​Wystarczy wspomnieć o nanobotach by wywołać u ludzi pewien charakterystyczny rodzaj paranoi. No bo skoro umiemy sobie wyobrazić mikroskopijne roboty, to w takim razie co one będą mogły z nami robić? Kto będzie nimi kierował?

Dziękujemy bardzo, ale nie – to najczęstsza reakcja. Profesor Ido Bachelet z izraelskiego uniwersytetu Bar-Ilan potwierdza jednak, że to już nie jest tylko motyw z opowieści science fiction. Nanoboty mogą pomóc w walce na przykład z nowotworami. Podczas gdy chemio- i radioterapia potrafią zniszczyć komórki nowotworowe, jednocześnnie uszkadzają zdrowe do tej pory obszary organizmu. Nanotechnologia mogłaby pozwolić na punktowy atak w centrum choroby bez ryzyka efektów ubocznych. Sam Bachelet podsumował to następująco: “Szukanie nowego sposobu leczenia raka jest jak próba wynalezienia pistoletu, który będzie ranił tylko złych ludzi.”
 

Właśnie w ten sposób działają nanoboty. Są w stanie rozpoznać i wchodzić w reakcje tylko z konkretnymi molekułami by nie uszkadzać zdrowych komórek. Zamiast leków mogłyby stale kontrolować poziom toksyn w organiźmie ograniczając skutki uboczne leczenia. Te, nad którymi pracuje Bachelet są zaprojektowane jak małe ostrygi. Chodzi o to by mogły wewnątrz swojej obudowy przewozić substancje leczące. To coś w rodzaju mikroskopijnego wahadłowca, który dostarcza lek dokładnie tam, gdzie on powinien się znaleźć. Co ciekawe takie nanoboty mogą mieć funkcje uruchamiania i wyłączania. Ich budowa pozwala także na umiesczanie w nich różnych ładunków, które mogą być uwalniane w zależności od sytuacji osoby leczonej. W grudniu 2014 nanoboty opracowywane przez grupę Bacheleta potrafiły rozpoznać 12 rodzajów rakowych komórek.
 

Obecnie ekipa pracuje nad nauczeniem swoich robotów pracy na zasadzie roju tak by potrafiły na przykład tworzyć fizyczne mosty i połączenia używając siebie nawzajem. Dzięki temu będą mogły działać reperując na przykład mięśnie lub odcinki kręgosłupa.
 

Ale każdy naukowiec zada pytanie – gdzie jest haczyk? Nie brakuje tu kwestii spornych, choćby koszt dostarcza sporo wątpliwości. Mało prawdopodobne by jeszcze długo było stać przeciętnego pacjenta na tego typu terapię. Inna sprawa to użycie tej technologii do niepowołanych celów, na przykład jak narzędzie broni biologicznej. Oczywiście jest jeszcze tak zwana “grey goo paranoia” czyli strach przez “szarym śluzem”. To wizja, w której samouczące się roboty zyskują świadomość i jako rój podbijają znany nam świat. Jednak teoretycy raczej odrzucają taki scenariusz.
 

Czy zatem cudowny wynalazek stanie się dostępny dla wszystkich? W marcu tego roku rozpoczęły się eksperymenty. Jeśli przyniosą odpowiedni efekt naukowcy przewidują, że nanoboty w ciągu kilku lat mogą stać się elementem szeroko stosowanej medycyny. 
 

Źródło: Plaid Zebra