Nasz pomysł wyprawy w Pireneje zrodził się w listopadzie 2005 roku. Od tego czasu rozpoczęliśmy planowanie oraz poszukiwanie informacji. Odnalezienie jednakże wiarygodnych i rzetelnych opisów okazało się zadaniem bardzo trudnym. W Internecie istnieje wiele stron poniekąd uzupełniających się nawzajem, ale zawierających informacje o różnym stopniu szczegółowości i wiarygodności. Sprowadza się to do tego, że możliwa do odnalezienia informacja jest dalece niewystarczająca. Nie Lodowiec na Pico de Aneto - widok ze szczytuodnaleźliśmy także opisów tras zdobycia najwyższych szczytów. Chcielibyśmy zatem aby to opracowanie służyło pomocą osobom wybierającym się w te niesamowite góry. Opracowanie składa się z 13 rozdziałów opisujących kolejne etapy naszej wyprawy oraz różne jej aspekty jak np. wybrane szlaki, możliwości noclegowe, wykorzystywany sprzęt. W miarę możliwości uzupełniamy opis o zdjęcia, a może któregoś dnia także o mapy. Rozumiemy także, że aspekt finansowy z organizacyjnego punktu widzenia jest bardzo istotny, dlatego zwracamy uwagę również na pokrewne temu zagadnieniu tematy. Mam nadzieje, że lektura tego opracowania przyniesie wiele dobrego, dla podróżników jak i samych gór. Zwracam także uwagę, że wszystkie podane ceny i dane pochodzą z roku 2006. Zdjęcia z wyprawy w Galerii

I. WSTĘP

Lodowiec na Pico de Aneto - widok ze szczytuW góry hiszpańskie wybrało się nas dwóch - mój brat i ja. Opis dotyczy trasy, którą pokonaliśmy poruszając się w 95% po stronie hiszpańskiej i zdobywając trzy najwyższe szczyty: Pico de Aneto, Pico de Posets i Monte Perdido. Opis obejmuje także przejście Doliną Ordessy i przedostając się na stronę francuską przez przełęcz Brecha de Rolando.

Z założenia chcieliśmy minimalizować koszty. Planowaliśmy spanie pod namiotem, 90% żywności nosiliśmy zawsze ze sobą, zakupy w schroniskach były minimalne. Jednocześnie naszym celem było nie schodzenie do miejscowości,

Pobyt w Pirenejach trwał w dniach 9 - 22 lipca 2006.
Uczestnicy wyprawy: Zbigniew i Jakub Paszkiewicz. W naszym świecie trudno jest znaleźć pustkowie, w którym nie będzie niczego oprócz przyrody, nieba nad głową i człowieka siedzącego na kamieniu. Człowieka, którego obowiązuje jedynie to prawo, jakie ma w sercu.
- Jarosław Grzędowicz z książki Pan Lodowego Ogrodu Mallory widział, że droga jest ważniejsza niż cel, jako że prócz tego, co osiągnięte, zawiera się w niej to co zamyślane, upragnione. Cel jest skończony, droga nie i dlatego nie można jej oceniać ze względu na jej koniec. Ona prowadzi wciąż dalej. Droga jest celem.
- Reinhold Messner z książki Druga śmierć Mallory'ego

II. DOJAZD

1. Podróż do Barcelony

Wyprawę rozpoczął przejazd z Poznania na lotnisko w Katowicach. Z Katowic do Barcelony (dokładnie do Girony, która znajduje się około 100 km od Barcelony) kursuje samolot tanich linii lotniczych Wizzair. Do Barcelony można się także dostać z Krakowa liniami lotniczymi SkyEurope. Nasz odlot miał miejsce w sobotę 8 lipca. W Gironie wylądowaliśmy po godzinie 13.00. Z lotniska odchodzi autobus, którym za 10 euro można dostać się na dworzec autobusowy Barcelona North w centrum miasta. Zaraz koło dworca znajduje się stacja metra. Ponieważ planowaliśmy krótkie, popołudniowe zwiedzanie Barcelony udaliśmy się do centrum, do motelu, by dopiero następnego dnia ruszyć w stronę gór, na zachód.

  • Ceny biletów lotniczych są łatwe do sprawdzenia na stronach www.wizzair.pl i www.skyeurope.pl. Bilet lotniczy do Barcelony (Girona) kupiony z 3 miesięcznym wyprzedzeniem to około 300 zł.
  • Bilet na autobus z lotniska do Barcelony: 10 euro od osoby (podobno można znaleźć tańszy autobus, ale my nie znaleźliśmy).
  • Noc w hostelu w centrum Barcelony, czteroosobowy pokój - 18 euro od osoby (po negocjacjach - pierwotna cena 25 euro).
  • Hiszpania nie jest krajem ludzi, którzy potrafią mówić po angielsku. Nie można zatem liczyć na swobodne porozumiewanie się w tym języku. Wyjątkiem są ludzie młodzi, przede wszystkim studenci. Jest to fakt, który utrudniał nam życie szczególnie na początku. Z pomocą wielokrotnie przychodziły rozmówki hiszpańsko-polskie.
  • W samolocie nie można przewozić kartuszy gazu do kuchenek turystycznych - na szczęście w Benasque, mieście położonym już u samego podnóża Pirenejów, z którego zaczynaliśmy wyprawę, zakup gazu nie stanowi problemu.
  • W Barcelonie nie udało nam się kupić mapy turystycznej Pirenejów.
2. Podróż Barcelona - Benasque Benasque to niewielka miejscowość w środkowej części Pirenejów. Składa się ona głównie ze sklepów turystycznych, restauracji oraz hoteli. Wybraliśmy ją na nasze pierwsze miejsce docelowe i zarazem punkt startu, ponieważ względnie łatwo można się do tej miejscowości dostać i zarazem najbliżej stąd do schroniska pod Pico de Aneto, najwyższym ze szczytów Pirenejów o wysokości 3404 m n.p.m.

