Skokiem do wody bracia Dawid Andres i Hubert Kisiński uczcili swoje pierwsze spotkanie z Amazonką.

Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że jezioro Ticcla Cocha, w którym pływali, dające początek największej rzece świata, nie znajdowało się na wysokości 5142 metrów nad poziomem morza. Po uciążliwej wędrówce po peruwiańskich Andach, docierając tu, mało kto myśli o czymkolwiek poza skutkami choroby wysokościowej i przenikliwym zimnie. Nocą temperatura spada do około minus 20 stopni Celsjusza, zwykle pokrywając akwen lodową taflą, w dzień zaś podnosi się o kilka-kilkanaście stopni.
 

Na uwagę zasługuje jeszcze jeden fakt. Pochodzący z gorzowskiego Zawarcia podróżnicy do źródła Amazonki dotarli na rowerach, co stanowi pierwszy taki wyczyn w historii eksploracji rzeki. Właśnie tu, u stóp góry Mismi, nad jeziorem Ticcla Cocha rozpoczęła się ich rowerowa wyprawa po Amazonce. Jakkolwiek dziwne może wydać się stwierdzenie "rowerem po Amazonce", Dawid i Hubert faktycznie planują większą część rzeki przepłynąć na specjalnie do tego celu skonstruowanych rowerach.
 

Rowerem najtaniej
 

"Chcę przeżyć wspaniałą przygodę. Z tego, co się orientuję, jeszcze nikt nie przejechał Amazonki rowerem. Jednak tego nie planowałem, tak wyszło najtaniej” – odpisał na moje pytanie o cel wyprawy Dawid, 40-letni pasjonat wojaży po świecie.
 

Dawid to człowiek o duszy obieżyświata. Chcąc poznawać nowe, odległe krainy na ziemi podejmował się różnych zajęć. Prawdziwą szkołą życia okazała się praca na statku pasażerskim. Jej trudy, jak mówi, “rekompensowała mu możliwość zwiedzania interesujących miejsc i poznawania ludzi ze wszystkich stron świata". Gdy wreszcie zszedł na dobre z pokładu statku, zamieszkał w Stanach Zjednoczonych. Nie skończył jednak marzyć o doświadczeniu prawdziwej przygody i sprawdzeniu samego siebie.
 

“Zawsze chciałem przeżyć coś niesamowitego” – mówi. Nic dziwnego, że mottem amazońskiej wyprawy stały się słowa, które kiedyś gdzieś przeczytał: “Za dwadzieścia lat będziesz będziesz bardziej rozczarowany tym, czego nie zrobiłeś niż tym, co zrobiłeś. Więc odwiąż cumy. Wypłyń z bezpiecznej przystani. Złap wiatr w żagle. Eksploruj.”
 

Najpierw miał być Bliski Wschód. Kierunek planowanej ekspedycji zmienił się diametralnie po lekturze książek o Amazonce. Pozostawało jeszcze ustalenie, w jaki sposób tę Amazonkę zdobyć. “Początkowo chcieliśmy przepłynąć wszystko kajakami, czyli górskie partie kajakiem górskim, a nizinną cześć kajakiem morskim. Plan szybko upadł ze względu na brak doświadczenia w pływaniu na rzekach górskich"– wspomina.
 

Potem pojawił się pomysł na jazdę rowerem przez górskie tereny, przez które rzeka przepływa, a potem kajakami już na “płaskim” jej odcinku. Koszty związane z kupnem kajaków morskich i transportu wyeliminowały także i tę koncepcję. Pozostały zatem tylko rowery. “Pojawił się problem techniczny – jak bowiem przejechać rzekę rowerem? Wpadli wtedy na pomysł zbudowania przenośnego roweru, którym będzie można przemieszczać zarówno po drogach, jak i po wodzie.
 

Amazoński rower
 

Górskie odcinki Amazonki siłą rzeczy rowerzyści muszą pokonąc jadąc wzdłuż linii brzegowej rzeki. Kiedy dotrą do miejsca, gdzie rzeka traci swój górski charakter, “zwykłe” rowery zmienią się w rowery wodne i wtedy podróż odbywać się będzie już na samej rzece.
 

Amazoński rower przypomina katamaran. Rama bez kół osadzona jest na dwóch pływakach o długości 3 metrów wykonanych z materiału, z jakiego budowane są pontony górskie. Ich łączna wyporność wynosi 480 kilogramów. Napęd połączony jest z korbą łańcuchem. Całość wyposażona jest w tylne sakwy o trzech komorach, w których będzie transportować dobytek podróżników. Średnia prędkość poruszania się to około 6 km/h, choć pewne zostanie skorygowana, kiedy na rowerze-amfibii zainstalowany zostanie cały osprzęt.
 

