Podróż do Afryki to dla wielu przede wszystkim wyprawa pozwalająca odczuć pierwotne bogactwo fauny, dzikość safari. Choć Czarny Ląd błyskawicznie się zmienia, nadal jest to możliwe.
Tytuł opowiadania Ernesta Hemingwaya Śniegi Kilimandżaro, sprawił, że najwyższa góra Afryki dawno temu stała się moim marzeniem. I chociaż otaczają ją liczne legendy o złych duchach strzegących srebra leżącego na wierzchołkach, mimo wszystko postanowiłam rzucić jej wyzwanie. Ruszyłam na spotkanie Czarnego Lądu.
Powitanie z Afryką nie wypada najlepiej. Lotnisko Kilimandżaro (tak się nazywa), położone ok. 30 km od Aruszy, miasta uznawanego za turystyczną stolicę Tanzanii, tonie w mroku. Samolot wylądował z opóźnieniem, jest środek nocy. W gronie współpasażerów próbuję znaleźć wspólników do taksówki, ale poza mną wszyscy są klientami biur podróży, więc ktoś już na nich czeka. Autobusów o tej porze nie ma, taksówkarze niczym hieny dopadają mnie, rzucając astronomiczną cenę 150 złotych za kurs do miasta...
Wybieram się do toalety i tam po raz pierwszy mam do czynienia z Masajami. Na drzwiach do przybytku wiszą płaskorzeźby dwóch masajskich głów: jedna z warkoczykami, druga – ogolona. Jasne, że wybrałam pierwszą opcję. Kiedy wpadłam na mężczyznę przy pisuarze, przypomniałam sobie o zwyczajach tego plemienia. Warkoczyki zaplatają sobie mężczyźni, kobiety wolą praktyczną w gorącym klimacie łysinę.
Wracam do hali lotniska. W kantorze wymiany walut siedzi blondwłosa biała dziewczyna. Intuicja mnie nie myli – mogę liczyć na pomoc. Zaraz kończy pracę i może zabrać mnie do Aruszy. Rozmawiamy po angielsku. Po 10 minutach jazdy pada pytanie, skąd pochodzę. – From Poland – wyjaśniam.
– Cześć! Asia jestem! Asia Sowińska, a właściwie teraz to już Mfwangavo – przedstawia się moja wybawicielka. Nie wierzę własnym uszom. I to ma być ta dzika Afryka?
Aruszę trudno nazwać urzekającym miastem. To przede wszystkim węzeł transportowy, siedziba lokalnych władz, centrum zakupowe, a dla turystów – baza wypadowa na safari. Niewątpliwym atutem krajobrazu jest pobliski wulkan Meru (4566 m), przez niezorientowanych brany za Kilimandżaro. Nie ma tu zbyt wiele do obejrzenia – mało interesujące muzeum, obwieszony flagami sąd, gdzie odbywa się proces oskarżonych o ludobójstwo w czasie wojny w Rwandzie, oraz – chyba najciekawsze dla turystów – barwne i gwarne miejscowe bazary. Sekcję mięsną lepiej ominąć szerokim łukiem, tym bardziej, że smród jest tam nie do zniesienia i kłębią się roje much. Dalej pod kolorowymi parasolami siedzą kobiety i sprzedają mango, w warsztatach obok powstają sandały ze zużytych opon samochodowych. Potrzeba matką wynalazku – mówi stare powiedzenie, a w Afryce jak chyba nigdzie indziej wciela się je w życie.

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Z...

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się ...

Do 27 marca 2012 r. możesz głosować za pomocą SMS na najwybi...

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszkó...
Jak się podróżowało samotnie po tanzanii?pozdrawiam m
Podróżniczka, zapalona żeglarka i miłośniczka gór. Zjeździła wszystkie kontynenty, odwiedziła również Tanzanię i – oczywiście – zdobyła Kilimandżaro.
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.