Z Barcelony do Benasque kursuje autobus odchodzący w dni powszednie 3 razy dziennie. Autobus ma małą przesiadkę w miejscowości Barbastro. Barbastro i Huesca to główne węzły autobusowe. Kursujące z Barbastro autobusy jeżdżą w bardziej południowo-wschodnią część Pirenejów (m.in. Benasque), a z Huesca w północno-zachodnią.
  • Połączenia autobusowe są do sprawdzenia na stronach dwóch największych przewoźników hiszpańskich: www.alsa.com.
  • Informacja o pociągach www.renfe.es.
W niedzielę jednak nie ma tak oczywistych połączeń. Wybraliśmy się więc ze stacji Barcelona Sants pociągiem do miejscowości Lleida, by stamtąd złapać autobus do Barbastro. Ponieważ autobus do Benasque był dopiero następnego dnia, dostaliśmy się pod same Pireneje korzystając z odpłatnej pomocy miejscowych. Z powodu takich właśnie problemów i utrudnień w przemieszczeniu się nie polecam podróżowania po Hiszpanii w niedziele i święta.

3. Benasque

W miejscowości trudno jest znaleźć sklep spożywczy by kupić cokolwiek do jedzenia, jednakże wszelkiej maści gadżety turystyczne są na wyciągnięcie ręki. Znajduje się tam między innymi wielki sklep turystyczny, w którym można uzupełnić wszelkie braki sprzętowe, informacyjne, prowiantowe i inne. My zakupiliśmy kartusz gazu oraz zestaw map. Ceny różnią się od polskich, ale nie jest to zasada.
Dla nas szczególnie istotne były mapy. Okazało się, że obszar od Aneto po Monte Perdido podzielony jest na 3 mapy z czego każda kosztuje 8 euro. Były one warte swojej ceny i można było na nich polegać. Dołączony do nich przewodnik z krótkimi opisami szlaków w języku angielskim i czasami przejść nie był już taki niezawodny, aczkolwiek pomocny.

Nocleg pod namiotem nie jest możliwy w samym Benasque. Najbliższe pola namiotowe znajdują się 3 kilometry poza nim. My nocowaliśmy na Camping de Aneto. Jest to duże pole namiotowe, zawsze pełne turystów, ze sklepem (supermercado), barem, prysznicami, łazienkami itp. W campingu znaleźliśmy się 9 lipca wieczorem, około godziny 23.00. W końcu byliśmy tam gdzie chcieliśmy być. Pireneje były już wokół nas.
  •     Cena kartusza gazu (0,5 l):
  •     Cena jednej mapy: 8 euro
  •     Cena za jeden dwuosobowy namiot za jedną noc: około 14 euro
  •     Ceny w sklepie na campingu (w mieście nieco niższe):
  •      - bagietka (chleb): 0,90 euro
  •      - wino: 2-5 euro
  •      - mały dżem (starcza na dwie kanapki): 0,20 euro
  •      - Mars: 1,20 euro
  •      - czekolada: 1,60 - 2 euro
  •      - czekolada biała: 0,70 - 1 euro
  •      - kilogram brzoskwiń: 1,80 euro
  •      - pasztet: 1,30 euro
III. PICO DE ANETO

Na Pico de Aneto prowadzą dwa szlaki. Jeden z nich zaczyna się w schronisku Refugio Lodowiec na Pico de Aneto - widok ze szczytude la Renclusa. Jest to szlak długi prowadzący przez lodowiec. Drugi szlak wiedzie od Refugio de Corones i odchodzi od szlaku GR 11. My wybraliśmy szlak pierwszy jako, że przed wyjazdem znaleźliśmy na jego temat więcej informacji. Chcieliśmy też pokonać lodowiec. O drugim wejściu dalej niewiele wiemy. Napotkani Hiszpanie mówili że jest ono zdecydowanie krótsze i łatwiejsze, ale jest to niepotwierdzona opinia. Z mapy wynika że jest to szlak rzeczywiście trochę krótszy i nie prowadzący przez lodowiec, jednakże bardziej stromy.

Szlak GR 11 jest jednym z głównych szlaków w Pirenejach. Szlaki te zawsze oznaczone są symbolami typu GR 11 czy PR HU-29. GR 11 prowadzi głównie dolinami. Odchodzą od niego szlaki na poszczególne szczyty lub do innych dolin. Można nim przejść całe pasmo gór, co zajmuje około 40 dni. Odcinki szlaku jakie pokonywaliśmy były piękne, raczej o łatwym i bardzo łatwym stopniu trudności z charakterystycznymi dla Pirenejów długimi podejściami.

1. Refugio de la Renclusa

Tak jak pisałem wybraliśmy wejście szlakiem zaczynającym się w schronisku Refugio de la Renclusa. Aby dostać się do schroniska z Benasque czy Campingu de Aneto najłatwiej wsiąść w jeden z jadących do miejsca o nazwie La Besurta autobusów. Miejsce to znajduje się 20 km od Benasque. Przejechanie tego dystansu autobusem zaoszczędzi jeden dzień marszu. Ta droga jak każda w tej okolicy jest bardzo ładna - szczyty po obu stronach drogi, tamy, jeziora, wijąca się serpentynami jezdnia mają w sobie wiele uroku.
Lodowiec na Pico de Aneto - widok ze szczytuZ La Besurta dalej udajemy się już pieszo. Miejsce to jest początkiem wielu szlaków m.in. na leżące na granicy z Francją szczyty. My obieramy szlak na Refugio de la Renclusa - po 40 minutach lekkiego podejścia jesteśmy w schronisku (2140 m n.p.m.).

