Zapraszamy na kolejny odcinek naszego nowego cyklu podróżniczego. Artur Kordian Cybulski odkrywa polskie skarby!

Choć trasę kajakową Czarnej Hańczy trudno nazwać zakątkiem gdyż latem bywa tam więcej kajaków niż miejsca na nie, ale my się tam wybraliśmy jeszcze przed sezonem, i taki termin polecam. Relacja z całej trasy będzie jeszcze w osobnym artykule. Dzisiaj chciałem zwrócić Państwa uwagę na jeden zakątek, który najczęściej się nie zauważa. Być może dla tego, że gdy wioślarze docierają do Kanału Augustowskiego, to są już po kilku dniach spływu i zmęczenie robi swoje. Zaś śluzy, które się w tym miejscu mijają, robią tak duże wrażenie, że odcinki pomiędzy nimi się po prostu przegapia. A szkoda.
 

Z drugiej strony co się dziwić, bo widok buzującej wody wdzierającej się do śluzy przez otwarte grodzie robi wrażenie. Zwłaszcza gdy siedzimy w małej łupince i nieco nerwowo przytrzymujemy się zwisającego ze ścian śluzy łańcucha wędrując to w górę, to w dół.
 

Ale nie o tym. Kanał Augustowski w swych latach świetności, będąc arterią transportową, miał regulowane brzegi poprzez umocnienie ich palami. Przez lata technologie się zmieniały a sam kanał stracił na znaczeniu. Obecnie dawne pale są już w korycie płynącej wody, zaś natura posługując się wodą, wiatrem i ptakami, naniosła na nie nasiona roślin, czyniąc każdy z nich osobnym ogrodem.
 

Nazwałem je wodnymi ogrodami. Ktoś mógłby nazwać to przesadą, ale niektóre z tych miniaturowych kompozycji nie ustępują swym wykonaniem dziełom sztuki, wykonanym przez azjatyckich mistrzów ogrodnictwa.
 

Szkoda że nie mam takiego talentu do fotografii jak bym sobie życzył. Galeria dołączona do artykułu nawet w setnej części nie oddaje ich uroku. Ale niech to będzie zachętą do tego, że gdy ktokolwiek z czytelników tam trafi, to zachęcam do zaplanowania sobie większego zapasu czasu na ten odcinek szlaku Czarnej Hańczy. 
 

Każdy z pali to osobne dzieło sztuki ogrodniczej i choć mijamy ich całkiem sporo, to warto, przy niektórych z nich przystanąć, bo jest co podziwiać. Osobiście płynąłem tym szlakiem już trzy razy i dopiero za czwartym zwróciłem uwagę na te detale. Aż nasuwa się refleksja że w pogoni życia przegapiamy za dużo drobiazgów, które mogą sprawić że droga / rzeka stają się piękne. 
 

Zapraszam do galerii, a najlepiej jeśli wybierzecie się tam osobiście. Szlak spływu nie jest wymagający a sprzęt można, za nieduże pieniądze, wypożyczyć w okolicznych wypożyczalniach. Podwiozą na początek szlaku, odbiorą na końcu a jak kto zmotoryzowany to i samochód jest gdzie zostawić. Oczywiście mam swoją ulubioną wypożyczalnie, ale nie chcę tu uprawiać kryptoreklamy. Wybór w okolicy jest spory.
 

Cóż można powiedzieć więcej -  zapraszam do wodnych ogrodów.
 

Tekst: Artur Cybulski


Jak ogląda góry niewidomy alpinista? Jurek Płonka przemierza najwyższe pasma Europy i zdobywa kolejne szczyty. Posłuchaj jego opowieści!