Australia - zaplanuj podróżZdjęcie: iStock Photo

Aborygeńskie mity zaklęte w prastarych skałach, orgia kolorów rafy koralowej, ciągle ledwie dotknięta natura i przyjazna nowoczesność miast uważanych za najlepsze do życia na świecie.

Oto Australia, Dwie przesiadki i ponad 20 godzin w powietrzu. To Wielki Skok. Trudy podróży zostaną jednak szybko nagrodzone. Nowy Świat od pierwszych chwil porazi nas pięknem, oczaruje i wchłonie. Wystarczy, że zobaczymy Sydney. Jego nazwa będzie brzmiała w głowie niczym mantra.

Choć dziś wiem, że nigdy nie mógłbym w tym mieście zamieszkać, wielokrotnie dałem mu się uwieść. Tu szybko zatraca się pamięć, sprawnie i bezstresowo wpada się w australijski rytm. No worries mate! Bracie, nie przejmuj się!
W Sydney i jego okolicach jest co robić nawet przez dwa tygodnie. Niemniej na bezbolesne wylądowanie, strzepanie kurzu z Polski, przestawienie spania o 10 godzin do przodu i skuteczny flirt wystarczą dwa, trzy dni. Na nocleg wybieram jeden z hotelików na Kings Cross – kiedyś dzielnicy rozpusty i rozboju, dziś zdecydowanie bardziej turystycznej, zaledwie kwadrans piechotą do City. Po zalogowaniu się w hostelu idę na piwo. Jest dobrze po północy i środek tygodnia, a na głównej ulicy Kings Cross – Darlinghurst Rd – niemal tłok. Z witryny pubu obserwuję mój nowy-stary świat. W połowie piwa dostrzegam bójkę. Po drugiej stronie ulicy kilku wyrostków zgrabnie, ale bez brutalności okłada się wzajemnie ciosami na oślep i chwilę później znikają w ciemnych uliczkach. Mam wrażenie, że to wykreowana atrakcja turystyczna. Stary, dobry Kings Cross, tego już więcej w Australii nie zobaczę. Noc i mocny sen, wczesna samoistna pobudka i zdziwienie. Gdzie ja jestem?! Znakomita kawa po drugiej stronie ulicy, tost z jajkiem i bekonem wystarczą, aby dostarczyć energii i zrozumieć sens kolejnej mantry, którą będę powtarzał co rano, przynajmniej do wylotu z antypodów: Beautiful one day perfect the next.

Nogi są najlepszym przyjacielem człowieka – to banalne założenie można wychodzić w kompaktowym centrum Sydney, gdzie wszędzie jest blisko. Wnikam więc do środka imponującej (jak na Australię!) Katedry Najświętszej Marii Panny. Przy wyjściu od strony zachodniej jest pamiątkowa tablica z pobytu Jana Pawła II w 1986 roku. Przez Hyde Park z fantazyjnie oświetlonymi nocą koronami drzew przechodzę do słynnej wieży Sydney Tower. W 40 sekund za 75 zł 300 metrów windą do nieba. A tam, na górze, panorama perły antypodów. Przez 420 okien do wyboru widać obiekty w śródmieściu, kompleks olimpijski, port i dalej Góry Błękitne na zachodzie i ocean na wschodzie. Kolejka Monorail, jak sama nazwa wyjaśnia, sunie po jednej szynie wokół City. Pętla trwa pół godziny i służy pogłębieniu przekonania, że mam do czynienia z naprawdę urodziwym miastem, drażnią tylko porysowane szyby z pleksi. Odkładam aparat na bok i chłonę przyjazną nowoczesność drapaczy chmur. Czas na spacer wielkomiejską, handlową i usługową Pitt St, aż do wody, do The Rocks, kiedyś centrum żeglugi i handlu, ale też prostytucji i rozboju. Dziś leniwy spacer brukowanymi uliczkami z kolonialną architekturą kończę w Lord Nelson Brewery Hotel, najstarszym pubie w Sydney. Mają tu pięć gatunków własnego piwa, niepowtarzalną atmosferę i świetne widoki na The Rocks.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-10-16 22:07

    Fascynacja pana Tomalika Australią jest bardzo duża; szczególnie daje się to odczuć na spotkaniu na żywo. Miałam przyjemność słuchać opowieści oraz oglądać slajdy na spotkaniu w maju br. we Włocławku. Dziękuję :)

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-04-06 20:30

    Super opis. Bardzo mi się przydał do pracy do szkoły :).

Autor

Ostatnio czytali

  • tami
  • monika.bartz
  • netfm

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się