W Pirenejach są tzw. schroniska strzeżone i niestrzeżone (guarded, nonguarded). Pierwsze najczęściej nazywane są Refugio, a drugie to Cabana. Różnica jest znacząca, bo strzeżone to schroniska typu znanego nam z Tatr. Cabany natomiast to raczej małe chatki (drewniane cztery ściany i dach), w którym spędzić noc może najczęściej nie więcej niż 3-4 osoby. Więcej informacji na ten temat w rozdziale SCHRONISKA.
  • W Pirenejach szlaki oznaczone są kopczykami (milestones). Co jakiś czas napotykamy kilka kamyków poukładanych jeden na drugim. Od razu zatem nasuwa się wniosek, iż oznakowanie takie bywa (dosyć często) niejednoznaczne. Dużo czasu poświęca się na znajdowanie małej starty kamyków niewidocznych na tle kamieni pokrywających całe podejście. Dużo energii traci się także na powracanie na szlak, gdy po kilku minutach okaże się że zdecydowanie z niego zboczyliśmy. Z jednej strony Pireneje nie są jak Tatry - nie ma potrzeby, choćby dla swojego bezpieczeństwa, by trzymać się ściśle wytyczonej trasy. Z drugiej strony jednakże, doświadczenie pokazuje, że podążanie za kopczykami bardzo ułatwia sprawę.
  • Przy Refugio można rozbić namiot. Warunkiem jest by nie był on widoczny ze schroniska. Właściwie nie ma sensu iść i rozbijać się wyżej, ponieważ kamieniste wejście na Aneto bardzo utrudnia rozbicie na nim namiotu. Niemniej widać było ślady po takich pomysłach. Wydaje się jednak, że zdecydowanie lepszym wariantem jest rozbicie się przy schronisku, na równej trawie, z dostępem do wody i pryszniców.
2. Pico de Paderna Po dotarciu do schroniska tego samego dnia udaliśmy się na szczyt Pico de Paderna (2622 m n.p.m.). Nie jest to wejście ani wymagające ani długie. Doskonale nadaje się na dzień aklimatyzacji i rozgrzania stawów oraz mięśni. Zapewni jednocześnie wyjątkowe widoki miedzy innymi na lodowiec znajdujący się pod Aneto. Następnego dnia ruszyliśmy na Aneto.
  • W Pirenejach można rozbijać namiot właściwie wszędzie. Jednakże niekiedy są pewne ograniczania. W parku krajobrazowym w okolicach Posets jest to zabronione. W parku narodowym przy Monte Perdido jest dozwolone od wysokości 2100 metrów. W innych częściach gór graniczną wysokością jest 1800 lub 2000 metrów.
3. Aneto
Lodowiec na Pico de Aneto - widok ze szczytuZe schroniska należy wyjść wcześnie rano około godziny 6.00. Jest to uzasadnione z co najmniej dwóch powodów: po pierwsze unikniemy upału przez znaczną cześć podejścia, po drugie chcemy na lodowiec trafić jak najwcześniej, zanim zacznie się on topić w promieniach gorącego słońca. Przejście przez topniejący lodowiec jest trudniejsze niż przez zmrożony. Kierował nami głównie ten drugi powód.

Wejście na szczyt to najpierw długie wejście po kamieniach na wysokość 2900 m n.p.m. W tym miejscu przechodzimy przez garb i rozpoczynamy krótkie zejście i znów tym razem mniej pionowo zaczynamy piąć się w górę. Po przejściu przez sporą liczbę wielkich kamieni narzutowych, dochodzimy wreszcie do lodowca. Lodowiec trawersujemy (pokonujemy go w poprzek, nie wspinamy się po lodowcu). Po pokonaniu tej przeszkody jesteśmy około 40 min od szczytu. Tu zmęczenie daje już o sobie znać. Dodatkowo kiedy wydaje nam się że jesteśmy już na szczycie okazuje się że mamy jeszcze jedno podejście i jeszcze jedno. W reszcie po 7 godzinach dochodzimy do celu. Na samym wierzchołku góry można jeszcze pokonać ekspozycję (spacer po kamieniach szerokości około 0,5 metra) by być już tam, gdzie wyżej się nie da.

Lodowiec na Pico de Aneto - widok ze szczytuWejście zajęło nam 7 godzin - w schronisku powiedziano nam że zajmuje 6 godzin. Więc tak 6-7 trzeba liczyć. Zejście to kolejne 5 godzin. W sumie 12 godzin. Z tego około 4 na lodowcu.
Szlak jest bardzo długi i przez to wymagający i męczący. Nie ma trudności technicznych, a lodowiec wymaga po prostu uwagi i skupienia. Podczas wyprawy spożyliśmy około 6 litrów wody na głowę. Na trasie spotkamy wiele strumieni górskich więc nie trzeba nieść całych zapasów ze sobą. Wadą szlaku jest niewątpliwe ogrom kamieni przez których przejście staje się czasem monotonne - kamienie tego typu są bardzo charakterystyczne dla lodowców. Szlak ma wspaniałe widoki, lodowiec i swoją wysokość co czyni go przeżyciem wartym odnotowania.
  • Lodowiec w Pirenejach zajmuje łącznie ponad 320 hektarów z czego 240 hektarów to lodowiec znajdujący się właśnie pod Aneto.
Raki lub przynajmniej raczki są koniecznością. Oczywiście da się przejść lodowiec bez nich i kilka osób tak robiło. Jednak sami musieliśmy pomóc tak właśnie przygotowanej osobie, która zaczęła się zsuwać. Choć potrafiła się zatrzymać dzięki pokrywającemu lód śniegowi, jednak każdy jej ruch powodował stopniowe osuwanie się. Tak więc bez raków da rade dopóki przypadkiem źle postawimy nogę. Polecam także używanie kijków trekingowych. Wiele osób niosło ze sobą czekan, jednak nie uważam by był on konieczny.
Lodowiec na Pico de Aneto - widok ze szczytuZeślizgnięcie się z lodowca to zjazd po stoku nachylonym pod katem około 45 stopni około 100 metrów w dół na kamienie. Może nie grozi to śmiercią ale połamaniem na pewno.
Liczba ludzi na szlaku, jak i w całych Pirenejach, nie jest duża. Właściwie ze wszystkimi wychodzi się równocześnie ze schroniska. My podczas wejścia i zejścia widzieliśmy 20 - 25 osób. Tak więc trzeciego dnia naszego pobytu w Pirenejach, a czwartego w Hiszpanii, 11 lipca, udało nam się wejść na Aneto.

