Cena złota mierzona w dolarach i cierpieniu – nigdy dotąd nie była tak wysoka.

Wzrost cen złota i wyczerpywanie się zasobów w USA, RPA oraz w Australii skłaniają największe kompanie górnicze do dalszej eksploracji. Trudno znaleźć bardziej aktywnego poszukiwacza niż Newmont, gigant z siedzibą w Denver, który obecnie prowadzi wydobycie metodą odkrywkową na pięciu kontynentach, od nizin Ghany po górskie szczyty Peru. Przyciągana profitami z operacji w krajach rozwijających się (niższe koszty, mniej regulacji prawnych) kompania stworzyła tam dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Jednocześnie stała się przedmiotem oskarżeń m.in. o niszczenie środowiska i przymusowe przesiedlenia wieśniaków. W związku z tym w Batu Hijau, gdzie Newmont dysponuje większością udziałów, podjęła przedsięwzięcia wspierające rozwój regionu, programy ekologiczne. – Jak to jest, że aktywiści tysiące kilometrów stąd podnoszą wrzawę, a żaden z mieszkańców okolic kopalni nie narzeka? – pyta Malik Salim, w Batu Hijau dyrektor ds. kontaktów zewnętrznych. – To złoto wszystkim pada na mózg.

Większość mieszkańców Sumbawy to rolnicy i rybacy. Mieszkają w drewnianych chałupkach postawionych na palach; ich życie właściwie pozostało nietknięte przez nowoczesny świat. Ale już w środku dżungli, na terenie należącym do kopalni Batu Hijau, powstało osiedle w amerykańskim stylu dla 2 z 8 tys. pracowników firmy. Gładko wybrukowane ulice, bank, międzynarodowa szkoła, nawet centrum nadawcze zakładowej telewizji. Do restauracji z widokiem na luksusowe pole golfowe przybywają swoimi SUV-ami całe rodziny, żeby spędzić razem wieczór i zjeść darmową pizzę. Przy tej samej ulicy jest też hala do koszykówki.

Wyższe ceny skupu i zaawansowane technologie umożliwiają kompaniom górniczym opłacalną eksploatację mikroskopijnych drobin złota. W Batu Hijau, by oddzielić złoto i miedź od skały, Newmont stosuje wyrafinowaną technologię flotacji, która nie jest toksyczna, w przeciwieństwie do „ługowania hałdy” cyjankiem – metody stosowanej przez kompanię w innych kopalniach. Tak czy inaczej, żadna technologia nie sprawi, że olbrzymie ilości odpadów produkcyjnych w magiczny sposób znikną.  W 16 godzin w Batu Hijau gromadzi się więcej odpadów niż masa całego złota wydobytego przez człowieka od zarania dziejów. Część to odpady skalne, których hałdy tworzą góry o płaskich wierzchołkach usypane w miejscu dziewiczego lasu. Resztę stanowią odpady flotacyjne – powstające w czasie obróbki chemicznej ścieki odprowadzane rurami na dno morza.

Metody „podwodnej utylizacji” odpadów flotacyjnych już się nie stosuje w większości krajów wysoko rozwiniętych, bo zanieczyszczone metalami ścieki są groźne dla środowiska morskiego. Newmont nie wykorzystuje tej metody nigdzie poza Indonezją. Cztery lata temu do indonezyjskiego sądu trafiło oskarżenie spółki zależnej Newmont o wpompowywanie zanieczyszczeń do morza w sąsiedztwie nieczynnej już kopalni „Zatoka Buyat” na wyspie Celebes (Sulawesi). Pięciu pracowników firmy na miesiąc trafiło do więzienia.

W 2007 r. Newmont uwolniono od wszystkich zarzutów. Krytycy twierdzą, że sąd ugiął się przed lobby przemysłu górniczego. Jednak spółka broni metody podmorskiej utylizacji. – Składowanie na lądzie byłoby tańsze, ale bardziej szkodliwe dla środowiska – argumentuje Rachmat Makkasau, dyrektor produkcji w Batu Hijau. Ścieki z kopalni są odprowadzane 3,4 km od brzegu i zrzucane na głębokości 125 m, poza krawędź stromego stoku, którym opadają ponad 3 000 m. – Na takiej głębokości możemy zaszkodzić tylko jakimś „morskim insektom”.

Głębiny oceanu mają niewielu obrońców; ma ich jednak las deszczowy. Dział ochrony środowiska przedsiębiorstwa Newmont przedstawia metody rekultywacji hałd. Otóż są one przykrywane trzymetrową warstwą gleby, w której zapuszcza korzenie nowa dżungla. Dziewiczego lasu deszczowego oczywiście nie da się już odtworzyć, a kompanii dziesięć lat po rozpoczęciu operacji zaczyna brakować miejsca na kolejne hałdy. Trzy lata temu wystąpiła więc o wznowienie pozwolenia na wykarczowanie następnych 32 ha puszczy. Ekolodzy zaś ostrzegają przed niemal całkowitym wyginięciem kakadu żółtolicej na Sumbawie. Dżakarta jeszcze nie podjęła decyzji. Na ograniczonej przestrzeni ciężarówki w Batu Hijau utykają w korkach, przez co spada wydajność produkcji. Newmont ostrzega, że jeżeli nie otrzyma dodatkowego terenu, będzie musiał zwolnić setki indonezyjskich pracowników.