Dziewięć osób zginęło, 19 zaginęło, a pół tysiąca straciło dach nad głową, gdy w stanie Minas Gerais w Brazylii runęły dwie tamy. Jednak konsekwencje tego wypadku dla przyrody mogą być o wiele większe.

Woda, która przelała się przez tamy w gminie Mariana na rzece Rio Doce, zniszczyła kopalnie rudy żelaza i – zanieczyszczona surowcami – rozlała się na odległość nawet 500 km. Jest jej 60 milionów metrów sześciennych – to odpowiednik 25 tys. basenów olimpijskich lub załadunku 187 tankowców.
 

Prezydent Dima Rousseff porównała szkody do wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej w 2010 roku. Z kolei minister środowiska Izabella Teixeira nazwała je "katastrofą dla środowiska".
 

Według naukowców chemikalia używane do oczyszczania rudy w kopalni, które znalazły się w wodzie, mogą wpłynąć na przebieg strumieni, zmniejszyć poziom tlenu w wodzie, obniżyć żyzność gleb w okolicach rzek.
 

 



– Wiemy już, że ten skażony pył zabija zwierzęta – mówi prof. Klemens Lascheski z Federalnego Uniwersytetu Minas Ferais. Kiedy stwardnieje, niemożliwe stanie się uprawianie ziemi.
 

Problemem jest też fakt, że rzeka była źródłem wody pitnej dla tysięcy mieszkańców okolicy. Ludzi pozbawionych do niej dostępu będzie coraz więcej – skażone błoto płynie teraz w kierunku oceanu. Ujście rzeki to siedlisko zagrożonych wyginięciem żółwi morskich, które są bardzo wrażliwe na jakość wody w oceanie. – To wszystko jest dla natury ogromnym szokiem – mówi agencji Reuters prof. David Zee, oceanograf z Uniwersytetu Stanowego Rio de Janeiro.