IV. Refugio de la Renclusa - Refugio Angel Orus

Po Pico de Aneto kolejnym etapem było Posets. Dostanie się ze schroniska pod Aneto do tego pod Posets jest możliwe w ciągu 2 dni. Nam z uwzględnieniem dnia odpoczynku zajęło trzy. Wróciliśmy do Benasque, dokładnie do Camping de Aneto, w ten sam sposób w jaki stamtąd wcześniej wyjeżdżaliśmy. Ze schroniska de la Renclusa zeszliśmy do La Besurta, gdzie wsiedliśmy w autobus do Campingu de Aneto. Resztę dnia spędziliśmy wypoczywając.
Nasze przejście do schroniska Refugio Angel Orus pod Posets w dużej części pokrywało się ze szlakiem GR 11 i jego odgałęzieniem GR 11.2. Jak już pisałem przejście to jest dwudniowe.

1. Camping de Aneto - Ibon Gran de Batisielles

Pierwszego dnia szliśmy drogą wzdłuż rzeki Rio de Estos. Ta część szlaku jest bardzo ładna i, poza męczącym upałem, nie jest wymagająca. Prowadzi ona trochę lasem, trochę polanami przecinając co jakiś czas rzekę. Cały czas mamy widok na szczyty masywu Perdigueret (2703 m n.p.m.). Trzymając się dalej tego szlaku doszlibyśmy do dużego schroniska Refugio de Estos. Spotkani przez nas Polacy bardzo je chwalili.
My jednak zdecydowanie wcześniej schodzimy na szlak odchodzący po lewej stronie. Szlak ten biegnie w lesie. Stosunkowo krótki odcinek można podzielić na 3 odcinki. Pierwszy stromy, drugi łagodny i trzeci równie stromy jak pierwszy. Szlak ten ma wyprowadzić nas na szlak GR 11.2, którego już będziemy trzymali się do końca naszego przejścia. Do szlaku GR 11.2 dochodzimy w okolicach niestrzeżonego schroniska (chatki) Cabana de Betisielles. W tym miejscu zaczyna się także rejon jezior Betisielles - jest ich w sumie 3, ale w pobliżu znajdują się także jeziora Perramo: Ibon de Perramo oraz Ibon de la Startera de Perramo w dolinie Vall de Perramo. Wszystkie one są otoczone wysokimi szczytami liczącymi po 2600-3000 metrów. Bardzo dużo napotkanych przez nas turystów dochodzi po prostu do tego miejsca. Na szczególną uwagę zasługuje największe z jezior Ibon Gran de Batisielles. Szczególne wrażenie robi znajdujący się w bliskim sąsiedztwie szczyty Agulle de Perramo, ze swoimi prawie pionowymi ścianami. W przewodnikach hiszpańskich kształt całej góry przyrównywany jest do sylwetki anioła. Nad tym jeziorem zatrzymujemy się. Do postoju zmusza nas burza, trochę zmęczenie, ale także fakt że jesteśmy prawie w połowie przejścia do docelowego schroniska. Resztę trasy zostawiamy więc na następny dzień. Dojście do tego miejsca zajmuje nam około 6 godzin.
  • W schroniskach hiszpańskich często jest niemożliwym kupienie czegoś do jedzenia. Najczęściej z kuchni wcześnie rano wydawane jest śniadanie (można je już zjeść około godziny 5.00 tak by iść w góry spokojnie najedzonym) i w okolicach godziny 17-18.00 wydawany jest obiad. W pozostałych godzinach najczęściej można kupić tylko coś do picia, a przy odrobinie szczęścia kanapkę (bocadillo).
2. Ibon Gran de Batisielles - Refugio Angel OrusAgulle de PerramoNastępnego dnia dochodzimy do drugiego z jezior Batisielles. W tym miejscu zaczynają się nasze problemy ze znajdowaniem szlaku (wspomniane już przez mnie wcześniej słabe oznakowanie szlaków). W pewnym momencie okazuje się że niepotrzebnie myląc drogę schodzimy do Doliny Perramo. Razem z powrotem na szlak ta pomyłka kosztuje nas około 1,5 godziny i sporo siły. Przechodzimy przez otoczone szczytami rumowisko skalne. Będąc obserwowanymi przez kozice, które zdaje się śledzą każdy nasz ruch, rozpoczynamy lekkie podejście na przełęcz Collada de la Pliana (2702 m n.p.m). Jest godzina mniej więcej 14.00 i spotykamy pierwsze tego dnia osoby. Od tego miejsca do schroniska będziemy już tylko schodzić. Z przełęczy widać, pogrążony tego dnia w chmurach, szczyt Pico de Posets - ciemny, szaro-granatowy wygląda groźnie i niedostępnie, tym bardziej chcemy go zdobyć. Schodząc przechodzimy przez wypełnioną jeziorami dolinę Valle dels Ibons. Dalej gruzowiskiem kamieni, w kropiącym deszczu dochodzimy do schroniska. Przejście tego dnia okazało się dłuższe niż zakładaliśmy. Między innymi dlatego, że kilka razy gubiliśmy drogę. Jesteśmy zmęczeni, ale zadowoleni. Już w samym schronisku okazuje się że znajdujemy się w Parku Krajobrazowym, więc nie możemy rozbić namiotu przy schronisku. Zmuszeni jesteśmy do nocowania w nim.

