W internecie coraz większą popularność zdobywa „badanie”, które ma obalić tezę o zmianach klimatu. Wszystko w porządku, nic się nie dzieje, możemy dalej dymić i truć na potęgę? Naukowcy nie mają wątpliwości – to badanie jest nie do obronienia.

Denialiści klimatyczni to osoby zaprzeczające wynikom badań potwierdzających ocieplanie się klimatu. Mimo płynących z różnych i niezależnych od siebie ośrodków badawczych kolejnych alarmujących informacji na temat ocieplenia z uporem przekonują, że świat opanowała histeria, „kłamstwo klimatyczne”, za które odpowiedzialne są jakieś ruchy polityczne (najczęściej mityczni „lewacy”, choć niektórzy publicyści porównują ekologię do religii) lub pazerne firmy. Przykładów takiej retoryki nie brakuje zarówno w USA, gdzie między innymi sam prezydent Donald Trump zaprzeczał zmianom klimatu, jak i w Polsce, czego przykładem może być niedawna okładka jednego z tygodników.

Chętnie cytowane i udostępniane przez denialistów badanie, którego autorem są Jyrki Kauppinen i Pekka Malmi, ma udowadniać, że człowiek nie przyczynił się do wzrostu ilości gazów cieplarnianych w atmosferze w takim stopniu by go obwiniać o zmiany klimatyczne. Sześciostronnicowy dokument pojawił się na platformie arXiv, gdzie wielu naukowców zamieszcza swoje prace przed oficjalną publikacją i weryfikacją. Środowiska naukowe postanowiły powiedzieć „sprawdzam”.

„Nie powinno się na nim polegać” - piszą o dokumencie członkowie organizacji Climate Feedback, która zajmuje się sprawdzaniem wiarygodności badań. Na potrzeby analizy poprosili o sprawdzenie zawartych tam informacji przez ósemkę naukowców, z różnych krajów, organizacji i uczelni: Uniwersytet w Exeter, w Bonn czy wreszcie NASA Jet Propulsion Laboratory.

Wszyscy (choć każdy skupia się na sobie znanym zagadnieniu) podkreślają, że analiza jest niechlujna, brakuje w niej źródeł i jednocześnie krytykując metodologię innych nie podaje żadnej, która mogłaby potwierdzić prezentowane tezy.
 


Główna teza dokumentu brzmi: zmiany klimatu, które są wynikiem działalności człowieka praktycznie nie istnieją. Owszem, klimat się zmienia, ale przemysł, emisje czy wycinki zieleni nie mają z tym nic wspólnego.

„Tekst może wyglądać na naukowy dla osoby niezorientowanej, ale ja bym go nie przyjął jak tezy od studenta” - pisze Victor Venema z Uniwersytetu w Bonn - „Nie cytuje żadnych danych, nie bierze pod uwagę niepewności informacji, nie dyskutuje z faktem, że istnieją dane potwierdzające odwrotność tej tezy.”

Autorzy kontrowersyjnej pracy przywołują jednie sześć jakichkolwiek odnośników, z czego cztery z nich to prace tego samego autora, a dwie nie zostały zweryfikowane i opublikowane.

Mark Richardson, fizyk związany z NASA i Uniwersytetem Kalifornijskim dodaje do tej opinii, że dokument bazuje na „bdurnych wyliczeniach” mających udowodnić, że tylko 0.1 °C ocieplenia to efekt dwutlenku węgla, a za resztę odpowiedzialne są oceany.

„To łamie prawo zachowania masy, podstawowe w chemii” – pisze dla Cimate Feedback - „Oceany pochłaniają CO2, co jest w zupełnej sprzeczności z tym co pisze Kaupinen i Malmi. Nie da się obronić ich wniosków bez zaprzeczenia rzeczywistości.”

Tymczasem nie brakuje osób, które chętnie je powtarzają. Przykładem jest choćby Janusz Korwin-Mikke czy konserwatywny portal PoloniaChristiana24.pl.

Są dwa wyjścia. Możemy wybrać miłe dla ucha kłamstwa, które usprawiedliwiają ludzkość i pozwalają na dalsze dewastowanie planety lub przyjąć smutną i trudną prawdę, że dołożyliśmy do zmian klimatycznych nie jedną cegiełkę, a kilkaset tysięcy betoniarek.