Historia zna przypadki dekapitacji, po których głowy zabitych w ten sposób ludzi były jeszcze przez pewien czas... aktywne. Ruszające się oczy, grymasy twarzy, próby mówienia. Czy to jednostkowe przypadki, czy też zdolność całego gatunku?

Długa tradycja odgławiania przeciwników wojskowych i politycznych czy przestępców ma się doskonale od czasów starożytnych. W Europie jeszcze relatywnie niedawno ścinano głowy, w NRD ostatnia spadła 1966 roku. Obecnie kojarzy się to jednak raczej z praktykami ekstremistów religijnych związanych z tak zwanym Państwem Islamskim.

W ostatnich latach co jakiś czas wraca bardzo gorący temat przeszczepu głowy do nowego ciała. Dyskutują o tym poważni naukowcy, a co kilka lat ktoś zapowiada, że uda mu się dokonać takiego przełomowego zabiegu. Oczywiście jak dotąd skuteczny przeszczep głowy nie miał miejsca.

Do takiej operacji konieczne jest zapewnienie głowie odpowiednich warunków i pewność, że nie nastąpi śmierć mózgu. Niektóre szacunki mówią, że krwi odżywiającej mózg po dekapitacji wystarczy na około 2-3 sekundy funkcjonowania.

Francuski uczony Antoine Lavoisier próbował to zbadać przy pomocy swoich przyjaciół. Zanim zaprowadzono go na gilotynę powiedział im, że będzie się starał mrugać oczami jak najdłużej po ścięciu, a oni mają zmierzyć czas jego ostatniej aktywności. Podobno mrugał 15 sekund, jednak uznaje się to raczej za legendę.

Ludzki mózg potrzebuje tlenu do funkcjonowania. Zużywa około 20% tego pierwiastka pozyskiwanego przez nasz organizm. Gdy naczynia krwionośne w szyi zostaną zniszczone dostawy tlenu ustają, a to prowadzi do szybkiego wyłączenia się narządu. U niektórych zwierząt proces obumierania mózgu trwa znacznie dłużej. Nauka zna przypadek chińskiego kucharza, który został zabity przez ukąszenie jadowitego węża. Właściwie, to głowy węża, bo ta została oddzielona od reszty ciała 20 minut wcześniej.

Ciekawość w tej sferze rozbudzają także osoby opowiadające o doświadczeniach śmierci klinicznej i zachowania świadomości, możliwości obserwowania wydarzeń mimo faktu, że właśnie trwała ich resuscytacja. To może sugerować, że mózg pozostaje aktywny nawet w stanie braku pracy serca.

Są także badania wskazujące, że mózg może utrzymać aktywność nawet przez 30 minut. Dotyczy to jednak jedynie fal delta, które obserwuje się także podczas snu i relaksu. „Wieczne odpoczywanie” nabiera nowego sensu.

Nowe badanie przynosi kolejny interesujący wątek: depolaryzację mózgu. Ma ona zachodzić kilka minut po ustaniu bicia serca. Pojedyncza fala przechodzi przez cały mózg wyłączając jego aktywność. Impuls jest na tyle silny, że mógł go wykryć elektroencefalograf.

Badania na zwierzętach, z kolei pokazały, że nawet w przedziale 48-96 godzin po śmierci aktywna jest ekspresja genów.

Do dalszego poznania żywotności i możliwości ludzkiego mózgu potrzeba wielu badań, problem w tym, że niektóre balansują na krawędzi etyki (lub są znacznie poza jej granicami).

Najsłynniejszym organizmem, którzy przeżył (sic!) własną dekapitację był kurczak Mike. Bez głowy żył przez 18 miesięcy. Jego właściciel planował przerobić go na rosół, jednak cios dekapitujący wyszedł na tyle krzywo, że ocalił ważne elementy układu nerwowego. Do tego mocny skrzep krwi zablokował jej wyciek. Bezgłowy ptak zachował podstawowe funkcje życiowe, a farmer zadziwiony fenomenem pozostawił go przy życiu i karmił drobnym ziarnem oraz wodą z zakraplacza.

U ludzi takie wydarzenie raczej nie mogłoby mieć miejsca. Podobno głowa Anny Boleyn, jednej z nieszczęsnych żon króla Anglii Henryka VIII, miała po odcięciu próbować mówić poruszając ustami. Uznaje się to jednak raczej za legendę, która mogła powstać w wyniku poczucia winy wobec niewinnie skazanej kobiety, która na szafot szła z podniesioną głową, a po śmierci odmówiono jej pogrzebu.

Źródło: ScienceAlert