V. Pico de Posets

Wstajemy Widok na Pice de Posetsokoło godziny 5.00, tak jak większość osób. Jemy śniadanie, zbieramy sprzęt i wyruszamy. Trasa wymaga żebyśmy wrócili się jakieś 30 minut drogą, którą szliśmy dzień wcześniej po czym odbijamy w lewo za szlakiem prowadzącym na szczyt. Jesteśmy teraz w dolinie Vall de Llardaneta. Po chwili odbijamy w prawo od szlaku GR 11.2, którym cały czas do tej pory szliśmy. W tym momencie zaczyna się stroma część podejścia. Spory odcinek jesteśmy zmuszeni przejść po zalegającym śniegu. Zakładamy więc raczki i ruszamy stromo pod górę. Cały szlak na Posets nie jest zbyt wymagający za to bardzo piękny. Wchodząc po śniegu mijamy znajdującą się po naszej lewej stronie sterczącą samotnie na wysokość 3094 metrów "skałę" Diente de Llardana. W momencie jak ją mijamy jej ściana ma około 350-400 metrów wysokości. Na późniejszym etapie podejścia będziemy mogli podziwiać skałę w całej swojej okazałości. Mijając śnieg wychodzimy w końcu na pokryty piDiente de Llardanaargiem odcinek podejścia by w końcu dojść do grzbietu góry. Tutaj chowamy kijki terkingowe ponieważ trasa robi się węższa i wymaga gdzieniegdzie wdrapywania się po skałach. Po 20 minutach dochodzimy na szczyt. Przed naszymi oczami roztacza się niesamowity widok. Pogoda jest idealna. Przejrzystość powietrza, widoczność fantastyczna. Widzimy naszą trasę z wczorajszego dnia, gdzieś w oddali masyw Aneto. W każdym kierunku łańcuch gór. Po raz pierwszy dociera do nas skala i wielki rozmiar Pirenejów. Na szczycie są osoby które wychodziły z nami ze schroniska. Są też ci, którzy weszli szlakiem prowadzącym na Posets od strony północnej. Niektórzy wnieśli wino i świętują swój sukces dzieląc się z innymi "zdobywcami". My po około 20 minutach ruszamy w drogę powrotną prowadzącą tym samym szlakiem. Wejście zajęło nam 4 godziny, które minęły bardzo szybko. Mniej więcej tyle samo zajęło zejście. Po 8 godzinach byliśmy z powrotem w schronisku. Dochodziła godzina 15.00. Widok ze szczytuMając na uwadze wczesną godzinę, względnie lekkie przejście za sobą i nasze przyszłe plany (następny ma być Monte Perdido oddalony o 4 dni marszu przez góry od Posets), podejmujemy decyzję by zejść do miasta. Stamtąd będziemy chcieli złapać autobus. Zejście to zamienia się w raczej nieciekawą przygodę. Zaczyna padać silny deszcz. Mokniemy nieustannie przez 2 godziny. Nie jesteśmy w stanie cieszyć się nawet mijanymi wodospadami Cascada de Presente i Cascada d'Espigantosa. Zwłaszcza ten drugi podobno zasługuje na uwagę. Po 2 godzinach dochodzimy do parkingu Paleta de l'Estallo i okazuje się że do pobliskiego miasta Grist Eriste jeszcze spory odcinek drogi. Na szczęście udaje nam się złapać autostop. Jest on dla nas zbawieniem od deszczu i dużego już zmęczenia. Dostajemy się znów do Benasque. Noc spędzamy na Camping de Aneto. Następny dzień postanawiamy poświęcić na wysuszenie rzeczy i odpoczynek. Od jakiegoś czasu pogoda psuje się każdego dnia jak w zegarku. O godzinie 15.00 zaczyna padać godzinny deszcz, który okazuje się jedynie mżawką i zapowiedzią tego co stanie się o 19.00. Wieczory wypełniają nam burze i czasem opady.

