Nazwa pochodzi od dwóch wielkich rzek na kontynencie – Murray, rozdzielającej stany Wiktoria i Nowa Południowa Walia, i Murrumbidgee.
Krajobrazy sielskie, anielskie, otwarte przestrzenie – niekończące się niewysokie wzgórza, poprzecinane dolinami, także wielu mniejszych rzek. A wśród nich rozrzucone farmy produkujące najlepszą żywność w Australii i winnice wysyłające butelki na cały świat.
Uroki Krainy Rzek najłatwiej odkryć samochodem. Park Narodowy Cocoparra – ostoja dzikości – zaprasza malowniczymi wąwozami i najdalej na zachód wysuniętymi posterunkami Wielkich Gór Wododziałowych. Dalej już tylko niekończące się niziny. Są wydzielone miejsca na kemping, ale trzeba tu przyjechać z własnym zapasem wody! Z miasteczka Griffith warto pojechać na południe, do Darlington Point nad Murrumbidgee, i przejechać drogą wzdłuż nurtu rzeki, pod prąd, wśród starodrzewu nieprawdopodobnej urody. Fantasmagoryczne kształty, korony zwisające do lustra wody nie raz zatrzymają auto i poproszą o wyciągniecie aparatu fotograficznego. Stuart Highway doprowadzi do historycznej farmy Tubbo, kiedyś największej i najbogatszej w Riverinie. Koala przysypiają nieco dalej, w Narrandera, na drzewach w buszu nad jeziorem Talbot. Jest to jedno z miejsc, gdzie te słodkie leniwce odnawiają swą populację pod czujnym okiem rangera. Można wśród nich rozbić namiot i przyczaić się z wędką na dużą rybę z wielkiej rzeki. Na przyjemne, romantyczne spacery trzeba się udać na północ od Griffith, do Parku Narodowego Willandra, umieszczonego na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. To będzie także podróż do epoki pionierów pasterstwa owiec w tym regionie i możliwość podpatrywania kangurów, strusi emu i wielu innych gatunków ptaków.
Riverina najbardziej jednak winem słynie, próbując zadowolić podniebienia Europejczyków, którzy od kilku lat coraz chętniej sięgają po australijskie butelki. Powodów jest kilka – od mody na wina z tzw. Nowego Świata po niską cenę za wysoką jakość. Również sami Australijczycy całkiem niedawno porzucili piwo i mocniejsze trunki... i masowo oddali się degustowaniu innych smaków. Pamiętam imprezy w Australii kilkanaście lat temu. Przychodziło się w gości z butelką brandy lub kartonem piwa. No, chyba że dom był typowo polski; wtedy mile widziana była – dwukrotnie droższa od przeciętnej whisky – polska wódka. Ale to właśnie piwo było stylem życia Australijczyka. Każdy stan miał swoje najlepsze „stanowe”. Do najbardziej wziętych tematów rozmów w pubach należały dyskusje nad wyższością jednego nad drugim. Kult piwa był tutaj tak silny jak w Czechach czy Niemczech. Kilka lat temu osłupiałem, kiedy na sporym garden party niedaleko Perth na wspólnym stole pojawiły się zaledwie dwie butelki Jasia Wędrowniczka, kilkanaście butelek wina i... zero piwa. To nie był znak ewolucji, ale gwałtownej zmiany upodobań i dynamicznego rynku, który nadążył z ilością i jakością winnych tematów. To była rewolucja.
Gość
Zapowiada się największa plenerowa impreza podróżnicza w Polsce. Od 3 do 5 września 2010 r. największą górską twierdzę Europy...
Ponad 130 projektów graficznych rywalizowało od 31 maja do 31 lipca br. w konkursie Panasonic 3D Challenge. Wyniki konkursu s...
Od trzech lat Traveler przygląda się sierpniowym wydarzeniom muzycznym w Bieszczadzie, nie inaczej było w tym roku. Od 12 do ...
Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność...
Czasami dzieje się tak, że podczas wyprawy, którą uważasz za najciekawszą przygodę, jaka mogła ci się przytrafić, nagle wyskakuje coś, dla czego...
Cena: 49.99 zł
Cena: 29.90 zł
Cena: 59.00 zł
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.