W 1942 roku do Iranu przybyło 116 tysięcy polskich uchodźców. 75 lat później ich śladem ruszył Radosław Fiedler z przyjaciółmi. "Bardziej niż na odwiedzeniu nekropolii, zależało nam na dotarciu do świadków".

Ambasada RP w Teheranie pomogła nam odnaleźć panią Eleonorę Barską, urodzoną w 1926 roku. Z Iranem związała się na dobre i złe. Zapytana czy nie żałuje swej decyzji o pozostaniu w Persji – odpowiedziała krótko, że nie, choć życie jej nie rozpieszczało. Koszmar sowieckich łagrów, dwa małżeństwa, śmierć dziecka oraz rozwód, a po nim samotność, to los nie do pozazdroszczenia. „Ja już nie pamiętam Polski, poza tym wszystko się zmieniło” – wyznała. Nowogródek w którym przyszła na świat jest dziś na terytorium Białorusi.

Nie każdego jednak los doświadczył tak dotkliwie. Doktor Reza Nikpour, przewodniczy Towarzystwa Przyjaźni Irańsko-Polskiej, syn pani Heleny Stelmach i Aliego Mohhameda Nikpoura, chętnie opowiadał nam o swojej zmarłej w kwietniu 2017 r. mamie.  Jej irański mąż nie ukrywał smutku  - „To była najpiękniejsza kobieta na świecie.” wyznał, trzymając w dłoni fotografię swojej ukochanej żony.

 

Czy pamięć przetrwa?

Nieodwołalnie odchodzi pokolenie boleśnie doświadczone wojną, deportacjami i tułaczką, trwającą niekiedy całe życie. Nie oznacza to, że ślady zacierają się bezpowrotnie. Najmilszym zaskoczeniem okazał się Ahwaz. Ponad milionowe miasto, zagłębie naftowe blisko irackiej granicy, gdzie odczuwalna temperatura wynosi 50 stopni. Okazało się, że tutejszy chrześcijański cmentarz, na którym znajduje się polska kwatera, w ostatnim roku przeszedł renowację sfinansowaną ze środków fundacji Muytabe Ghaestouniego. Przedtem nekropolia była niemal wysypiskiem śmieci. Podczas wojny w Ahwazie zorganizowano obóz tranzytowy dla Polaków, których Brytyjczycy przerzucali następnie do Afryki Wschodniej lub na Bliski Wschód (głównie Palestyna i Liban).

 
Cafe Polonia

Po gorącym Ahwazie, Isfahan wydaje się wręcz rajem. Prawdopodobnie ze względu na sprzyjające warunki klimatyczne to tutaj zorganizowano schronienie dla 2600 polskich dzieci. W mieście spotkaliśmy się z panem Aminem Fakharim, miejscowym animatorem kultury, który jest na dobrej drodze do odtworzenia działającej w czasie i po wojnie kawiarni polskiej „Cafe Polonia”. Przed laty było to jedno z ulubionych miejsc spotkań, a także kontaktu miejscowych Irańczyków z Polakami. Amin snuje plany, że w odtworzonym miejscu mieszkańcy Isfahanu poza zajadaniem się polskimi pączkami będą mogli oglądać wernisaże i przedstawienia teatralne. Projekt jest też okazją do współpracy między twórcami z Polski i Iranu. Inicjatywa powstała dzięki mrówczej, historycznej pracy Amina i jego współpracowników.

W Teheranie natomiast poznaliśmy niezwykle energiczną Irankę imieniem Roksana, która bada różne wątki z życia polskich wygnańców, szczególnie dziewcząt i kobiet. Interesuje ją, jak odnalazły się w Iranie i jak były odbierane w tak odmiennej kulturze. Roksana prowadzi niezależny teatr – tuż pod nosem konserwatywnych ajatollahów. Z przedstawieniami o polskich uchodźcach jeździ także do Wrocławia, Krakowa i Warszawy.

Dzięki pracy takich ludzi jak Muytaba, Amin, Roksana i Reza pamięć o Polsce i wydarzeniach które połączyły nasze narody jest wciąż żywa. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem irańskiej gościnności i zgadzamy się co do tego, że to ludzie są największym i niepowtarzalnym atutem Iranu.

* sowieckie łagry

Tekst: Radosław Fiedler