Wielka włóczęga 1926–1930Zdjęcie: Luciano Candisani Minden Pictures

Są chwile w życiu zbyt wielkie, by je zapomnieć. Należy do nich również ta chwila, gdy po długiej, bezkresnej wędrówce w jednym i tym samym kierunku wraca się do miejsca, z którego się wyszło, kiedy własnym wzrokiem, słuchem, dotykiem rąk sprawdza się wielkie misterium… okrągłości Ziemi.

Są chwile w życiu zbyt wielkie, by je zapomnieć. Należy do nich również ta chwila, gdy po długiej, bezkresnej wędrówce w jednym i tym samym kierunku wraca się do miejsca, z którego się wyszło, kiedy własnym wzrokiem, słuchem, dotykiem rąk sprawdza się wielkie misterium… okrągłości Ziemi.

Skończyć studia i  wyruszyć dookoła świata.  Na taki pomysł wpadają dziś rzesze studentów, a linie lotnicze walczą o zawartość ich kieszeni specjalnymi taryfami. W 1926 r. Tadeusz Perkitny i Leon Mroczkiewicz wyruszyli w podróż z pozoru taką samą, a jednak zupełnie inną. W czasach, gdy młodzież z wyższych sfer udawała się najwyżej do Francji albo do Włoch, by nabyć światowej ogłady, oni zapragnęli egzotyki. Mieli młodzieńczy zapał, dyplomy inżynierów leśnictwa i technologii drewna, aparat fotograficzny i  słoik kiszonych ogórków na drogę. Akurat tyle, żeby zrealizować marzenia. Widzieli Paryż, w  którym tańczyła wówczas słodka Mulatka Josephine Baker, i Aconcaguę, najwyższy szczyt Ameryki Południowej. Błądzili po ogromnym Szanghaju, gdzie patrzyli na  jakieś bezbrzeżne mrowisko lub gniazdo robaków ulepione ze skorupy błota i z zapcha- nych kałem krużganków. Jakieś cuchnące bajora i dymem przeżarte kominy. Ludziom nie starcza pojemność ruder, nie mogą ich pomieścić przepastne podwórza, więc rozsadziwszy ściany   swą potworną ciżbą, tryskają przez wszystkie szczeliny, leją się przez bramy, wypływają ze śmietników i jak struga pieniącej się mazi chlustają na ulicę.

W  świecie, który chłonęli dwaj poznaniacy, rodziła się nasza współczesność. Bladzi, wyniszczeni Chińczycy pracowali jak mrówki w wilgotnych piwnicach, Afrykańczycy z nadzieją opuszczali domy, upchnięci w ładowni statku o  symbolicznej nazwie „Europa”, a w Hameryce najubożsi europejscy emigranci zapuszczali właśnie korzenie. Pat i  Pataszon, jak o  sobie mówili, jeden zbyt krępy, drugi przydługi, obaj bez środków do życia, ruszyli w ten świat. Nie podróżowali z naukową misją, nie szukali, jak artyści, inspiracji haremami czy egzotyką. Nie zwiedzali wspaniałych budowli, by zachwycać się ludzkim geniuszem. Dzielili los tysięcy niepiśmiennych biedaków, których nędza wyrzucała za ocean i dalej. Jako drwale, pucybuty, pomocnicy ogrodników i pokojówek zarobili na bilet, więc wsiedli na statek do Brazylii, żeby przekroczyć równik – razem z innymi Maćkami i Staśkami, którzy zabrawszy cały majątek, czyli przepoconą pierzynę, opuszczali drewniane chałupy. Na zawsze. Tak się zaczęła ich trwająca cztery lata wolność, nędza, młodość, droga.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-09-05 15:52

    ciekawe... też kiedyś chciałbym dokonać czegoś podobnego

  • Do moderacji
    2011-06-08 14:17

    Bardzo odważni i wytrwali ludzie...Polecam ten artykuł

  • Do moderacji
    2011-06-03 12:42

    Bardzo dobry artykul. Po przeczytaniu aż chce się wyjść z domu i wyruszyć w podobną podróż. Jestem pelen podziwu dla tych męzczyzn i dla autorki artykulu bo pokazala to co najważniejsze:męską przyjaźń i chęć poznawania otaczającego nas świata.

Autor

  • Zuzanna Pol

    Zuzanna Pol

    Współpracuje z nami od kilku lat, pisze reportaże również dla innych tytułów, a na stałe związana jest z Agencją Reutersa.

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się