30 czerwca 1908 roku w syberyjskiej tajdze doszło do ogromnej eksplozji. Uderzenie było tak silne, że ówczesne rosyjskie magnetometry pokazywały w jego rejonie drugi biegun północny. (tysiące razy potężniejsze od bomby jądrowej w Hiroszimie)

Co było przyczyną tej katastrofy? Hipotez było wiele. W 1927 roku wysłana została pierwsza poważna ekspedycja naukowa prowadzona przez Leonida Kulika z Sowieckiej Akademii Nauk. Efekt? zdaniem naukowca na obszar Syberii spadł gigantyczny meteoryt, zbudowany z żelaza i niklu, nie znaleziono jednak żadnych pozostałości meteorytu lub krateru uderzeniowego.

Hipotez było wiele, niektóre brzmiały wiarygodnie inne dużo mniej. Od samego początku tylko wie wydawały się najbardziej sensowne: pierwsza, że to był upadek asteroidy, druga - komety.

Niedawno temu zespół prowadzony przez Wiktora Kwasnicy z Instytutu Geochemii, Mineralogii i Złóż Naturalnych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy w Kijowie postanowił na nowo przyjrzeć się okruchom skalnym znalezionym przez ekspedycję, która badała teren w 1978 roku. Mogli wykorzystać dużo dokładniejsze przyrządy badawcze np.: transmisyjny mikroskop elektronowy. Okazało się, że dzięki nowoczesnym rozwiązaniom, udało się zauważyć drobne żyłki, które wskazują na meteorytowe pochodzenie okruchów skalnych. Zawierają zestaw minerałów spotykany najczęściej u meteorytów żelazno-kamiennych.

- Istotnie wygląda na to, że znaleźli coś, co wygląda na mikroskopijny okruch meteorytu. Pytanie tylko, czy pochodzi on z bolidu tunguskiego - powiedział "Gazecie" Andrzej Pilski z Polskiego Towarzystwa Meteorytowego.

Minęło prawie 100 lat od wielkiej katastrofy, dlatego trudno jest dzisiaj stwierdzić coś na pewno. Nie wiadomo nawet czy znalezione w tym miejscu okruchy pochodzą właśnie z 1908 roku. Kwasnica chce przeprowadzić jeszcze badania proporcji izotopów helu i ksenonu, które powinny dać kolejną poszlakę świadczącą za pozaziemskim pochodzeniem drobin.