Nie ma się z czego śmiać, to poważny problem. Naukowcy dowodzą, że mężczyźni skupieni na swojej „rzeźbie” bardzo często zmagają się z depresją i popadają w alkoholizm.

Łatwo jest rozmawiać o dietach i treningach, ale żeby choć zbliżyć się do Stallone'a czy Schwarzeneggera za dawnych lat (choć tego pierwszego to i teraz) trzeba potężnych wyrzeczeń. Codzienne forsowne ćwiczenia, bardzo ścisła dieta, rezygnacja z używek, sporej części rozrywek, regularne godziny aktywności i snu, a na dodatek w tym wszystkim trzeba jeszcze żyć i pracować. Naprawdę spore obciążenie dla ciała i psychiki.

Nie dziwią zatem dane, które przynosi badanie uczonych z Norweskiej Politechniki. Profesor Trine Tetlie Eik-Nes, jedna z autorek, zwraca uwagę na silną presję, jakiej nowoczesna kultura poddaje obie płcie.

- Kobiety muszą mieć wąską talię i być szczupłe, mężczyźni natomiast powinni mieć szerokie ramiona i wielkie mięśnie – podsumowuje – Okazuje się, że ten nierealny obraz ludzkiego ciała jest takim samym problemem dla mężczyzn jak i dla kobiet.

Efekty wygórowanych i odrealnionych estetycznych norm w kulturze masowej wśród kobiet znamy od dawna: zaburzenia odżywiania, stany depresyjne i wiele innych. Do tej pory rzadko temat ten pojawia się w kontekście mężczyzn, którzy zresztą wedle wciąż panujących norm powinni być silni i NIGDY nie przyznawać się do problemów czy słabości.

Presja dotyczy wszystkich: grubszych („spaślak, świnia, mógłby tyle nie żreć”) jak i chudszych („lamer, chuchro, na jeden strzał”), okrucieństwo jest tu egalitarne. To dość zabawne, że dopiero przy okazji nowych badań z Norwegii wiele osób zauważy, że obok niebezpiecznego dla dziewcząt wizerunku lalki Barbie od dekad działa wizerunek He-Mana czy superbohaterów z kaloryferami nad pasami.

Naukowcy przyjrzeli się danym medycznym 2460 Amerykanom w wieku 18-32 lat. Do oceny podejścia do muskulatury każdego z nich użyto zestawu 15 pytań. Panowie, którzy ze znacznie większym zapałem podchodzili do swojej budowy ciała także znacznie częściej przesadzali z alkoholem. Także oni brali aż cztery razy więcej suplementów diety, także tych nielegalnych oraz sterydów. Część wykazywała objawy zaburzeń obrazu własnego ciała. Ponad jedna trzecia pozostawała na diecie przez ostatni rok, choć nie miała problemów z wagą. Jedna dziesiąta uważała się za zbyt grubą i chciała schudnąć.

Norweska profesor porównuje męskie podejście do mięśni do... kosmetyków. Pomagają poprawić swój wygląd, a mężczyźni wcale nie starają się o nie dla odpowiedniej funkcji.

- Ćwiczą jedynie by zbudować mięśnie, bez ćwiczeń, które miałyby cokolwiek wspólnego z funkcją mięśni, a to spora różnica – mówi.

Wyniki badania sugerują, że sprawa nierealnych norm estetycznych dotyczących ciał to problem mocno związany z mężczyznami. Eik-Nes zwraca uwagę, że warto przyglądać się osobom przywiązującym bardzo mocno uwagę do kształtowania mięśni, szczególnie wśród dorastających chłopców. Może być to oznaka niezdrowego obrazu samego siebie.

- Jeśli treningi wypełniają ich cały świat rodzice powinni znaleźć czas by z nimi porozmawiać i zapytać na przykład: w jakim celu właśnie teraz trenują – dodaje.

Źródło: Vice