Jadą już od ponad ośmiu miesięcy. Licznik ich wyprawy wskazuje przeszło 30 tysięcy kilometrów, które pokonali podróżując przez Amerykę Południową i Amerykę Środkową, by dotrzeć do Stanów Zjednoczonych.

Tekst: Piotr Chmieliński
 

Ekspedycja Michała Worocha i Macieja Kamińskiego, przemierzających drugą półkulę na wózkach inwalidzkich starym Land Roverem Defenderem, pierwotnie miała zakończyć się w Kostaryce. Ale Kostarykę dawno już zostawili za sobą, bo na horyzoncie pojawił się nowy cel – Alaska.
 

Podróż wolności
 

Z każdym miesiącem, słuchając relacji Michała i Macieja, zbliżam się do poznania, czym jest podróżowanie dla tych dwóch niepełnosprawnych mężczyzn. Zdecydowanie nie wiąże się ono z biciem rekordów, pomijając osobiste osiągnięcia takie jak na przykład liczba kilometrów przejechanych przez Michała motorkiem zwanym rowerkiem dopinanym do jego wózka inwalidzkiego. Nie jest też „zaliczaniem” atrakcji turystycznych, żelaznych punktów wycieczek objazdowych, choć z przyjemnością docierają do niektórych z nich, o ile pozwalają na to warunki drogowe, pogodowe czy inne. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w tej wyprawie najważniejsza jest po prostu jazda, bycie w drodze. Zmieniający się krajobraz obserwowany przez okna samochodu, kolejne granice, państwa, miasta i wioski, to wyznaczniki procesu przemieszczania się. Często zdają się udręczeni moimi prośbami o opisywane odwiedzanych miejsc, wrażeń z nimi związanych, bo to nie tyle konkretne miejsca budują wrażenie, ale fakt, że do nich dotarli. Zwłaszcza, że osiągnięcie niektórych celów wymaga od poruszających się na wózkach inwalidzkich wysiłku nieporównywalnie większego niż w przypadku podróżnika w pełni sprawnego. 
 

Z drugiej jednak strony udowadniają, że barierą w realizacji marzeń wcale nie jest ograniczona sprawność ruchowa. Zatracenie się w poczuciu nieosiągalności celów w równym stopniu dotyczy pełno- i niepełnosprawnych. Od siły woli i determinacji zależy obranie jednej z dróg: całkowitego pogrążenia się w tym stanie albo wyrwanie się z niego i ruszenie na spotkanie z przygodą, czymkolwiek by ona nie była. Przy okazji wyprawy Michała i Macieja pojawiają się skrajne komentarze. Jedni podziwiają i kibicują, inny zadają pytanie: i po co wy to robicie zamiast siedzieć w domu i nie męczyć się. Na to pytanie odpowiedź mają jedną: po to żeby poczuć się wolnym i pokonywać ograniczenia, bo jakkolwiek górnolotnie to brzmi, życie to niepoddawanie się przeciwnościom.