Aleksander Doba dokonał pierwszego w historii przepłynięcia Atlantyku w jego najszerszym miejscu

Od osiągnięcia wyznaczonego ostatecznego celu wyprawy Aleksandra Dobę dzieli jeszcze tylko 60 km. O kończącej się podróży Olka pisze Piotr Chmieliński, koordynator finałowego etapu transatlantyckiej ekspedycji.  

    Po ponad pięciu miesiącach od opuszczenia Lizbony Aleksander Doba płynący samotnie kajakiem po Atlantyku dotarł do wybrzeża Florydy w Cape Canaveral, realizując tym samym główne założenie swojej wyprawy: pokonanie trasy pomiędzy najbardziej oddalonymi od siebie punktami położonymi w Europie i Ameryce Północnej. Niemniej jego wyprawa jeszcze trwa, ponieważ jej docelowym miejscem, gdzie Olek wysiądzie na ląd, jest New Smyrna Beach.

    Po opuszczeniu Bermudów, gdzie kajakarz naprawiał uszkodzony ster, podróż nabrała tempa. Olek pokonywał nawet około 100 kilometrów w ciągu doby. Punkty SPOT na mapie wskazywały, że zmierza dokładnie do New Smyrna Beach. I tak było do wczorajszego ranka. Już w środę po południu odczyty lokalizacji „OLO” (nazwa kajaka) zaczęły pokazywać, że przesuwa się on w kierunku zachodnim, zamiast północnym. W czwartek było już jasne, że spychany jest przez silny wiatr prosto na Cape Canaveral, co potwierdził Olek w przesłanej wiadomości tekstowej: "Piotrze, mam wybór: lądowanie awaryjne na terenach zakazanych albo port jachtowy w Cape Canaveral. Wybieram port. Mam go na mapie". Próba przeciwstawienia się siłom natury wiązałaby się w ogromnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa kajakarza, który i tak doskonale poradził sobie w warunkach, które stały się przesłanką dla wydania zakazu wypływania na szerokie wody wszelkich jednostek pływających przebywających w porcie.  

    Pozostawała jeszcze do rozstrzygnięcia ważna kwestia: czy w Cape Canaveral zakończona zostanie ekspedycja, czy Olek zdecyduje się dotrzeć do punktu docelowego czyli New Smyrna Beach, by w ten sposób zrealizować pierwotne założenie podjętego przez siebie przedsięwzięcia. Kiedy wynajętą łodzią wraz z ekipą dziennikarzy wypłynęliśmy kajakarzowi na spotkanie, poinformował nas, że wybiera – co było do przewidzenia – rozwiązanie drugie. Pomimo zmęczenia spowodowanego przede wszystkim walką z golfsztromem, którą porównał do ujeżdżania dzikiego mustanga, jest zdeterminowany doprowadzić swoją wyprawę do końca, do New Smyrna Beach, gdzie już oczekuje go niemal całe miasto, okoliczna Polonia i …. orkiestra.

    Wpływającego do portu Cape Canaveral Aleksandra Dobę powitały okrzyki radości, powiewające flagi biało-czerwone i podrzucane, również biało-czerwone, czapki. Grupy polonijne, które dowiedziały się o modyfikacji trasy ostatniego etapu podróży, przyjechały na spotkanie 67-letniego bohatera. Wrzawa wywołała z kolei zainteresowanie US Coast Guard i miejscowej policji, które pomimo wcześniejszych uzgodnień, rozpoczęły procedurę kontroli emigracyjnej. Urzędnikom początkowo trudno było zrozumieć, dlaczego kajakarz nie może wręczyć im swojego paszportu na lądzie - co zakłóciłoby ideę jego wyprawy. Szybko jednak uświadomili sobie, jak niezwykłe jest to przedsięwzięcie i zaoferowali honorową eskortę do portu, gdzie Olek w kajaku miał spędzić noc.
    Dzisiaj Olek około południa czasu polskiego wyruszy w dalszą podróż do New Smyrna Beach trasą wyznaczoną przez sieć wewnętrznych kanałów, które doprowadzą go wprost do jego celu.

Piotr Chmieliński
New Smyrna Beach, Florida
18 kwiecień, 2014