Wczorajszy dzień klamrą wielkich wydarzeń spiął trwającą od 3 lipca piątą edycję Brave Festiwal. Oprócz koncertu szwajcarskiego wirtuoza gry na harfie Andreasa Vollenweidera, finałowego koncertu z udziałem dzieci projektu Brave Kids na letniej scenie Teatru Lalek oraz występu El Cuadro Flamenco, niekwestionowanej gwiazdy flamenco z Andaluzji, Wrocławianie pożegnali się również z grupą 14 tybetańskich mnichów.

Nie ulega wątpliwości, że przez dziewięć festiwalowych dni, mnisi z klasztoru Sherab Ling zyskali szczerą sympatię mieszkańców miasta. Wrocławianie systematycznie odwiedzali duchownych z Sherab Ling w Galerii Design, towarzysząc im w misternym sypaniu mandali Mahakali. Najpierw brali udział w duchowych przygotowaniach do ceremonii, kiedy to mnisi wznosili ołtarz i lepili tradycyjne tormy, które określane są, jako ,,fundament” Mandli. Później przez kolejne trzy dni obserwowali rytuał sypania piaskowego symbolu, by czwartego dnia podziwiać tradycyjny taniec Cham, zwany też tańcem Lamy.
Festiwal był czasem, w którym każdy z nas mógł poznać piękną tradycję buddyzmu, czasem kontemplacji, dobrych życzeń i modłów gości festiwalu o pomyślności miasta i jego mieszkańców. Bez wątpienia Wrocław poczuł festiwalową atmosferę, czego widocznym znakiem była liczba około trzystu osób, które zjawiły się w sobotę w Galerii Design, by towarzyszyć mnichom w rytualnej w ceremonii burzenia piaskowej mandali. Przy dźwiękach trąb, bębnów oraz śpiewów duchownych, owoc kilkudniowej, niezwykle misternej pracy mnichów został zburzony.
Na twarzach zgromadzonych zauważyć można było poruszenie i pewien rodzaj smutku, który pojawia się zawsze, gdy niszczone jest piękno. Jednak tym razem rytuał burzenia mandali miał wymiar pozytywny. Był przypomnieniem nietrwałości rzeczy materialnych, dystansu do własnego ego oraz skierowania myśli i energii do tego, co duchowe i nieskończone. Mandli już nie ma, jednak pozostaje jej przesłanie i niematerialne bogactwo pracy mnichów. Kolorowy piasek tworzący mandalę został przesypany do szklanego naczynia. Mnisi zadecydowali, że zostanie on wysypany do rzeki, aby ta, ze swym nurtem przekazywała pomyślność i niosła ze sobą dobrą, a nie niszczycielską moc.
W oryginalnej procesji kilkuset mieszkańców miasta wraz z mnichami grającymi na trąbach, ruszyło na Most Uniwersytecki. Przed wsypaniem piasku z mandali do rzeki, odprawione zostały modlitewne śpiewy oraz rozpalono kadzidła. Nadszedł moment oddania mandali rzece, a jej miejsce w szklanym naczyniu, jak nakazuje buddyjska tradycja, zajęła woda z Odry. Woda została poświęcona i będzie zachowana przez mnichów. Ten wymowny rytuał stanowił równocześnie pożegnanie mnichów z miastem i jego mieszkańcami. Całej ceremonii towarzyszyła atmosfera powagi i przejęcia, każdy kto był zgromadzony wokół mnichów doskonale wiedział, że nie jest to spektakl, lecz autentyczny buddyjski rytuał.