W pogoni za duchem Nansena

5 kwiecień 2009


Natychmiast postanowili ruszyć w stronę lądu. – Powiedzieliśmy sobie, że nie zatrzymamy się, nim tam nie dotrzemy – wspominał Ousland. – Bo jeśli dziś nie wylądujemy na wyspie Eva-Liv, nigdy tam nie dojdziemy. Zawzięcie wiosłowali, kierując się na południowy wschód, przebili się przez gęstą mgłę i osiągnęli krawędź stabilnego lodu. Byli w drodze ponad dobę. Weszli na lód i Ulrich sprawdził dryf na GPS-ie. Żadnej zmiany położenia. Lód był na trwałe złączony z lądem. Udało się.

Przez następne osiem tygodni podążali szlakiem Nansena i Johansena na południowy zachód archipelagu, przenosząc się z wyspy na wyspę. Ziemia Franciszka Józefa, kiedyś radziecka strefa militarna, obecnie nadal raczej nie- dostępna dla obcokrajowców, pozostaje równie dziewicza jak za czasów Nansena.

Na przylądku Norwegija, na wyspie Jacksona, Ousland i Ulrich znaleźli ruiny nędznej kamiennej chaty z dachem ze skóry morsa, w której kiedyś zimowali sławni badacze, polując na białe niedźwiedzie i morsy. Nansen wiele nauczył się od Inuitów z grenlandzkiej wioski, gdzie spędził zimę 1888/1889. Dlatego gdy skończyło im się paliwo do kuchenki, używali z Johansenem lamp łojowych do gotowania. – Dziwię się, że się nie pozabijali – przyznaje Ulrich, patrząc na kamienny pierścień ciasnej chałupiny. – Przeżyli, bo nie chcieli się poddać. To jedyne wyjaśnienie – mówi Ousland.
Nim Ousland i Ulrich dotarli na przylądek Flora na wyspie Northbrook, gdzie Nansena i Johansena uratował brytyjski podróżnik Frederick George Jackson, też bardzo już pragnęli powrotu. Przyjaciel z Oslo zgodził się zabrać ich jachtem, ale jego przypłynięcie odwlekało się tygodniami. To bardzo spokojne miejsce z jeziorkiem, idealne na przeczekanie trzech tygodni – mówi Ulrich. – Inne wyspy pokryte są samymi skałami, kamieniami i lodem, natomiast przylądek Flora był zielony, porastały go mchy i kwiaty. – Oprócz nas mieszkały tam tysiące ptaków morskich gniazdujących w skalnych ścianach oraz biała niedźwiedzica z małym, głodna, bo w następstwie zmian klimatycznych zabrakło jej lodu morskiego do wędrówek. Każdej nocy misie podchodziły do ich obozowiska, by spróbować szczęścia i coś upolować. Podróżnicy odstraszali je racami. Gdy race się skończyły, polarnicy musieli płoszyć niedźwiedzie, częstując je pieprzowym sprayem, strzelając w powietrze, waląc w garnki i patelnie oraz wrzeszcząc na całe gardło. – Pogoniliśmy je do samej wody – mówi Ousland. – Potem już było pełne zrozumienie.
13 sierpnia u brzegu przylądka Flora pojawił się kecz Athene; Ousland z Ulrichem dopłynęli do niego kajakami. Po piętnastu tygodniach na dalekiej Północy przyszedł czas, by podążyć za duchem Nansena do domu, do Norwegii.
Nansen wyprzedzał swoje czasy w sposobie myślenia o Arktyce i podróżach po niej – mówi Ousland. – My w porównaniu z nim mieliśmy wakacje – dodaje Ulrich. – Wiedzieliśmy, jaka droga jest przed nami. On nie miał pojęcia, dokąd i jak daleko musi iść.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-04-14 15:26

    A Ci co!?.....Pozdrawiam.

  • Do moderacji
    2011-02-05 03:57

    świetnie napisany artykulik :-)

Autor

Ostatnio czytali

  • artur
  • Formor
  • Oktawian_P
  • majonez
  • pierzgal
  • Olenka
  • yonkers
  • VitoCorleone
  • bartekj
  • siwydym
  • katti
  • Ukko
  • akterf
  • Gibb
  • dkglobetrot
  • Bog_danek
  • monika p
  • mefume

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się