To dotknięte przez los meksykańskie miasto przy granicy z USA jeszcze niedawno uznawano za najniebezpieczniejsze na świecie. Dziś jednak przestępczość spada, a życie wraca do normy, bo władze zdołały naprawić szwankujące organy ścigania i wymiar sprawiedliwości.

San Antonio to peryferyjna dzielnica zabudowana niegdyś barakami slumsów, a dziś betonowymi blokami. Praktycznie nie ma tu drzew, za to pełno dziur w ulicach. Właśnie zapada zmierzch, ku hali magazynowej wypełnionej stosami opon zmierzają grupki podekscytowanych dzieciaków. Wewnątrz nie słychać szumu ulic Ciudad Juárez, największego miasta w meksykańskim stanie Chihuahua. Zagłuszają go sapania, stęknięcia i odgłosy uderzeń młodych zapaśników padających na matę.
 

Zobacz galerię miasta, które odebrano gangom!
 

Prowizoryczny ring wykonany z elementów pozbieranych gdzieś na wysypiskach został otwarty dwa lata temu przez Inésa Montenegro. Pomysł wyszedł od syna Inésa, który narzekał, że tutejsza dzieciarnia nie ma się gdzie bawić. Lucha libre, miejscowa odmiana wrestlingu (rodzaju zapasów) polegająca na tym, że zamaskowani zawodnicy wykonują wyreżyserowane akrobatyczne ewolucje, to w Meksyku narodowa obsesja. Otwarcie areny sportów walki okazało się strzałem w dziesiątkę.
 

Dzisiejszego wieczoru czterech chłopaków miota się między linami, które odrzucają ich na środek ringu. Skaczą pełni radości, uczą się choreografii takich klasycznych rzutów i chwytów jak „skok tygrysi”, czyli dramatyczny skok z przewrotem, albo „nożyce”, które polegają na chwyceniu przeciwnika za szyję nogami.