VI. Monte Perdido

Monte Perdido znajduje się w Parku Narodowym Monte Perdido i Ordessy. Park położony jest pomiędzy dwoma miejscowościami Bielsa i Torla. Obejmuje on swoją powierzchnią 4 podstawowe obiekty. Patrząc od zachodu (od Torli) są to: Dolina Odessy, Masyw Monte Perdido, Kanion Canon de Anisclo, Dolina Halle de Pineta (La Bal Berde). Nasz plan obejmował początkowo przejście pierwszej trójki. Później zrezygnowaliśmy, ponoć z niesamowitego, kanionu by udać się na Brecha de Rolando i przejść przez tą przełęcz na stronę francuską. Wejście na Monte Perdido z miejscowości Torla zajmuje minimum dwa dni. 1. Benasque - Anisa - Torla - Camping Ordesa (Przejazd autobusowy) Z Benasque codziennie o godzinie 6.45 odchodzi autobus do Barbastro. Jest to jedyne połączenie, które później umożliwia złapanie autobusów z Barbastro do innych Torlamiejscowości. W Barbastro łapiemy autobus do miejscowości Anisa. W Anisa autobus zatrzymuje się na środku ulicy. Jak się później okazuje jest to taki niewidzialny dworzec autobusowy, taka lekka zmyłka dla turystów, którzy wypakowują rzeczy w akompaniamencie klaksonów rozgoryczonych upałem kierowców. Później wsiądziemy w tym samym miejscu w autobus do Torli. Miejscowość okazuje się bardzo ładna, a główną atrakcję stanowi bardzo stara część miasta wraz ze znajdującymi się w niej ruinami zamku. Po krótkim zwiedzaniu wsiadamy do autobusu do Torli. Dwie godziny jazdy serpentynami, pomiędzy górami i dolinami i jesteśmy na miejscu. Torla jest niewielka, ale bardzo urocza z mnóstwem małych uliczek, hoteli i turystów. Charakterystyczny jest górujący nad miastem kościół. Niecały kilometr za miastem zaczynają się pola namiotowe (w sumie jest ich 4, ostatnie 9 km od miasta). My nocujemy na pierwszym.
  •     Cena biletu do Barbastro:
  •     Cena biletu do miejscowości Anisa:
  •     Cena biletu do miejscowości Torla:
  •     Cena noclegu w Campingu Odessa: 13 euro
2. Camping Ordessa - Dolina Ordessy - Refugio de GorizDo wejścia do Doliny Ordessy dojechać można autobusem kursującym z Torli co mniej więcej 30 minut. My jednak udaliśmy się tam piechotą. Dojście do doliny z campingu prowadzi początkowo asfaltem. Po dojściu do mostu nad rzeką Ara możemy wejść na przyjazny nam szlak GR 11. Idąc nim na lewo zaczniemy poruszać się w kierunku Doliny. Dojście do niej od tego momentu prowadzi przez las. Mijając co jakiś czas punkty widokowe na płynącą rzekę oraz na wysokie góry znajdujące się na przeciwległej "ścianie" doliny. Dochodzimy wreszcie na polanę (parking), który leży u wejścia do Doliny Ordessy. Przez Dolinę prowadzą dwa szalki. Pierwszy dłuższy wiedzie południowym zboczem. Drugi, krótszy i mniej wymagający jej dnem. Ponieważ mamy ze sobą plecaki transportowe z naszym całym dobytkiem wybieram drugie rozwiązanie. Według tabliczek rozstawiony na początku szlaku po 4 godzinach mamy dojść do schroniska Goriz co, jak się później okaże, ma się nijak do rzeczywistości. Dolina OrdessySzlak prowadzi lasem. Widzimy jednak szczyty stanowiące zbocze doliny, wysokie na 2200-2300 metrów. Góry te podziwiać można w nieskończoność. Zachwycają nie tylko wysokością, ale również kolorystyką. Całe Pireneje są bardzo zróżnicowanie geologicznie i poszczególne warstwy skał tworzące górę znacznie odróżniają się od siebie kolorami, tworząc barwne mozaiki. Na trasie mijamy 4 wodospady. Imponujący jest szczególnie jeden z nich, wielokaskadowy, z wodą przeciskającą się pomiędzy skałami, z korytem rzeki Arazas przyjmującym miejscami postać wijących się lejów. Jednakże Dolina sama wydaje się zaskakująco mało ciekawa. Wszystko zmienia się gdy dochodzimy do ostatniej jej części nazywanej Circa de Soaso. Jest to jedne z najpiękniejszych miejsc jakie widzieliśmy w Pirenejach. Dorównuje swym pięknem naszej polskiej Dolinie Pięciu Stawów całkowicie jednak się od niej różniąc. Jest to wielka polana otoczona półkolem wysokich, pionowych ścian od dna doliny wysokich na około 500-600 metrów (o wysokości 2200 m n.p.m.). Są to ściany wzięte jakby z kanionu, różnobarwne z widocznymi wspomnianymi przeze mnie wcześniej kolorowymi warstwami. Dolina OrdessyNa końcu doliny znajduje się nie pasujący do niczego, jakby znalazł się tu przez przypadek, wielki kopiec kamieni. Za nim na samym końcu widzimy przepiękny wodospad, znany już nam z napotkanych w sklepach pocztówek i kalendarzy. Nad wszystkim góruje Masyw Monte Perdido. Jest już w miarę późno. Na szlaku pozostali tylko nieliczni turyści - 6, może 10 osób. Z częścią z nich zaraz pójdziemy dalej do schroniska. Circo de Soaso to na pewno niezapomniane miejsce. Mamy za sobą już 4 godziny marszu od parkingu. Tempo w jakim się posuwamy ograniczał w dużej mierze upał. Teraz by dojść do schroniska musimy się wdrapać mniej więcej do połowy jednej ze ścian. Podejście jest strome, prowadzi wijącym się szlakiem. Dalej jest już bardziej poziomo właściwie nie zmieniamy wysokości ale wraz z licznymi tu świstakami poruszamy się na północ. Zaczyna padać deszcz, który psuje nam pierwsze wrażenie związanie z ujrzeniem Circa De Goriz - docenimy jego piękno następnego dnia rano. W deszczu poszukujemy schroniska. Docieramy do niego po około 6 godzinach licząc od parkingu, a po około 8 licząc od campingu. Przy schronisku jest kilkanaście namiotów, a samo schronisko wypełnione ludźmi po brzegi. Stąd widać Dolinę Ordessy z góry - wygląda wspaniale w każdym ujęciu. Zmęczeni idziemy wcześnie spać - następnego dnia rano wyruszamy na Monte Perdido. W nocy dopada nas wielka burza z ulewnym deszczem.
  • W Parku Narodowym możliwość rozbicia namiotu jest ograniczona. Można go rozbić powyżej określonej wysokości. W różnych częściach parku jest to różna wysokość. W okolicach Odessy i Monte Perdido jest to 2100 m n.p.m. Czyli od schroniska w górę.
3.Refugio de Goriz - Monte Perdido - Refugio de Goriz

