Depresja jest chorobą, która może dotknąć wszystkich bez względu na status majątkowy, płeć ale także wiek, chorują na nią także dzieci i młodzież. Wśród dorosłych chorujących na depresję nawet połowa może mieć skłonności samobójcze - podają psychiatrzy.

Epizody depresyjne mogą występować nawet u 30 proc. ludzi. Ocenia się, że na zaburzenia depresyjno-nawracające cierpi od 4 do 6 proc. populacji, połowa z nich może mieć skłonności samobójcze a 15 proc. z nich dokona skutecznie zamachu na swoje życie - podał w środę podczas konferencji dotyczącej tej choroby warmińsko-mazurski konsultant wojewódzki do spraw psychiatrii dr Lech Gadecki.
 

Czynnikami wyzwalającymi depresję są pory roku: wiosna i jesień ale także drobne urazy czaszki, grypa, fizjologiczne stany takie jak ciąża, poród czy połóg. Nie bez znaczenia pozostają także sytuacje stresowe związane z tempem życia, obciążeniem pracą, kryzysowe sytuacje domowe czy utrata osób bliskich.
 

Jak dodał specjalista, nie wszystko co w rozumieniu potocznym bywa nazywane depresją, jest nią w istocie. "Kilkugodzinne spadki nastroju można nazwać chandrą. O depresji mówimy, gdy ten spadek nastroju trwa od 3 do 9 miesięcy. Po 9 miesiącach depresja może samoistnie zniknąć, ale w ciągu życia depresyjnych wielomiesięcznych epizodów może być kilka" - dodał dr Gadecki.
 

Po czym poznać, że to coś więcej niż smutek?
 

Według psychiatrów sygnały, które mogą być przesłanką pojawienia się epizodu depresyjnego: to zaburzenia snu, złe samopoczucie w ciągu dnia, lęk, poczucie winy ale także objawy somatyczne takie jak gwałtowne chudnięcie, suchość w ustach, bóle głowy, mięśni. Pacjent nie odczuwa radości, pesymistycznie ocenia przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, cierpi nawet na urojenia depresyjne.
 

Według dr Gadeckiego podjęcie leczenia depresji może skrócić czas jej występowania nawet o połowę, dlatego nawet przy wystąpieniu kilku podanych objawów warto wybrać się do psychiatry, albo do lekarza rodzinnego, który skieruje do specjalisty.
 

Nawet niemowlęta mogą mieć depresję
 

Depresja jest chorobą, która może dotknąć także dzieci i to w okresie niemowlęcym oraz młodzież. Jak podkreśliła psychiatra dziecięcy dr Leokadia Burakiewicz niemowlęta reagują depresyjnie na rozłąkę z matką lub inną osobą najbliższą. Dzieje się to w sytuacji, gdy dziecko musi przebywać przez długi czas w szpitalu albo gdy zostaje porzucone przez matkę lub trafia do domu dziecka. Niemowlęta początkowo przejawiają bunt - płaczą, krzyczą, nie chcą jeść, następnie bunt przechodzi w fazę rozpaczy, w której stają się apatyczne a w ostatniej fazie - rezygnacji pozornie godzą się z swoją sytuacją. W skutek depresji rozwój psychofizyczny najmłodszych jest wolniejszy.
 

Dziecięca depresja może pojawiać się także, gdy rodzice poważnie chorują ale także gdy dziecko jest przeciążone obowiązkami szkolnymi, gdy jest ofiarą lub świadkiem przemocy albo gdy przewlekle choruje.
 

Nawet połowa młodych ludiz może mieć ten problem
 

Według psychiatrów, z kolei depresja młodzieńcza to stan prawie fizjologiczny wiążący się z okresem w życiu młodego człowieka, gdy musi on dokonywać życiowych wyborów dotyczących edukacji czy pracy. Na to może nałożyć się trudna sytuacja w rodzinie. Ocenia się, że występowanie młodzieńczej depresji dotyczy od 27 proc. do 54 proc. młodych ludzi. Objawy jej są podobne jak u dorosłych: drażliwość, lęk, uczucie nudy i beznadziei.
 

W przypadku młodych ludzi, najlepsze wyniki osiąga się stosując nie farmakoterapię ale psychoterapię, która pomaga osiągać dobre relacje z rówieśnikami jak i również poprawić samoocenę pacjenta - podkreśliła dr Burakiewicz.
 

Źródło: PAP