Plan wycinki w Puszczy Białowieskiej został zatwierdzony, ale czy zostanie zrealizowany? Dyrektor Greenpeace w Polsce ma wątpliwości. Ale jednocześnie ostrzega, że po Puszczy może przyjść czas na inne cenne miejsca w Polsce.

Plan wycinki w Puszczy Białowieskiej został zatwierdzony, ale czy zostanie zrealizowany? Dyrektor Greenpeace w Polsce ma wątpliwości. Ale jednocześnie ostrzega, że po Puszczy może przyjść czas na inne cenne miejsca w Polsce.
 

Dyrektor Greenpeace w Polsce Robert Cyglicki mówi, że nie jest do końca pewne, czy uda się zrealizować założenia wycinki. 
 

- Tam będzie taki ruch jak na autostradzie – mówi – w ciągu następnych kilkunastu tygodni chcemy wyciąć tyle, ile wycina się w ciągu roku.
 

Na pytanie, czy istnieje jeszcze jakaś prawna droga by zmienić decyzję Ministerstwa Środowiska w tej sprawie odpowiada enigmatycznie, że coś się da, ale na razie nie chce mówić co ekolodzy zamierzają. Dodaje, że decyzje dotyczące Puszczy mogą pokazywać pomysł na politykę ochrony środowiska Ministerstwa Środowiska. To znaczy, że okazji do protestów może być jeszcze więcej. 
 

Dr Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków PAN dodaje, że wobec Doliny Rospudy także plany zostały zatwierdzone i wydawało się, że nic już nie da się zrobić. Jednak po akcjach protestacyjnych oraz pismach z Komisji Europejskiej odstąpiono od planów budowy obwodnicy Augustowa.
 

- Pan minister Szyszko może ignorować środowiska naukowe, organizacje ekologiczne, ale sądzę, że nie będzie mógł ignorować Komisji Europejskiej czy innych ciał międzynarodowych, które już interesują się tym co się tutaj dzieje – mówi Kowalczyk.
 

Ministerstwo Środowiska argumentując zwiększenie wycinki drzew na terenie Puszczy najczęściej podawało trzy argumenty:

  • zwiększone występowanie i działanie kornika drukarza - tak zwana "gradacja"

  • możliwość posadzenie na miejsce wyciętych drzew nowych

  • tylko dzięki wycince uda się wspierać siedliska roślin i zwierząt

Naukowcy odrzucają argumenty ministra
 

Problem w tym, że środowisko naukowe nie podziela poglądów Ministerstwa. Pierwszy z argumentów odpiera profesor Jerzy Gutowski, entomolog, znawca owadów związanych z martwym drewnem. Opisując gradacje kornika drukarza tłumaczy, że jest to zjawisko naturalne, a obecny jego wymiar nie jest w żaden sposób katastrofalny.
 

Nic nowego i szczególnego – wyjaśnia – w toku ewolucji wykształciło się współdziałanie między tymi dwoma elementami przyrody: owadem i drzewem. Jeśli spojrzymy na to w dłuższej perspektywie czasowej jest to korzystne. One będą zawsze trwały w tej koegzystencji.
 

Dla poparcia swojej tezy podaje dane dotyczące kolejnych gradacji. Bo trzeba wiedzieć, że w ciągu ostatnich 120 latach mieliśmy ich co najmniej 8. Przykładowe porównanie gradacji z lat 20-tych ubiegłego wieku z obecną pokazuje, że takie rzeczy działy się wcześniej, a natura doskonale zabliźniała takie rany. Oczywiście o ile jej człowiek w tym nie przeszkadzał.
 

Profesor dodaje, że czynniki, które wpływają na gradację kornika są często niezależne od ludzi. To warunki pogodowe, okresowe nagromadzenie powalonych drzew po huraganach. Są też inne: pożary, zanieczyszczenia, czy wreszcie globalne ocieplenie klimatu. Im bardziej jest sucho i ciepło na początku wiosny, tym kornika będzie więcej.
 

Według profesora walka człowieka z kornikiem jest bezcelowa, a badania potwierdzają, że działania ochronne nie przynoszą efektów. Żeby zatrzymać gradację potrzeba by wyciąć 80% drzew zaatakowanych. To niemożliwe, bo takiej wycinki w obszarze Puszczy nie planuje nikt. Co więcej, kornika nie powinno się wyrzucać z puszczy bo jest ważnym elementem łańcucha pokarmowego, a jego gradacja już teraz zaczyna wygasać na części obszarów i powinna skończyć się w przyszłym roku.
 

Kwestia zwierząt
 

W argumentacji za zwiększeniem wycinki minister Jan Szyszko często wspomina o konieczności ochrony siedlisk zwierząt. Jednak dr Rafał Kowalczyk przekonuje, że człowiek powinien podchodzić z najwyższą delikatnością do każdej ingerencji w puszczę. Chodzi o gatunki zwierząt, które są bardzo wrażliwe na zmiany i mogą po prostu zniknąć. W Puszczy Białowieskiej występuje 12 gatunków ssaków drapieżnych (w tym wilki i rysie), 5 gatunków kopytnych (między innymi żubr), aż 11 gatunków nietoperzy, 8 gatunków ssaków owadożernych oraz 16 gatunków gryzoni. Na zmiany najbardziej wrażliwe są te najmniejsze, związane ze starymi lasami oraz nietoperze z gatunków, które upodobały sobie dziuple drzew.
 

Pozwolić naturze działać
 

Natomiast pracujący na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego dr Marcin Zych odpiera argument dotyczący postępującej degradacji lasu. Według niego obecna forma ochrony jest odpowiednia, a większa wycinka i nasadzenie w miejsce lasu mieszanego wygodnych dla gospodarki gatunków (np. Sosna) i tworzenie monokultur (czyli obszarów, gdzie rośnie jeden gatunek drzewa) przyniesie tylko złe skutki.
 

Puszcza Białowieska to w większości grąd, czyli wielogatunkowym lasem liściastym o przewadze graba, lipy i dębów, choć znajdziemy tu także świerk, sosnę i inne gatunki. Występują tu także olsy (lasy olchowe) oraz łęgi (lasy nad rzekami i potokami z przewagą olszyny, dębu, topoli, jesionu czy wiązu). Lasy gospodarcze po wojnie w większości tworzone były na zasadzie monokultury, ponieważ sadzono najatrakcyjniejsze drewno dla gospodarki.
 

- Minister mówi o "eksperymencie" jakim ma być pozostawienie części lasu samemu sobie - mówi Zych - otóż gospodarka leśna to jest eksperyment wielkoskalowy tak naprawdę. Gdybyśmy odwrócili optykę to by się okazało, że w ciągu kilkuset lat, a w Polsce w ciągu stu, dwustu, trwa eksperyment polegający na upraszczaniu struktur leśnych. Nie zawsze się on udaje. 
 

Błażej Grygiel 

 

 

________________________________________

Właśnie trwa 10. edycja konkursu TRAVELERY. To najbardziej prestiżowe nagrody podróżnicze. Zagłosuj na "Podróż roku" i poznaj nominowanych w kategroii "Podróżników Online":