Ateny kojarzą nam się z najstarszą dzielnicą tego antycznego miasta Plaką, górującym nad nią Akropolem, czy też romantycznym wzgórzem Likabet (Likavittos), który jest ulubionym miejscem zakochanych. Miejsca te są niewątpliwie warte zwiedzenia i powinny znaleźć się w planach każdego turysty. Często jednak zapominamy, że Ateny oferują także coś więcej: piaszczyste plaże z nadmorskimi kawiarenkami i orzeźwiająca kawą Nescafé Frappé, malownicze zatoczki z wykwintnymi restauracjami, romantyczne przylądki, a niewiele ponad 30 minut od Plaki znajduje się trzeci co do wielkości port Morza Śródziemnego Pireus, który był najważniejszym portem starożytnych Aten.

Według mitologii greckiej, kiedy bogowie dzielili ziemię wywiązał się spór między Ateną - boginią mądrości i walki o słuszną sprawę a Posejdonem - bogiem mórz, żeglarzy i rybaków, ponieważ oboje chcieli władać Atenami. Przegrał on spór z Ateną o to, kto będzie najbardziej czczony w Atenach, ponieważ jej dar drzewo oliwne uznane zostało przez Ateńczyków za bardziej przydatne niż słone źródło Posejdona.

Na przekór Atenie postanowiłam tym razem poświęcić mój pobyt w stolicy Grecji bogu mórz i zakwaterowałam się w hotelu o wymownej nazwie Posejdon w nadmorskiej dzielnicy Aten Paleo Faliro. Hotel ten znajduje się w wyśmienitej lokalizacji przy głównej ulicy Av. Possidonos, ciągnącej się wzdłuż wybrzeża i posiada doskonałe połączenie z centrum, lotniskiem, portem Pireus i z Glyfadą – jedną z najelegantszych i luksusowych dzielnic Aten. Na przeciwko hotelu znajduje się przystanek, z którego odjeżdżają autobusy do słynnych ruin świątyni Posejdona na przylądku Sunion. Słynie on nie tylko ze starożytnych ruin, jest on także wspaniałym punktem widokowym do obserwacji Morza Egejskiego i prześlicznych zachodów słońca. Według mitologii Sunion jest miejscem śmierci Egeusza, który rzucił się stąd do morza, kiedy zauważył czarny żagiel łodzi, obwieszczający rzekomą śmierć jego syna.

Nadmorska strona Aten to wyśmienity sposób spędzenia czasu odprężając się w nastrojowych tawernach, zajadając pyszne greckie potrawy, rozkoszując się pięknem rozległych wysp, czy też zanurzając się w orzeźwiających morskich falach. Jest to podróż dla smakoszy, którzy szukają chwil zapomnienia w tym pięknym, zachwycającym kraju lub tęsknią za promykami słońca, po długiej zimie. Najlepszy czas podróży to wczesna wiosna lub późna jesień. Wczesną wiosną, kiedy u nas natura dopiero budzi się z zimowego snu, bądź późną jesienią, kiedy u nas szaruga i słota, w Atenach panuje piękna, słoneczna pogoda.

Pierwszy dzień śladami Posejdona rozpoczynam na półwyspie Pireus. Ta część Wielkich Aten jest pełna kontrastów. Jak w każdym wielkim porcie spotkać tu można ludzi różnej maści i pokroju. Przed stacją metra stoi grupka ciemnoskórych handlarzy pirackimi płytami, okularami przeciwsłonecznymi i torebkami. Towar rozłożony mają na wielkich płatach tkanin, co umożliwia im szybkie spakowanie i ucieczkę przed policją. Kieruję się w kierunku portu nie zwracając uwagi na zaczepki handlarzy.
Port jest olbrzymi. Odchodzą stąd wielkie promy pasażerskie na odlegle wyspy, przybijają tu statki wycieczkowe z całego świata, a także lotniskowce amerykańskiej floty śródziemnomorskiej. Pełno tu jest biur podróży, które oferują rozmaite wycieczki na liczne wyspy. Oferta jest tak szeroka, że można dostać oczopląsu. Jeśli nie mamy ochoty organizować sobie wycieczki na własną rękę, polecam skorzystać z oferty hotelowej. Każdy hotel współpracuje z biurami podróży i ma w swojej ofercie ciekawe rejsy statkami.
Osobiście polecam całodniowy rejs na trzy wyspy: Egina, Poros i Hydra. Oferta zawiera trzydaniowy obiad z napojami, program artystyczny i transport z hotelu na statek i z powrotem (cena ok. 90 euro). W cenie jest także wycieczka autobusem z portu Egina do świątyni Aphaia – patronki tejże wyspy.
Na każdej z wysp ma się około 1-2 godziny czasu wolnego. Można ten czas spędzić przechadzając się wąskimi uliczkami między białymi domkami z niebieskimi okiennicami, które wznoszą się stromo na kamienistych wzgórzach, czy też kąpiąc się w przyjemnie ciepłym turkusowym morzu lub delektować się pysznymi potrawami w nadmorskiej tawernie. Po wyspie Hydra można poruszać się antyczną taksówką, którą jest osioł. Panuje tu zakaz używania pojazdów mechanicznych. Do transportu towarów i ludzi mieszkańcy używają zwierząt: koni, mułów i osłów.
Rejs ten to radość dla wszystkich zmysłów. Przybijając do wysp płyniemy wzdłuż pięknego wybrzeża z malowniczymi zatoczkami, w których bujają się leniwie liczne jachty, a ze stromego wybrzeża wyrastają baśniowe domki z czerwonymi dachami. Na rejsie takim byłam rok temu, teraz mijam port i zostawiam wspomnienia. Ruszam w głąb półwyspu, aby poznać jego drugą stronę.