RefugioJak zawsze wychodzimy wcześnie rano. Zwijamy namiot i przepakowujemy plecaki tak by jeden z nich z całym dobytkiem zostawić w schronisku. Od samego początku zapowiada się pochmurny i deszczowy dzień. Zabieramy więc odpowiednie kurtki, spodnie i polary. Odczekujemy chwilę by nie iść w tłumie (jak zwykle wszyscy ruszają na szlak w tym samym czasie) i ruszamy. Na naszej mapie szlak na szczyt oznaczony jest jako wymagający doświadczenia wspinaczkowego. My jednak w momencie wyruszenia znamy trasę z opowiadań innych napotkanych osób i wiemy, że oznaczenie takie zdecydowanie mija się z rzeczywistością. Potwierdzą to później także nasze obserwacje. Szlak prowadzi kamienistym podejściem. Nie jest to podejście strome, o niskim stopniu trudności. Na pewnym odcinku jesteśmy zmuszeni do poszukiwania drogi pomiędzy dużymi kamieniami narzutowymi co zajmuje nam trochę czasu. Dochodzimy do bardziej stromego odcinka prowadzącego na półkę, na której oczekujemy znaleźć staw Lagp Helado. Tu szlak się rozwidla. Jedna jego odnoga prowadzi dalej przez kamienie narzutowe i do góry. My podążając za parą idącą przed nami wybieramy drugą opcję. Wejscie na Monte PerdidoWspinając się po małych kamieniach, które później dadzą nam się jeszcze bardziej we znaki, dochodzimy pod półkę skalną i idąc wzdłuż jej ściany docieramy do połączenia obydwu szlaków, które następuje na około 20 minut od stawu. Lagp Helado to niewielki staw otoczony wysokimi skałami. W pochmurny dzień, te strome, ciemne skały skryte były w chmurach. Ciemno szare chmury unosząc się około 10 metrów nad stawem stwarzały fenomenalny kontrast dla jego granatowo, błękitnej toni. Staw od szczytu dzieli około godziny wchodzenia. Początkowo posuwamy się na przód po skałach by później wejść ponownie na małe osuwające się wraz z nami kamyki. Odcinek ten jest szczególnie męczący. Do szczytu dochodzimy po 5 godzinach. Nie mamy żadnych widoków, wieje zimny, porwisty wiatr, zaczyna mżyć. Dwoje Francuzów jakich tam spotykamy nie zna słowa po angielsku. Trzy zdjęcia szczytowe i ruszamy w drogę powrotną. Docierając do znanego nam już stawu zaczyna się burza. Schronienie znajdujemy pod nawisem skalnym po jakichś 30 minutach marszu w ulewnym deszczu. Przebieramy się w suche rzeczy, czekamy aż burza ustąpi. Po chwili dołącza do nas Hiszpan i znani już Francuzi. Ruszamy w dalszą drogę, do schroniska tylko godzina. Monte Perdido nie jest trudną górą i na pewno wartą zdobycia. Nam nie udało się trafić z pogodą więc właściwie pozostała nam jedynie satysfakcja ze zdobycia tego szczytu. Możemy sobie tylko wyobrażać jak rewelacyjny widok musi być z wysokości 3355 metrów w słoneczny, pogodny dzień. W pobliżu przecież znajdują się inne trzytysięczniki, Dolina Ordessy, a także lodowiec Glaciar de Monte Perdido.

VII. Brecha de Rolando

1.Refugio de Goriz - Brecha de Rolando - Refuge de Roland

Droga na przełęcz20 lipca - opuszczamy schronisko de Goriz. Początkowo chcieliśmy poświęcić jeden dzień by odwiedzić pobliski kanion Canion de Anisclo. Zmieniamy jednak plan i ruszamy w stronę Przełęczy Rolanda by przejść tam do schroniska Rolanda znajdującego się po stronie francuskiej. Przełęcz ta jest bardzo popularna wśród turystów wchodzących zarówno ze strony francuskiej jak i hiszpańskiej. Z Hiszpanii prowadzi na nią kilka szlaków m.in. odchodzące z Doliny Ordessy szlaki, przechodzące przez Circo de Cotatuero lub Circo de Carriata. Idąc od strony schroniska pod Monte Perdido szlak także się rozdwaja pozwalając na wybór trasy jaką chcemy pokonać. Droga od schroniska początkowo jest bardzo prosta i przyjemna. Pozostajemy właściwie ciągle na tej samej wysokości trawersując zbocza gór, pokonując liczne potoki górskie oraz przechodząc przez polany. Cały czas znajdujemy się na wysokości około 2300 metrów. Dochodząc do Cuello de Millaris napotykamy rozgałęzienie szlaku. Droga na przełęczIdąc najbardziej lewym możemy zejść do Doliny Ordessy. Szlak środkowy poprowadzi nas łatwiejszym podejściem na Brecha de Rolando łącząc się jeszcze w między czasie ze szlakami prowadzącymi z Ordessy. Trzecia z możliwości, szlak odchodzący najbardziej w prawo opisywany jest jako najbardziej wymagający. Na opisie tego szlaku się skupie, ponieważ nie mam żadnych konkretnych informacji o innych trasach prowadzących na przełęcz. Ruszając dalej mijamy z prawej strony niespotykane przez nas do tej pory dziwne ukształtowanie terenu, przypominające swym wyglądem niezbyt głęboki krater o równym płaskim dnie. Dalej szlak jest średniej trudności z miejscami trudnymi. Tuż przed przełęczą mamy odcinek ubezpieczony łańcuchem. Jest on przymocowany do ściany znajdującej się po naszej lewej stronie. Ma on za zadanie uchronić nas przed zsunięciem się po żwirze. Sama Brecha de Rolando przypomina swym wyglądem bramę. Pomiędzy dwoma wysokimi na około 50 metrów, ale cienkimi skałami ciągnącymi się na boki, znajduję się prostokątna wyrwa. Widok z przełęczy, ale także na całym podejściu, od samego początku, jest jednbym z najbardziej malowniczych, najpiękniejszych widoków jakie kiedykolwiek roztaczały się przede mną podczas górskich wędrówek. Nocleg koło RegugioZ Bramy roztacza się widok zarówno na Pireneje hiszpańskie jak i francuskie. Po stronie francuskiej schronisko znajduje się o jakieś 40 min lekkiego zejścia z przełęczy. Zaznaczone na mapie lodowce okazują się niegroźne i przypominają raczej zalegający po zimie śnieg. Przy schronisku, na kamiennym podłożu rozbijamy nasz namiot. Do późna podziwiamy otaczające schronisko szczyty. Widzimy tam Pic des Sarradets, skały znajdujące się przy bramie oraz przede wszystkim Cirque de Gavarnie. Szczególnie zapierający dech w piersiach jest widok szczytu Pico de Marbore. Góra o wysokości 3248 metrów dominuje nad nami i nad pobliską dolina. Jej wysokość względna od dna doliny to ponad 1400 metrów. Część jej zbocza pokrywa wysoki, zwany wielkim wodospad La Grande Cascade, mieniący się kBrechaolorami tęczy w promieniach zachodzącego już słońca. Zbocza tej góry jak i całego Cirque zbudowane są z różnego rodzaju skał (wspomniana już przeze mnie wielokrotnie różnorodność geologiczna). Szczególny efekt stwarza biała skała sprawiające wrażenie zalegającego na skałach śniegu. Stwarza ona wyraźny kontrast z brązowym przeważającym kolorem góry. Jest to wspaniały popis nieograniczonych umiejętności przyrody. Wypijając wino zakupione w schronisku i świętując udane przejście kładziemy się spać. Schronisko jest wypełnione po brzegi francuskimi turystami, a nasz namiot otoczony przez namioty skautów hiszpańskich.

