu. A konsekwencją najczęściej było niekontrolowane latanie ale na schodach do i z piwniczki . Zresztą co tu mówić, za czasów Mistrza Leonarda i podobnie dzisiaj latanie odbywa się na tej samej zasadzie, latamy na zbity pysk z okrzykiem – kto mi ... (tu w zależności od stanu upojenia lub przedupojenia wykrzykujemy bardzo popularne słowo będące polskim wkładem w kulturę światowego języka) zgasił swiatło ?! Ale jedna z tych mitycznych historii wydarzyła się naprawdę . Każdy z nas , no może prawie każdy z nas zna historię przejścia Izraelitów pod przewodnictwem Mojżesza przez Morze Czerwone . Historycy , geografowie , kulturoznawcy ... a mówiąc krótko mądrogłowi związani z religią oraz ateiści prześcigają się w udowadnianiu że, coś takiego teoretycznnie mogło się zdarzyć i jest możliwe ale dokładnie nie wiadomo jak do tego mogło dojść. W wyniku czego jedni zaistniałą sytuację określili tylko w jeden sposób : CUD . No bo jak inaczej to nazwać skoro Izraelici lub jak kto woli Naród Wybrany przeszli a wojska faraona nie. Okazuje się ,że wyjaśnienie sprawy jest bardzo proste i zastanawiam się dlaczego nikt jeszcze na to nie wpadł . Otóż Mojżesz ze swoimi pobratymcami zrobili ściepę i wynajęli od Thomas Cook Airlines Boeinga 757-236 by nim skrewić z Egiptu. Czyli podobnie jak dzisiaj w przypadku ucieczki lub jak kto woli ewakuacji turystów z Szarm el-Szejk. Niestety za czasów Mojżesza na miejscu okazało się , że luda jest więcej niż miejsc w samolocie. W zaistniałej sytuacji kapitan samolotu widząc delikatnie to nazywając "niezadowolone miny" Żydów zaproponował Mojżeszowi, że przeleci samolotem na pełnej mocy silników tuż nad powierzchnią morza w wyniku czego podmuch jego dwóch silników spowoduje rozstąpienie się morza (coś na zasadzie kilwateru tylko, że nie od statku a od samolotu ) i całe towarzystwo jeśli tylko ruszy biegiem to zdąży przedostać się na drugi brzeg morza suchą stopą. Po uzgodnieniu wszystkich szczegółów z Mojżeszem pilot chwilę później wystartował i po zatoczeniu kręgu nad oczekującymi ludźmi nisko tuż nad wodą na pełnej mocy swoich silników poleciał w stronę przeciwległego brzegu Morza Czerwonego. Chwilę póżniej jak tylko rozstapiło się morze uciekinierzy ruszyli biegiem za samolotem. Jak wiemy wszyscy, Izraelitom się udało, wszyscy cali i zdrowi przedostali się bezpiecznie na drugi brzeg. Niestety tego samego nie można już powiedzieć o armii Faraona. Ta zamiast kontynuować pościg za uciekinierami stała na brzegu morza z rozdziawionymi japami patrząc co to za cudo lata w powietrzu. Dopiero w momencie kiedy samolot znikł im z oczu zauważyli ostatnich zbiegów znikających w rozstąpionym się morzu. W tym samym momencie przyszło otrzeźwienie po co znaleźli się brzegu morza i ruszyli w pogoń . Niestety chwilę później, kiedy ostatni żołnierze wchodzili na “suche” dno morza morze zaczęło wracać do swojego normalnego stanu i każdy wie co się z nimi dalej stało... requiescat in pace . Mimo wszystko trzeba przyznać , że pilot wykonał prawdziwie karkołomne i niebezpieczne zadanie po którym został widoczny do dzisiaj ślad , jest to fragment rafy koralowej z Morza Czerwonego na tylnej części kadłuba maszyny i każdy , że tak powiem niewierny Tomasz może się teraz o tym osobiście przekonać patrząc na ten samolot . Ba, nawet pilot na pamiątkę tego wyczynu dopisał na kadłubie odpowiednią inskrypcję “Egypt where it all begins” (Egipt gdzie to wszystko się zaczęło). Aha jeszcze jedno. Pewnie zastanawia Was pytanie skąd samolot w tamtych czasach , jak to skąd ? Skoro zamówili to ... przyleciał , normalka.

lotnisko SalonOdrzuconych

Komentarze