Im dalej od portu, tym spokojniej, ciszej, nostalgicznie. Już z daleka widzę zatokę Pasa-Limani z pięknym portem jachtowym, licznymi barami, restauracjami i kafeteriami. W jednej z nich decyduję się na zasłużony odpoczynek. Na rozpalonych słońcem kamieniach wylegiwują się bezdomne koty. Jest tu ich mnóstwo, nikomu nie przeszkadzają. Są tak nieodzowną częścią tego krajobrazu jak piękne, komfortowe jachty. Pasa-Limani ze swoimi luksusowymi jachtami ma aurę francuskiego Cote D'Azur. Nocą zamienia się w tętniącą życiem promenadę, ale tak długo tu nie zostanę, przede mną mała wspinaczka drogą biegnącą wzdłuż morza do Mikro-Limano. Port Mikro-Limano to najpiękniejsze miejsce na półwyspie Pireus. Łódki rybackie, żaglówki i mniejsze jachty są ozdobą tego mini portu. Ale prawdziwą atmosferę nadają mu przytulne rybne tawerny i restauracje serwujące owoce morza i inne greckie potrawy. W jednej z restauracji rozsiadam się na słonecznym tarasie w przytulnym fotelu i zamykając oczy czuję kołysające mnie fale. Po obfitym posiłku żegnam się z tym uroczym miejscem. Ruszam dalej, ale z pewnością wrócę tu jeszcze kiedyś...

Resztę dnia zamierzam spędzić w Glyfadzie. Ze stacji SEF (Stadion Pokoju i Przyjaźni) jadę tramwajem w kierunku Platia Katraki – centrum Glyfady. Trasa ta wiedzie wzdłuż piaszczystego wybrzeża. Po lewej mijam liczne hotele, tawerny, restauracje, po prawej lazurowe morze i piaszczystą, nie mającą końca plażę. Im bliżej celu, tym bardziej eleganckie stają się hotele, bardziej luksusowe są restauracje, sklepy i wille z soczyście zielonymi ogrodami. Znajduję się w dzielnicy „pięknych i bogatych”. Glyfada przypomina mi amerykańskie Miami Beach z pokazową ulicą Ocean Drive. I rzeczywiście nocą główna ulica Glyfady zamienia się w pokaz ekskluzywnych aut, restauracje wypełniają się nobliwymi gośćmi, a nocne kluby otwierają swe wrota dla szukających rozrywki. Liczne restauracje serwują wyśmienitą kuchnię. Czas mija tu bardzo szybko, porywa mnie rytm tego miejsca. Jutro mogę się wyspać...

Dzisiaj wyruszam na spotkanie Posejdona na przylądku Sunion. Celowo zaplanowałam tę wycieczkę na późne popołudnie. Chcę tu zostać do zachodu słońca. Ruiny świątyni Posejdona (pochodzące z roku 440 p.n.e.) leżą na stromo wznoszącej się skale, która niemal pionowo opada do morza. Z jej szczytu rozciąga się niesamowity widok na Morze Egejskie i jego liczne wyspy. Fale rozbijają się z trzaskiem o ostre skały, ciepły powiew wiatru smaga mnie po twarzy, wydaje mi się, że płynę...
Z 42 doryckich kolumn zachowało  się tylko 12. Co ciekawe na sąsiednim wzgórzu zbudowano świątynię bogini Ateny, z której zachowały się tylko fundamenty. Posejdon przegrał wprawdzie spór o Ateny, wygrał za to w Sunion! To jemu starożytni żeglarze składali dary w podzięce za szczęśliwy powrót z żeglugi. To on czuwał nad królestwem wód i tworzył nowe wyspy...
W pobliżu ruin znajduje się malowniczo położona restauracja, tam mam zamiar poczekać do zachodu słońca. Okoliczne zatoczki zachęcają do kąpieli, ja jednak przysiadam na tarasie z cudownym widokiem na ruiny i morze. Czekam... Słońce powoli zbliża się do horyzontu, schowa się za chwilę. Łapię jego ostatnie promienie. Z ust wyrywa mi się „chwilo trwaj wiecznie!”

Znów ranek. Dzisiaj mam w planach słodkie lenistwo. Mój ostatni dzień w Atenach chcę spędzić na plaży i zrekapitulować mój krótki, ale jakże bogaty we wrażenia pobyt. Z Ateną, czy z Posejdonem za każdym razem odkrywam to miasto na nowo. Każdy się tutaj odnajdzie, dla każdego znajdzie się tu coś interesującego. To miasto fascynuje. Nie dziwi mnie, że dwóch głównych bogów olimpijskich właśnie o nie podjęło antyczny spór! Żegnaj Ateno, żegnaj Posejdonie, do zobaczenia wkrótce...