2.Refuge de Roland - Bujaruelo - Torla


Budzimy się rano sami. Grzejące słońce nie pozwala spać za długo. Od samego rana towarzyszy nam świadomość, że od tego momentu rozpoczynamy już zejście z gór. Jesteśmy na wysokości 2587 metrów i wiemy że już wyżej nie będziemy. Postanawiamy francuskim szlakiem HRP udać się do położonego na wysokości 2273 metrów parkingu Puerto de Bujaruelo o de Gavarnie. Tam chcemy przejść z powrotem na stronę hiszpańską i zejść do miejscowości Bujaruelo. Droga do parkingu jest płaska i łatwa, przebiega trochę w pustynnym, kamienistym krajobrazie. Z parkingu do miejscowości schodzimy w 3 godziny. To zejście jest bardzo męczące i raczej nieciekawe. Idziemy w porze największego upału, wzdłuż linii energetycznej. Widoki są ograniczone a wędrowanie uprzykrzają liczne w tym rejonie małe muszki. Chwile ukojenia daje kąpiel w dużym potoku górskim. Końcówka szlaku przebiega w lesie całkowicie kończąc podziwianie jakichkolwiek widoków. Nie wyobrażam sobie wchodzenia tą trasą. Byłoby to podejście bardzo długie i żmudne, nie do zniesienia w lejącym się z nieba upale. Bujaruelo okazał się dla nas zbawieniem. Bar z jedzeniem i ponowna kąpiel w rzece stawia nas na nogi. Miejscowość jest bardzo mała. Właściwie, to stanowi ją schronisko, pole namiotowe, bar i zabytkowy kościół z mostem. Po odpoczynku ruszamy dalej. Przechodząc 9 kilometrów po asfalcie dochodzimy z powrotem do Torli i znanego nam już dobrze Campingu Ordessa.

VIII. WYJAZD


Torla to ważna miejscowość turystyczna dla znacznej części Pirenejów, a szczególnie dla parku narodowego. Jednakże wydostanie się z tego miasteczka nie należy do rzeczy łatwych. My zmierzaliśmy do Zaragossy, miasta w którym liczyliśmy na transport do Leon. Dokładnie raz dziennie, ale za to przez cały tydzień o godzinie 15.30 odchodzi z Torli autobus do miasta Sabinanigo, gdzie z kolei możemy złapać autobus (odjeżdżający 40 minut po przyjeździe naszego autobusu) lub pociąg do Zaragossy. Z kolei z tego dużego miasta dostaniemy się już w każdą część Hiszpanii.

IX. Harmonogram wyprawy

   Dzień  Data      Opis
     1.      8.07     Przylot i pobyt w Barcelonie
     2.      9.07     Podróż Barcelona - Lleida - Barbastro - Benasque
     3.    10.07     Przejazd autobusem Benaque - La Besutra, dalej pieszo La Besutra - Refugio de la Renclusa - Pico de Paderna (2622) - Refugio de la Renclusa
     4.    11.07     Refugio de la Renclusa - Pico de Aneto (3404) - Refugio de la Renclusa
     5.    12.07     Refugio de la Renclusa - Benasque
     6.    13.07     Benasque - GR 11 - GR 11.2 - jezioro Ibon Gran de Batisielles
     7.    14.07     jezioro Ibon Gran de Batisielles - Refugio Angel Orus
     8.    15.07     Refugio Angel Orus - Pico de Posets (3115) - Refugio Angel Orus - Pilleta de l'Estallo - Benaque
     9.    16.07     Benasque
    10.    17.07     Przejzad autobusem Benasque - Anisa - Torla - Camping Ordesa
    11.    18.07     Camping Ordesa - Dolina Ordesy - Refugio de Goriz o Delgado Ubeda (2200)
    12.    19.07     Refugio de Goriz - Monte Perdido (3355) - Refugio de Goriz
    13.    20.07     Refugio de Goriz - Brecha de Rolando (2807) - Refuge des Sarrades ou de la Breche de Roland (Francja)
    14.    21.07     Refuge des Sarrades ou de la Breche de Roland (Francja) - Puerto de Bujaruelo o de Gavarbie - miejscowośc Bujaruelo - Torla
    15.    22.07     Wyjazd z Torli