Rower poddany został testom na Warcie. Najważniejszy jednak sprawdzian nastąpi na szerokich wodach amazońskich. Nie jestem pewien, jak poradzi sobie z wirami na rzece, a potem falami oceanicznymi przy dopywaniu do Atlantyku, to budzi moje największe obawy. “Rower osadzony na stelażu, tworząc coś w rodzaju katamaranu, będzie niezatapialny. Najbardziej obawiam się o napęd, myślę, że to może być nasz największy problem” – mówi Dawid.
 

Rowery przywiezione zostaną do Peru przez przyjaciela Dawida, Marka Pielecha, który pierwotnie miał mu towarzyć od początku wyprawy. Narodziny syna zdecydowały jednak o zmianie planów. Marek włączy się do ekspedycji w miejscu, w którym Amazonka opuszcza Andy, to jest w miejscowości San Francisco.
 

Rowerowa “jazda” Amazonką
 

W swoją amazońską podróż Dawid wyruszył zatem razem z młodszym o osiem lat bratem, Hubertem. O wspólnym wyjeździe nie zdecydowały wyłącznie braterskie więzi, ale względy bardziej praktyczne, o czym żartując opowiada Dawid: “Wybór Huberta nie był spowodowany tym, że jest moim bratem. Ma on ponadprzeciętne zdolności odnajdywania sensownego rozwiązania w sytuacjach bez wyjścia. Potrzebuje pięciu minut, żeby zorientować się, jak naprawić rzecz, którą widzi pierwszy raz w życiu i jest bardzo odważny".
 

Na informację o podjęciu ekspedycji zareagował błyskawicznie – cztery dni po telefonie był już w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszka jego brat i skąd mieli polecieć do Limy. “Pojęcie o wyprawie ma jednak marne, ale wie czego chce i jest świadom, czego się podejmuje” – nadal żartując mówi Dawid.
 

Z Limy autobusem dotarli 6 września do malowniczo położonej nad Pacyfikiem Camany. Stamtąd ruszyli w głąb lądu. Ze względu na znajomość tego terenu i ujęty spontaniczną odpowiedzią na pytanie o trasę wyprawy: “No jak? Śladami Chmielińskiego, tylko że na rowerze”, chętnie włączyłem się, oczywiście na odległość, do tej niezwykłej ekspedycji.
 

“Przejedźcie przez Arequipę i stamtąd przez Chivay do Lari. Z Lari musicie wynieść rowery do przełęczy na dziale wodnym pomiędzy Pacyfikiem i Atlantykiem (ścieżka pomiędzy Lari i Cailloma). Od przełęczy jakbyście mogli zjechać wzdłuż strumyka Apacheta (może nie być wody o tej porze roku) do połączenia ze strumieniem Carhuasanta. Tutaj proponowałbym, abyście zostawili rowery i poszli w górę Carhuasanta do jej źrodła - jeziorka Ticcla Cocha. To jest stałe zródło Amazonki, według ostatnich potwierdzeń National Geographic z 2014 – poradziłem w odpowiedzi na prośbę o pomoc w wytyczeniu trasy prowadzącej do źródła.
 

Ustalając z Dawidem drogę przejazdu przypomniałem sobie, jak dokładnie przed trzydziestoma laty, wędrowałem po tych samych okolicach poszukując tych miejsc, przed i w trakcie wyprawy od źródeł do ujścia Amazonki. Z zaciekawieniem i wzruszeniem patrzyłem na zdjęcie Dawida i Huberta stojących, oczywiście ze swoimi rowerami, na linowym moście inkaskim. To właśnie z niego zawisłem kilkanaście metrów nad rwącą wodą, gdy jedno z “linowych przęseł” zerwało się tworząc w nim sporą wyrwę. Teraz jest odnowiony i wygląda solidnie.
 

Z Camany przez Areqiupę i Chivay w kilka dni bracia dotarli do miejscowości Tuti. Stąd ruszyli w kierunku góry Mismi, “żeby zamoczyć nogi u źródła Amazonki w jeziorku Ticcla Cocha, a dalej do Atlantyku”. Już wiemy, że nie same nogi zamoczyli w jeziorze, nad które dotarli nie pieszo, jak sugerowałem, ale na swych rowerach.
 

Na pytanie, jak długo potrwa wyprawa Dawid odpowiada: “Myślę jak Filipińczycy (jego żona pochodzi z Filipin), a teraz już wiem, że także jak Peruwiańczycy – potrwa tak długo, aż dopłyniemy. Ale tak naprawdę mam nadzieję, że 6-8 miesięcy.”

Piotr Chmieliński
 

ur. 1952 w Rzeszowie, polski kajakarz, współorganizator wyprawy Canoandes-79, z którą dokonał m.in pierwszego spływu Kanionem Colca, pierwszy w świecie który na przełomie 1985/86 roku przepłynął całą Amazonkę od źródeł do ujścia w Atlantyku.